Piast nie zagra po raz trzeci w finale Pucharu Polski. W meczu półfinałowym gliwiczanie musieli uznać wyższość pierwszoligowej Wisły Kraków, przegrywając 1:2. Gospodarze już w pierwszej połowie strzelili dwie bramki, które wystarczyły , by cieszyć się z awansu.
W dorobku pilkarskiej drużyny Piasta brakuje tylko jednego, krajowego trofeum, a jest nim Puchar Polski. Gliwiczanie dwukrotnie już stawali przed szansą jego zdobycia, a było to w latach 1978 i 1983, kiedy to zagrali w finale. Oba te spotkania zakończyły jednak przegranymi drużyny z Okrzei.
Po reaktywacji dopiero w 2021 roku po raz trzeci udało się dojść do półfinału. Wtedy to zespół prowadzony przez Waldemara Fornalika zmierzył się z pierwszoligową Arką, odpadając jednak po konkursie rzutów karnych. Na mecz z Wisłą Kraków Alexandar Vuković wystawił jedenastkę, którą można uznać za najmocniejszą. Znalazło się w niej miejsce zarówno dla Pyrki, Mosóra, jak i Ameyawa. Zabrakło jedynie Felixa. Krakowianie też jednak bardzo chcieli zagrać w finale, ale ich największym atutem miał być publiczność. Na trybunach zasiadło 33 tysiące kibiców.
Mecz ten dla Piasta zaczął się najgorzej jak mógł. Już w drugiej minucie po dośrodkowaniu z prawej strony piłka trafiła do Sobczaka, którego odpuścił sobie Czerwiński, a ten z bliska wpakował piłkę do bramki. Na powtórkach było widać, że kapitan Piasta sygnalizował spalonego, ale sędzia ofsajdu się nie dopatrzył, bo wcześniej Piasecki złamał linię spalonego. Piast miał szansę na wyrównanie już chwilę później. Po dośrodkowaniu Kądziora – Piasecki strzelał głową, ale przeniósł futbolówkę nad poprzeczką. Od około 20 minuty gliwiczanie zaczęli przejmować inicjatywę, a ich ataki sprawiały gospodarzom coraz większe problemy. Szczególnie aktywny był Ameyaw, który kiwał i dogrywał do kolegów. W 26 min po wrzutce Ameywa główkował Piasecki, ale piłka trafiła w nogi Colleya. Zaraz potem znów zakotłowało się w polu karnym Wisły, jedank kończący tę akcję Tomasiewicz uderzył bardzo niecelnie. Gliwiczanie cały czas stosowali wysoki pressing, naciskali i coraz bardziej pachniało golem i w końcu padła bramka – tyle, że dla Wisły. W 37 minucie gospodarze zorganizowali wypad i po dośrodkowaniu z prawej strony, piłka spadła pod nogi Jesusa Alfaro, który z zimną krwią zamienił to na drugiego gola. W 40 minucie Piasecki ruszył z kontrą i sam ją przerwał potykając się o własną nogę. To było takie podsumowanie tej części meczu w wykonaniu drużyny z Okrzei, czyli nieporadność i niefrasobliwość.
Na drugą połowę nie wyszedł Tomas Huk. Zastąpił go Tomasz Mokwa. Trudno powiedzieć czy miło to poprawić grę w defensywie czy w ofensywie. Nie mniej jednak gliwiczanie mocno weszli w tę część meczu, atakując raz za razem bramkę Wisły i w 54 minucie dało to efekt. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Mosór obiegł obrońców i chytrym strzałem w długi róg zdobył kontaktowego gola. Piast w tym momencie wrócił do gry o finał. W 58 minucie Roman wyszedł z szybką kontrą i byłby sam na sam, gdyby nie świetne zachowanie Dziczka, który najpierw wytrącił go z rytmu, a potem zasłonił sobę piłkę i w efekcie grę wznawiał Plach. Po stracie gola krakowianie zdołali jednak oddalić grę od własnej bramki, brakowało im jednak dokładności, by jakimś podaniem znów stworzyć zagrożenie w polu karnym gości. Czym dłużej trwał ten mecz tym bardziej ryzykowali gliwiczanie, ale też innego wyjścia nie mieli. Przegrywający odpada z tych rozgrywek. W dalszej części meczu choć to Piast przeważał, to lepsze sytuacje mieli gospodarze. W 63 min zablokowany w polu karnym został Sobczak. Potem znów przycisnęli gliwiczanie, a jedna z akcji mocnym i minimalnie niecelnym strzałem kończył Pyrka. W 73 minucie po serii odbitych piłek, przejął ją Alfaro i znalazł się sam na sam z Plachem, kapitalnie jednak noga jego strzał obronił golkiper Piasta. W 80 minucie goście wykonywali serię trzech rogów z rzędu. Kotłowało się w polu karnym Wisły, ale na tym się skończyło. W 87 minucie Szczepański zdecydował się na strzał rozpaczy z 30 metra i zabrakło mu niewiele, by doprowadzić do remisu. W 90 minucie nie po raz pierwszy w tym meczu piłkę przed własnym polem karnym zgubił Czerwiński, wykorzystał to gracz Wisły, na szczęście zabrakło mu chłodnej głowy i zanim zdecydował się na strzał, sytuację opanowali już gliwiczanie. Mimo szalonych wręcz ataków Piast nie zdołał doprowadzić choćby do dogrywki. W tym sezonie Piast gra już wiec tylko o utrzymanie.
