Alexandar Vuković nie eksperymentował w pierwszym meczu i od pierwszej minuty wystawił do gry jedenastkę złożoną z zawodników, którzy najczęściej grali wiosną. Atutem gliwiczan miało więc być zgranie i świetne zrozumienie, co przy grze z takim rywalem jak Lech ma niebagatelne znaczenie.
W pierwszej połowie wszystko szło zgodnie z planem. Gliwiczanie skutecznie się bronili, a w 43 minucie za sprawą wykorzystanego przez Patryka Dziczka rzutu karnego objęli prowadzenie. Wszystko jednak się posypało po przerwie. Już w 46 minucie goście doprowadzili do wyrównania, a chwilę później objęli prowadzenie. Katem niebiesko-czerwonych okazał się Filip Marchwiński. Jak to zazwyczaj bywa bramki te padły po błędach. Do pierwszego przyznał się Patryk Dziczek.
– Mój błąd przy pierwszej bramce dla Lecha. Nie powinienem był tak stracić piłki, a szybciej ją zagrać. Od tego tak naprawdę się zaczęło, że Lech wyrównał. Druga sytuacja również zakończyła się bramką, był dobra wrzutka i myślę, że Fero był bez szans i niestety zrobiło się 1:2. Mieliśmy swoje okazje, żeby wyrównać, co więcej nawet wygrać ten mecz, bo były trzy klarowne sytuacje, żeby odwrócić wynik na naszą korzyść, albo chociaż zremisować ale nie chciało wpaść – podsumowuje Dziczek.
Czytaj też: Vuković: szkoda początku drugiej połowy
Z perspektywy trybun mecz mógł się podobać. Było dużo walki, biegania, rzut karny i gole. Spotkanie miało też różne fazy.
– Pierwsze minuty były pod dyktando Lecha, ale dobrze się ustawiliśmy i broniliśmy swojego bramki. Potem ten mecz zrobił się bardziej otwarty. Myślę, że dla oka druga połowa była dużo lepsza, bo oba zespoły chciały wygrać. Niestety to Lech wywozi z Gliwic trzy punkty – analizuje Dziczek.
Te pierwsze mecze zawsze są obarczone dużym znakiem zapytania. Po tym jednak co pokazali gliwiczanie w starciu z Lechem kibice ze spokojem mogą oczekiwać na kolejne pojedynki, ale pod warunkiem, że Piast będzie wykorzystywal sytuacje, bo przypomnijmy, że rok temu jeszcze pod wodzą Waldemara Fornalika ta gra niby nie wyglądał źle, ale bramek i punktów nie było.
– Był to pierwszy mecz więc dopiero wchodzimy w ten rytm tego sezonu. Szkoda tej sytuacji Arka z końcówki, bo mógł być remis, ale trzeba przyjąć na klatę tę porażkę i z podniesiona głową wyjść na kolejny mecz – stwierdza Dziczek.
Pomocnik Piasta poszukał też pozytywów i ocenił co trzeba poprawić.
– Pozytywem jest to, że stworzyliśmy sobie sporo sytuacji, fajnie by było jednak, gdyby to wpadało do siatki. Natomiast co do straconych bramek, to na pewno będziemy to głębiej analizować, jak byliśmy ustawieni i na pewno wyciągniemy wnioski – podsumowuje Patryk Dziczek.

Opracowanie: piast.gliwice.pl






















Rok temu gra nie wyglądała źle? Człowieku ty czytasz to co bazgrolisz?Piast przebiegł wczoraj 123 km.Rok temu ledwo 109-111.Juz samo to wystarczy za recenzję.Rok temu z Lechem nie oddajemy nawet 1 strzału. Dziś marnujemy trzy 100% sytuacje. Faktycznie gra wygląda kubek w kubek tak samo.