Walczący o swój drugi w historii tytuł mistrza Polski Raków Częstochowa okazał się za mocny dla Piasta, wygrywając 3:0. Goście bezlitośnie wykorzystali wszystkie błędy gliwiczan, a ci nie po raz pierwszy nie wykorzystali swoich sytuacji. Przy tak mocnym rywalu w tej sytuacji nie było co marzyć choćby o zdobyciu jednego punktu.
– Przegraliśmy wysoko po wyrównanym meczu, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. W pierwszej połowie był tym bardziej taki, bo to my mieliśmy pierwszą, najlepszą sytuację na zdobycie bramki i nie wykorzystaliśmy jej. Potem ten jeden błąd w pierwszej części został wykorzystany i przegrywaliśmy, choć to my miliśmy lepsze sytuacje do przerwy. W drugiej połowie chcieliśmy kontynuować to, co miało miejsce wcześniej i myślę, że nie było powodu, żeby zmieniać cokolwiek, bo byłem zadowolony z gry zespołu. Niestety drugi błąd był kluczowy. W takim meczu, gdzie podanie bramkarza kończy się wyjściem sam na sam rzadko się zdarza. Dzięki tej skuteczności nasz przeciwnik zasłużenie wygrywa. Na koniec trzecia bramka. Uważam, że wynik był zdecydowanie za wysoki jak na przebieg gry – tak podsumował przebieg tego spotkania – Aleksandar Vuković.
W meczu tym nie mogło wystąpić aż pięciu zawodników z tego trzech podstawowych. Czy to mogło mieć wpływ na końcowy wynik?
– Nie mam zwyczaju narzekać na takie sytuacje, ale jeśli wypada pięciu piłkarzy to dla każdego trenera byłby to duży bół głowy. Gdyby Zedatka, Jirka i Huk byli zdrowi, to by zagrali od początku. W pierwszej połowie nie było widać, że są te braki. Graliśmy dobry mecz, byliśmy blizej otwarcia wyniku z rywalem, który ma duże szanse zostać mistrzem Polski.
W spotkaniu tym zadebiutował pozyskany w przerwie zimowej Thierry Gale. Na boiksu przebywał dość długo, bo przez pół godziny. To jednak zdaniem szkoleniowca za mało, by powiedzieć, że już jest gotowy do gry.
– W kilku sytuacjach pokazał, że ma szybkość i umiejętność operowania piłką, ale nie przełożyło się to na poprawę naszego wyniku. To jest zawodnik, którego my się uczymy, a on uczy się nas. Myślę, że z czasem będzie w stanie coś tej drużynie dać.
Kluczowy dla wyniku tego meczu był drugi gol. Była to bramka z gatunku tych, które padają na meczach trampkarzy. Podanie od bramkarza, a potem zagranie po ziemi i zawodnik Rakowa w przeciągu 5 sekund wychodzi sam na sam. Na jakim etapie powinno się już tę sytuacje zażegnać.
– Już w linii pomocy lepszym ustawieniem można było temu zapobiec. Niepotrzebnie staraliśmy wyprzedzić zawodnik. To była taka prosta sytuacja. Wystarczyło, aby obrońca stał za napastnikiem i nawet mógł mu pozwolić przyjąć piłkę. Do bramki było jeszcze 50 metrów i jeszcze obrócony tyłem. meczycho jest wtedy, gdy robisz babole. Gdy nie robisz błędów to przeciwnik nie jest w stanie nic wykreować. Raków miał trzy stuprocentowe sytuacje i wszystkie wykorzystał. Z tego dwie bramki to nasze kolosalne błędy. Chcę, aby wszyscy narzekali, że na naszych meczach nic się nie dzieje, ale żeby grać na zero z tyłu – zakończył Vuković.






















Pan jest geniuszem strategii panie Vukovic.To Pan spowodował problemy w obronie.One wprost wynikały z Pana decyzji na prawej stronie.W takim składzie pewnie i tak byśmy przegrali tylko że Pan zwyczajnie ułatwił sprawę rywalom.Mam szczczerą nadzieję że już niedługo.
Skład to jedno ale kuzwa ta strategia
Ciągła laga do przodu,i standardowo gra na remis
Rakow był spokojnie do ogrania tylko my nie mamy napastnika a oni już tak
I Gale powinien grać w 1 składzie za Rosolka
Dobre skakanie do głowy nie znaczy, że Felix sprawdzi się jako wysunięty napastnik. Żeby grać efektywniej w ataku Jorge musi mieć obok siebie prawdziwą 9.
Tylko najpierw trzeba przestać udawać wielkiego taktyka, schować dumę do kieszeni i postawić na proste, skuteczne rozwiązania.
Myślę, że clue obrazu dopełniły wypowiedzi trenerów. Papszun stwierdził, że może czasem na wyrost, ale jednak wywiera na piłkarzy presje na wynik za wszelką cenę. Tak się buduje mentalność zwycięzców. U nas przed meczem nawet pucharowym z zespołem grającym dwie klasy niżej bije quasikurtuazja zabezpieczająca na wypadek przegranej. Najlepszy przykład będziemy mieli przed meczem z Puszczą, na której znowu dowiemy się jak Puszcza jest dobra, że z gry zasługuje na wyższe miejsce w tabeli, że jest przeciwnikiem niezwykle wymagającym, który nie jednemu faworytowi utarł nosa. Itd. Itp. Nie będzie to wypowiedź, że jedziemy po 3 punkty, bo i jakość drużyny i doświadczenie przemawia za nami. Że powinniśmy ten mecz wygrać pomimo tego, że przeciwnik w każdym meczu skoncentrowany jest na przeszkadzaniu rywalowi bardziej niż na kreacji, która przejawia się tylko w szukaniu szans z dalekich wyrzutów z autu oraz egzekwowaniu każdego rzutu wolnego ze środka boiska w postaci dośrodkowań na tzw. aferę (czego akurat Puszczy zazdroszczę, bo wiedzą, że nie są w stanie wykreować sobie za dużo sytuacji z gry więc szanują sobie (w przeciwieństwie do nas) każdą taką potencjalną choćby tylko sytuację. Tak nie zbuduje się mentalności zwycięzców, bo nawet jeśli przegramy to przecież trener mówił przed meczem, że tak też się może zdarzyć, że nie jesteśmy faworytem, więc w sumie jesteśmy z siebie zadowoleni. Daliśmy tyle ile mogliśmy. Nie udało się. Trudno. Za tydzień będzie kolejny mecz. Może się uda, może nie. Jak się nie uda za tydzień, to może za dwa. Co z tego, że przegrywamy. Trener nas chwali za grę. To jest tylko futbol. Nie gramy w Liverpoolu, Arsenalu czy Manchester City. My tylko możemy. Nic nie musimy. Utrzymanie nas zadowala. Czasem sprawimy jakąś niespodziankę. W życiu ważne są tylko chwile…
Generalnie zgadzam się z tym, że Vuko nie lubi ryzykować, woli asekurację itd ale wczoraj to raczej nie miał wyjścia, raz, że brak kilku podstawowych graczy a dwa sorry, ale Raków na każdej pozycji miał lepszego piłkarza niż my więc niewiele dało się z tego wycisnąć…jeszcze ta ławka rezerwowych. Nie dziwię się, Mosór i Ameyou niw łapią się do pierwszego składu tam po prostu jest jakość ( jak na polskie realia oczywiście).