1/2 finału PP
Kraków (Stadion Miejski) – 3.2024, g. 17:30
Wisła Kraków – Piast Gliwice 2:1 (2:0)
1:0 – 1` Szymon Sobczak
2:0 – 37. Jesús Alfaro
2:1 – 54`Ariel Mosór
Wisła: 93. Álvaro Ratón – 25. Bartosz Jaroch, 6. Alan Uryga, 5. Joseph Colley, 43. Dawid Szot – 10. Miki Villar (69, 77. Ángel Baena), 8. Marc Carbó, 41. Kacper Duda, 22. Joan Román (58, 11. Dejvi Bregu), 17. Jesús Alfaro (90, 50. Mariusz Kutwa) – 23. Szymon Sobczak (90, 14. Michał Żyro).
W rezerwie: 56. Kacper Szewczyk, 19. Eneko Satrustegui, 52. Jakub Krzyżanowski, 66. Vullnet Basha, 29. Billel Omrani
Piast: 26. František Plach – 77. Arkadiusz Pyrka, 2. Ariel Mosór, 4. Jakub Czerwiński, 5. Tomáš Huk (46, 22. Tomasz Mokwa) – 11. Damian Kądzior (59, 44. Serhij Krykun), 16. Patryk Dziczek, 20. Grzegorz Tomasiewicz (46, 30. Miłosz Szczepański), 96. Tihomir Kostadinov, 19. Michael Ameyaw – 9. Fabian Piasecki (77, 10. Kamil Wilczek).
W rezerwie: 33. Karol Szymański, 3. Miguel Munoz, 25. Piotr Liszewski, 24. Tom Hateley, 81. Walerian Gwilia,
żółte kartki: Colley, Bregu, Carbó – Czerwiński, Kostadinov.
Sędziowali: Bartosz Frankowski (Toruń) – Marcin Boniek i Jakub Winkler – Piotr Lasyk.
VAR:Tomasz Kwiatkowski i Bartosz Henig.
Widzów: 33 000






















I spełniło się to co napisałem przed meczem. Brak ambicji części kopaczy to jedno, ale przykład idzie z góry. Jeśli trener nie daje przykładu – zamiast nakręcić na walkę na noże i potem wymagać ambicji od 1 minuty meczu pompuje miernego I ligowca co chwilę wcześniej przegrał w Głogowie, a potem niektórzy wychodzą na takie ważne spotkanie zesrani to tu naprawdę zaczyna śmierdzieć dramatyczną walką o utrzymanie z jakimś wymyślnym strażakiem w ostatnich kolejkach.
Kompletne frajerstwo, żeby przegrać w taki sposób.
Dawno się tak nie wstydziłem.
Pora żeby Pan trener poniósł odpowiedzialność za to jak ta drużyna wygląda.Pomijajac niezatapialnego Bogdana popełniamy katastrofalne błędy w obronie i nie istniejemy w ataku.Koniec zabawy.Pora pakować manatki.
W środku pola to istniejemy? Tu nic nie istnieje włącznie z bramkarzem.
Na Wilka przyjdzie czas w lecie. Najpierw trzeba się mocno zastanowić czy z wrażeniami Vuko nie zjedziemy windą do I ligi. Dla mnie już samo ciągłe wystawianie Kądziora kosztem rozwoju Pyrki i Ameyawa dyskwalifikuje trenera, a już ten nagły zjazd Czerwa w niecały rok wydaje się zagadką stulecia. Jak to jest możliwe, żeby z gościa co potrafił chować do kieszeni skrzydłowych ze Szczecina można stać się kopaczem, który nie umie przyjąć piłki na metr?
