Drużyna Piasta notuje najlepszy start sezonu w swojej ekstraklasowej historii. Gliwiczanie w 7. meczach podnieśli z murawy 14. punktów. Składa się na to 4 wygrane, 2. remisy i 1. porażka. W sezonie, kiedy sięgali po mistrzostwo Polski po 7. kolejkach mieli na koncie 1. punkt mniej.
Polska Ekstraklasa uznawana jest za najbardziej nieprzewidywalną ligą w Europie i nikt nie potrafi powiedzieć dlaczego tak się dzieje, choć teorii jest tak dużo jak ekspertów. Ta nieprzewidywalność wydaje się mieć ostatnio swoje zalety. Choć poziom polskiej piłki jest na niskim poziomie o czym świadczą wyniki klubów w europejskich pucharach i gra reprezentacji, to jednak na trybunach przybywa kibiców. Na spotkania Widzewa, Jagiellonii, a nawet Motoru biletów w dniu meczu nie można kupić, a to przecież nie są tzw. piłkarskie tuzy. Niewątpliwie kibiców przyciąga ta nieprzewidywalność bo w sporcie w zasadzie najważniejsze są emocje, a tego i ostatnio nawet bramek zazwyczaj w meczach polskiej ekstraklasy nie brakuje.
Można to też powiedzieć o drużynie Piasta. Podopieczni Aleksandara Vukovicia sprawili już dwie mega niespodzianki, wygrywając z Legią Warszawa i Rakowem Częstochowa i to na ich stadionach. Nie byli jednak w tych meczach drużynami dominującymi, a wręcz przeciwnie. W Częstochowie momentami trzeba było odwracać głowę, gdy patrzyło się na złe przyjęcia, niedokładne podania i straty piłki, a po niewykorzystanym rzucie karnym niewykluczone, że niejeden kibic wyłączył telewizor. Jak jednak zauważa Damian Kądzior, zwycięzców jednak się nie sądzi.
– To był mecz dla koneserów, trudny do oglądania. Wydaje mi się jednak, że mieliśmy lepsze sytuacje. Zasłużenie jednak wygrywamy, tym bardziej cieszy, że odkąd jestem w Piaście to pierwszy raz zdarzyło się to mi w Częstochowie. Te zwycięstwo rodziło się w bólach, ale takimi wygranymi robi się wynik. Pokazaliśmy, że po prostu jesteśmy mega mocni. Wygraliśmy z Legią w Warszawie, wygraliśmy z Rakowem w Częstochowie. Zachowujemy pokorę i jedziemy dalej – tak ocenił postawę swojego zespołu Damian Kądzior.
Ta zdobycz punktowa daje Piastowi trzecie miejsce i choć nie narzekamy, to jednak mogło być jeszcze lepiej. Gliwiczanie gubili bowiem punkty w meczach w których byli lepsza drużyną. Z Cracovią powinny być trzy punkty, z GKS Katowice też, a o Mielcu to już nie ma co nawet wspominać.
14 punktów nie bierze się jednak znikąd. Sztab szkoleniowy dobrze przygotował drużynę do sezonu. Zawodnicy potrafią grać do końca na pełnych obrotach, co opłaciło się w meczu z Rakowem. Wreszcie strzelają bramki nie tylko po stałych fragmentach gry, ale też z akcji, a tu mogło być jeszcze lepiej, gdyby nie kontuzje Felixa i Piaseckiego. Z formą trafił też Plach. Do poprawy jeszcze jest gra w defensywie. Po meczu z Katowicami w stosunku do tej formacji nie brak było głosów samokrytyki.
– Duże pretensje mam za stratę drugiej. Chodzi mi o sposób, w jaki ją straciliśmy. Gol wprawdzie był bardzo efektowny, bo Adam Zrelak zrobił to bardzo dobrze, natomiast to my dopuściliśmy do tego, że ta sytuacja bramkowa w ogóle się wydarzyła. To jeden z największych minusów tego meczu – grzmiał na konferencji trener Piasta.
Po meczu ze Stalą Mielec w Gliwicach pewnie najchętniej by spuszczono zasłonę milczenia. Piast bowiem przegrał 0:2 z najsłabszą do tej pory drużyną w lidze i trzeba przyznać, ze zasłużenie.
