Piast – Stal, pomeczowa analiza

Piast Gliwice zremisował u siebie ze Stalą Mielec 2:2 i wiadomo już, że nie poprawi swojej sytuacji w tabeli, ale też specjalnie nie pogorszy. Jeszcze gliwiczan może przeskoczyć Motor Lublin, jeśli pokona GKS Katowice, ale o tym dowiemy się dopiero w poniedziałek wieczorem.

Mimo okoliczności, jakie miały miejsce w tym meczu, czyli odrobienie dwóch bramek, należy to traktować jako stratę dwóch punktów. Rywal był niżej w tabeli, a Piast grał u siebie. Po raz kolejny widać było, że w drużynie Aleksandara Vukovicia wciąż nie ma napastnika z prawdziwego zdarzenia. Chwała Feliksowi, że zdobywa gole, ale to nie typowa 9. Występ Rosołka należy pominąć milczeniem, przynajmniej jeśli chodzi o sytuacje bramkowe, które mimo wszystko były, ale Piast ich nie wykorzystywał i jak słusznie zauważył Chrapek to się zemściło.

– Wydaje mi się, że to był mecz jaki zdarza się w Ekstraklasie co kolejkę. Jeżeli nie wykorzystujesz stuprocentowych sytuacji, to niestety w piłce jest tak, że to się potem mści. Tak było w pierwszej połowie, w której mieliśmy pełną kontrolę, jedna sytuacja Stali i przegrywaliśmy 1:0. Po przerwie też nie zaczęliśmy dobrze, straciliśmy drugą bramkę, ale cieszę się, że walczyliśmy do końca i byliśmy blisko zwycięstwa. Niestety się nie udało, ale musimy wziąć ten punkt i pracować dalej – tak podsumował ten mecz Michał Chrapek.

Miłosz Szczepański wrócił do pierwszego składu i od razu odżył. Widać, że ten filigranowy pomocnik najlepiej czuje się na boisku, gdy gra od początku. To nie był wybitny występ, ale co najmniej poprawny. Próbował rozbijać akcję, przejmować piłkę i co ważne strzelał. Pod koniec meczu piłka po jego uderzeniu trafiła w poprzeczkę. Szczepański chwali kolegów i przy okazji siebie za grę, ale też żałował, że spotkanie zakończyło się wynikiem 2:2.

– To był bardzo dobry mecz w wykonaniu zespołu. Byliśmy drużyną przeważającą, także bardzo się cieszymy, że udało się doprowadzić do remisu. Szkoda, że trzy punkty nie zostały na Okrzei. Mieliśmy bardzo dużo sytuacji – przyznał Szczepański.
Igor Drapiński dobrze wszedł w tę rundę. W poprzednich meczach grał wysokim poziomie. W tym spotkaniu przydarzył mu się jednak błąd, który przełożył się na rzut karny dla Stali. Próbując wybić piłkę Dadokowi, trafił w jego nogi. Sędzia po analizie VAR wskazał na 11 metr. Wlazło zamienił tę okazję na drugiego dla Stali gola. Drapiński miał prawo być niezadowolony.

– To był mecz, w którym zdecydowanie mieliśmy więcej sytuacji bramkowych, z których mogliśmy strzelić gole. Dużo więcej byliśmy w ofensywie. Stal stworzyła sobie dwie sytuacje, gdzie też mogliśmy uniknąć stracenia tych bramek. Moim zdaniem byliśmy drużyną dużo lepszą i zasługiwaliśmy na zwycięstwo w tym meczu – przekonywał Drapiński.

Za Piastem cztery ligowe mecze i w tych spotkaniach gliwiczanie podnieśli z murawy 8 punktów, co daje 2 oczka na mecz. To przyzwoita średnia i jeśliby udało się kontynuować, to jeszcze szansa na wbicie się górnej ósemki. Zagrożeniem wydaje się być brak zmienników, którzy są w stanie podołać ekstraklasowym wymaganiom. W ostatnich dwóch spotkaniach Aleksandar Vuković dokonał tylko dwóch zmian, co jest potwierdzeniem tych obaw.

Opracowanie; piast.gliwice.pl
Cyt, za: piast-gliwice.eu

Zobacz statystyki z meczu

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
orion

A ja mam pytanie. Czy w klubie jest dyrektor sportowy? Przynajmniej w teorii jest zwierzchnikiem trenera. To niech mu wytłumaczy że niektóre jego decyzje działają na szkodę drużyny. Bo czasem nóż się człowiekowi otwiera na sam widok.Niedawno media donosiły że Vukovic jest na wylocie.Akurat Legia potrzebuje trenera to żegnamy i dziękujemy za wszystko…