W przypadku Czerwa odp jest prosta-wiek powoli daje znać o sobie
Houston mamy problem? Nie! Mamy zakurw….. problem!!! Vuko twój czas minął, sorki ale wypierdalaj w podskokach
Zapomniałem dodać że drużyna tak obecnie wygląda ze po rozegraniu meczu dzisiaj w niedzielę mamy pewny wpierdol w Łodzi. I dopiero wtedy zacznie się zabawa.Pora żeby trener wziął za to odpowiedzialność.No przecież nie Bogdan.
Vuco podpisz papiery, Fornalik już prawie wolny….
Ten to by nas na100% spuścił do 1 ligi…za kim ty chłopie tęskisz. Za następnym wuefistą? Nam trzeba kogoś, kto weźmie tych…za mordy.
Drużyna pierwszoligowa ograła drużynę z ekstraklasy o poziomie pierwszoligowca i tyle, zawód ale chodzimy na mecze i widać jak to na żywo wygląda, brzydki bez taktyczny futbol na pograniczu remisu i porażki
Byliśmy gorsi i ta porażka oszczędza nam wstydu, a może kompromitacji na stadionie X lecia w stolycy. Nie jesteśmy w formie by zagrać z Pogonią czy Jagiellonią. Nie jesteśmy dobrze przygotowani organizacyjnie, strategicznie, taktycznie, fizycznie, indywidualnie… I nie wierzę, żeby coś się zmieniło do 2 maja. Spójrzcie też na frekwencję w Szczecinie i Krakowie. Ja nie mówię o 20 czy 50 tys w Gliwicach, tylko o meczu gdzie będzie 100% frekwencji. Stanęliśmy po mistrzostwie w miejscu.
Biorąc pod uwagę kadrę, ceny biletów, ponad 100 tysięczne pensje, absurdalne podwyżki za zasługi itp. powiedziałbym odwrotnie. My po mistrzostwie ciągle próbujemy wskoczyć na zbyt dużego konia bez żadnego planu i to w końcu musiało odbić się czkawką.
W poniedziałek będzie nagłe zebranie zarządu.Po mojemu trochę za późno ale będzie dodatkowy punkt obrad tj raczej pewny wpierdol od Widzewa.Chyba wiadomo czego to zebranie ma dotyczyć. Drużyna jest w beznadziejnej formie i w kompromitującym stylu przegrała wszystko co ważne w tym sezonie. Ja nie pamiętam w swoim kibicowskim życiu tylu upokorzeń co w ostatnich tygodniach. Mecze z Górnikiem, Ruchem i dzisiejszy półfinał jeszcze długo będą mnie męczyć.I kurwa ktoś musi za to dać głowę.Dosc tego!
Po meczu z Ruchem, dzień po,rano, spotkałem Dziczka, który na pytanie „co tam się stało?”, odpowiedział l że stoickim spokojem „taka jest piłka”. Nie kurwa, piłka taka nie jest, jak się tylko chce w nią grać i za nią zapierdalać. A za takie teksty bez ambicji o sportowej złości, to w ryj powinni dostać.
To ja za to ostatnio spotkałem Czerwa z Majkelem… Nie mieli zatroskanych twarzy. Ja rozumiem, że nie mają się co metr biczować,ale… jakoś to nieprzyzwoicie wyglądało.
Wypasione koty mają za dobrze. A nowa miotła starcza na pół sezonu. Z taką kadra nie mamy prawa spaść i nie dopuszczam takiej myśli. Niech dokończą sezon i wtedy przyjdzie czas na rozliczanie. A Vuko bym powiedział że jak nie skończy sezonu na co najmniej 10 miejscu to powinien się pakować. Bo maja wszyscy włącznie z trenerem stworzone warunki do tego by być w czołowej 5-6 najlepszych zespołów w ekstraklasie. A do frekwencji bym się nie czepiał bo te 5 tys na meczu to u nas norma. Też chciałbym żeby było 8 tys ale trudno trzeba się z tym pogodzić skoro jak są darmowe bilety to przychodzi max 6 tys.osób
Rany ja nie poznaję kolegi! Czyli jednak właściciel nie taki najgorszy.Sam piszesz że drużyna ma wszystko czego potrzebuje.Włacznie z horrendalnie drogimi obozami w Hiszpanii. I to ich trzeba w pierwszej kolejności rozliczać. Oni nie czuli presji przed derbami ani przed półfinałem PP.Bo tak to wyglądało.Latem wietrzenie szatni jak w 2015.Wtedy Latal się nie pierdolił z gwiazdorami.Tylko dziś trener też out!