– Niestety wyjeżdżamy do Gliwic bez punktów. Nie zasłużyliśmy na wygraną. Nasz rywal zdobył dwie bramki po dwóch kontrach. Musimy to spotkanie przeanalizować i wyciągnąć wnioski przed kolejnym spotkaniem – powiedział po końcowym gwizdku Frantisek Plach.
Na szczęście zespół się nie podłamał, a te wnioski zostały wyciągnięte. W następnej kolejce Piast wprawdzie skromnie, ale już zasłużenie pokonał Zagłębie Lubin 1:0. Mentalnie było to zwycięstwo podwójnie ważne, bo zawodnicy mogli uwierzyć, że porażka ze Stalą to był tylko wypadek przy pracy.
Do Częstochowy gliwiczanie na pewno nie jechali w roli faworyta, a wręcz przeciwnie. Raków prowadzony przez Marka Papszuna i już z Ivi Lopezem w składzie miał odnieść pewne zwycięstwo. Piast ma jednak świetnie dysponowanego Michaela Ameyawa, który już w doliczonym czasie gry znalazł się w miejscu, gdzie spadła piłka po rzucie rożnym i przesądził o wygranej drużyny z Okrzei. Był to już trzeci gol pomocnika Piasta w tym sezonie.
– Uważam, że mecz był przez całe spotkanie wyrównany, końcówka na naszą korzyść. Ta bramka według mnie sprawiedliwa i cieszymy się z trzech punktów. Chociaż na chwilę wskoczyliśmy na pozycję lidera. To super uczucie i fajnie jakbyśmy w niedalekiej przyszłości zostali tam na dłuższą chwilę – powiedział zaraz po tym spotkaniu Ameyaw.
Z bycia liderem gliwiczanie cieszyli się tylko jeden dzień, ale już dawno nie było takiej sytuacji, by przed pierwszą przerwą na reprezentację być na podium Ekstraklasy. Ta zdobycz jest bardzo ważna, bo nie wiadomo czy Piast po przerwie będzie słabszy czy mocniejszy. Do 7 września otwarte jest okno transferowe, a kuszeni są Pyrka i Dziczek. Dziś trudno sobie bez nich wyobrazić pierwszą jedenastce. Może jednak zostaną, a wrócą po kontuzjach Felix i Piasecki to Vuković będzie miał tylko pozytywny ból głowy.
Zobacz wszystkie bramki 7 kolejki






















Ja się dobrze gra można przegrać 2 mecze a 8 następnych wygrać, jak źle – tak jak my z Lublinem i Rakowem to może być odwrotnie. Jeśli odejdzie Dziczek i/lub Pyrka możemy szybko znaleźć się w dolnej połówce tabeli.
Transfer Arka do Holandii padł-zakup innego obrońcy
Dziku w Lechu -sprawa nieaktualna
Może być jeszcze lepiej pod warunkiem zakontraktowania 2-3 porządnych zmienników lub gdyby trener przełamał swoją niechęć do ogrywania młodych. Sparingi co roku pokazują, że tam jest potencjał tylko potrzeba minut na ligowych boiskach, żeby go za jakiś czas uwolnić.
W przypadku młodzieżowców Vuko przypomina Waldka-traktuje ich jak zło konieczne
Piast wpłacił dziś klauzulę za Katsantonisa. Umowa ma obowiązywać przez 3 lata z opcją przedłużenia o rok
Z kad takie Info?
Na meczykach to podali do wieczora podobno będzie to już podane oficjalnie natomiast Krykun na rok na wypożyczenie do Mielca
Nie żebym marudził ale Włodarczyk napisał coś takiego już miesiąc temu.Więc jeszcze poczekajmy.
Czyli jednak nie będziemy grali juniorami! No przyznam że trochę mi ulżyło…
Tak dla porządku przypomnę jedynie, że w sezonie 2015-2016 za trenera Latala po siedmiu kolejkach Piast miał 18 pkt, w tym zwycięstwa nad Legią przy Okrzei i Lechem w Poznaniu.
Sezon zakończył się tylko wicemistrzostwem. Autorowi artykułu polecam by pisząc „najlepszy start w historii” jednak dobrze sprawdził swoją pamięć a nie wprowadzał kibiców w błąd.