Kilka dni temu internet obiegła informacja, że Piast Gliwice. S.A., czyli klub z Okrzei ma 6 mln zł. strat za ubiegły rok rozrachunkowy. Jednocześnie pojawiły się głosy, że klubowi grozi nawet bankructwo, a „Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy” powinno podjąć decyzję o dalszym istnieniu spółki.
Strata na pewno włodarzy i właścicieli klubu nie cieszy, ale na pewno Piastowi nie grozi upadek czy rozwiązanie. Gdyby tak było to połowa klubów w Europie już by nie istniała. Takie firmy jak Barcelona czy Real toną wręcz w długach i nikt się tym specjalnie nie przejmuje. W Polsce też nie jest lepiej. Co chwilę w mediach pojawiają się informacje, że jeden czy drugi klub ma problemy finansowe, a tymczasem bankructwa zdarzają się dużo rzadziej niż w przypadku różnych przedsiębiorstw.
Wróćmy jednak do Piasta. W marcu 2021 roku na łamach naszego portalu, podając za oficjalną stroną miasta Gliwice informowaliśmy że Piast za poprzedni rok zanotował 9,7 mln zysku (patrz TUTAJ), choć wcześniej Piast S.A. także notował straty. Skąd się więc wziął nagle taki zysk?
Sytuacja zmieniła się po tym jak niebiesko-czerwoni sięgnęli po tytuł mistrza Polski. Wtedy też do klubowej kasy popłynął strumień pieniędzy z Ekstraklasy. Były to premie za zdobycie mistrzostwa Polski i za zajęcie wysokiego miejsca, łącznie ponad 15 mln zł. Potem jeszcze doszła gratyfikacja za grę w europejskich pucharach, ale takim dużym zastrzykiem finansowym były transfery zawodników. Za łączną kwotę prawie 5 mln Euro zostali sprzedani Joel Valencia, Patryk Dziczek i Piotr Parzyszek. Doliczając do tego dotację miejską w wysokości 6 mln plus wpływy od sponsorów i za bilety, to łączny budżet klubu za mistrzowski sezon przekroczył 40 mln zł. Kolejny sezon też nie był zły pod tym względem. Trzecie miejsce w Ekstraklasie również dało pokaźną premię. Do tego należy jeszcze doliczyć kwoty od sponsorów i wprawdzie nie duże, ale przychody z dnia meczowego.
W lipcu 2021 roku sprzedano też Jakuba Świerczoka. W jego przypadku jednak sytuacja była o tyle złożona, że najpierw trzeba było go wykupić z klubu mistrza Bułgarii, a potem wytransferować do Japonii. Trudno więc dokładnie powiedzieć ile Piast na nim zarobił bez wglądu w umowy, a te są objęte tajemnicą.
Rok 2022 już tak udany nie był. Piąte miejsce w lidze nie jest tak dobrze wynagradzane jak lokata w pierwszej czwórce. Nie gra się też w europejskich pucharach. Klub nie zdecydował się również na transfery Kądziora i Placha, choć oferty na nich były. Wcześniej zdecydowano się zatrzymać Jakuba Czerwińskiego i przedłużono kontrakt z Kądziorem, co niewątpliwie wiązało się z podwyżkami ich apanaży. Trudno jednak powiedzieć, że włodarze nie mieli świadomości z czym to się wiąże, bo choć sporo błędów, szczególnie transferowych popełnili, to liczyć raczej potrafią. Znali więc koszty i potencjalne wpływy, choć na pewno nie przewidzieli, że drużynie będzie słabo szło w Ekstraklasie i co za tym idzie, zmniejszy się frekwencja na trybunach.
Dostępu do pełnego bilansu nie mamy, więc trudno powiedzieć skąd dokładnie wzięła się bilansowa strata, ale wiadomo jakie źródła dochodu ma klub. Tym najważniejszym są środki pozyskiwane z prawa do transmisji i premia za zajęcie wyższego miejsca w Ekstraklasie. Drugim źródłem w przypadku Piasta jest dotacja miejska. Trzecim, zazwyczaj transfery zawodników do innych klubów. Potem jest dochód z dnia meczowego i wpłaty od sponsorów.
W poprzednich dwóch sezonach Piast zajmował odpowiednio 6 i 5 miejsce, co dało dość sporą kwotę od Ekstraklasy. Za poprzedni sezon właśnie z tego tytułu wpłynęło ponad 14 mln zł. Dotacja z miasta wyniosła 6 mln zł. (nie licząc podwyższeń kapitału) Nie było natomiast transferów z klubu, ale były w drugą stronę. Piast pozyskał kilku piłkarzy i choć nie musiał za nich płacić innym klubom, to na pewno musiał wypłacić prowizję menadżerom i samym zawodnikom za podpisanie kontraktu. Tak się praktykuje również przy przedłużaniu umów.
Jak każde przedsiębiorstwo tak i Piast S.A. ma koszty. Jak się okazuje tym największym są wynagrodzenia dla piłkarzy. Wg raportu Deloitte w którym ocenia się m.in. kondycję finansową klubów, w Gliwicach na wynagrodzenia piłkarzy w poprzednim sezonie wydatkowano 68% przychodów. To o 8 procent więcej niż wynosi tzw. bezpieczny próg. Gdyby jednak nie wspomniany transfer Świerczoka dokonany w 2021 roku ten współczynnik wynosiłby aż 94%. To pokazuje jak ważne są transfery do innych klubów dla Piasta.
Choć sytuacja jest nieciekawa to klubowi z Gliwic bankructwo nie grozi, bo są możliwości zmniejszenia kosztów i zwiększenia przychodów. Niewątpliwie najpóźniej po tym sezonie przy Okrzei odchudzą kadrę, która obecnie liczy już ponad 30 zawodników. Jeśli wiosną gliwiczanie zagrają ciekawszą piłkę to będzie można za spore pieniądze sprzedać Kądziora lub Mosóra. Natomiast sytuacja mocno by się skomplikowała, gdyby nie udało się utrzymać Ekstraklasy, ale nie zakładajmy tego scenariusza.
źródło: piast.gliwice.pl























Jeśli nie potrafią zarządzać pieniędzmi, nie powinni zobaczyć ani złotówki z miejskiej kasy.