Runda wiosenna dopiero się rozkręca, a Piast już przesunął się na 10 miejsce, co jeszcze na początku grudnia było nie do pomyślenia. Mecz z Wisłą Płock pokazał, że można narzucić swoje warunki nawet wtedy, gdy gra się bez kilku jeszcze niedawno podstawowych zawodników.
Do wygrywania potrzeba jednak tez troszkę szczęścia, to dopisało drużynie z Okrzei. W pierwszej połowie poprzeczka przyszła w sukurs Plachowi i przytomne zachowanie Dwumassiego, który obronił strzał Seklulskiego. Przy golu Felixa jedyny błąd w tym meczu popełnił obrońca gości puszczając piłkę między nogami. Nie mniej jednak gol ten był konsekwencją nieustających ataków, które sunęły na bramkę gości. W końcu musiało wpaść.
– Jestem bardzo szczęśliwi, że wygraliśmy i to jest najważniejsze. Oczywiście, również bardzo się cieszę z tego, że zdobyłem bramkę. Ma ona dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ spodziewamy się z moją żoną dziecka. Ten wieczór był tym bardziej dla mnie wyjątkowy. Kontrolowaliśmy to spotkanie od początku. Była jedna groźna sytuacja Wisły Płock, jednak w ogólnym rozrachunku byliśmy lepszą drużyną – powiedział po zakończonym spotkaniu autor zwycięskiej bramki.
Piast wygrywa, ale kibiców nie przybywa. Poniedziałkowa pora plus kiepska pogoda sprawiły, że na trybunach zasiadło 3113 kibiców – najmniej w tym sezonie. Byli to jednak najwierniejsi fani.






















