Już w piątek Piast zmierzy się z Górnikiem. Jeśli gliwiczanie pokonają zabrzan, to będą już tylko o jeden krok od utrzymania. W trochę gorszej sytuacji jest drużyna z Rooselvelta. Piłkarze z obu klubów zdają sobie sprawę jak ważne jest to dla kibiców spotkanie, ale przede wszystkim zagrają dla siebie.
Obecnie jedynym piłkarzem Piasta, który miał okazję grac w obu klubach jest Damian Kądzior. Można by nawet powiedzieć, że gdyby piłkarz ten tam nie trafił, to być może nie wskoczył by na tak wysoki level i nie grałby za granicą.
Będąc zawodnikiem Górnika w 2018 roku 26 Kądzior przed mundialem został powołany do kadry narodowej przez Adama Nawałkę, a kilka tygodni później przeniósł się do Dinamo Zagrzeb i będąc piłkarzem tego klubu zadebiutował w reprezentacji Polski, potem otrzymał kolejne powołania już od Jerzego Brzęczka.
– Tak, trener Nawałka docenił moją postawę w Górniku Zabrze. Jeżeli chodzi o trenera Jerzego Brzęczka, to poznaliśmy się już wcześniej. To było wiele lat temu, gdy na poziomie pierwszej ligi graliśmy przeciwko sobie. Trener Brzęczek prowadził w pierwszej lidze GKS Katowice, a później w ekstraklasie Wisłę Płock. Ja najpierw grałem w Wigrach Suwałki, a potem w górniku Zabrze. Dostałem od niego telefon. Powiedział, że pamięta jeszcze moją grę w Suwałkach, czy w Górniku. Gdy zadzwonił, ja grałem już wtedy w Dinamie Zagrzeb. Występowałem w europejskich pucharach, w lidze grałem bardzo dobrze. Notowałem asysty, strzelałem gole, zdobyłem tytuł najlepszego asystenta ligi, tak więc dla niego to też był argument, żeby mnie powołać. Potem byłem u trenera Brzęczka praktycznie na każdym zgrupowaniu, zagrałem w reprezentacji sześć meczów. Bardzo fajne wspomnienie – mówi w rozmowie z sport.tvp.pl Kądzior.
Dla każdego chyba kto gra w piłkę występ w reprezentacji jest spełnieniem marzeń i tak też uważa pomocnik Piasta.
– Takie chwile pozostają w pamięci na zawsze. Awansowaliśmy na mistrzostwa świata z trenerem Nawałką. Moja kariera wtedy przyspieszyła, bo jako zawodnik, który gra swój pierwszy sezon w Ekstraklasie, to po dziesięciu kolejkach dostałem już powołanie do reprezentacji Polski. Mogłem zobaczyć to, jak Polska robiła awans na mistrzostwa świata. Niesamowite przeżycie. Później już oswoiłem się z tą świadomością, że jestem powoływany na zgrupowania reprezentacji. Uważam, że to najpiękniejsze w karierze piłkarskiej, co mogło mnie spotkać. Gra z orzełkiem na piersi to jest największe wyróżnienie dla piłkarza.
Potem jednak nastąpił regres w karierze tego zawodnika. Po odejściu z Dinama Zagrzeb praktycznie słuch o nim zaginął. Nabrał jednak doświadczeni, odnalazł się w Piaście i chyba tej decyzji nie żałuje.
– Od każdego trenera czegoś się nauczyłem. Gdyby ktoś kiedyś powiedziałby mi, że zagram w La Liga, nie uwierzyłbym. A jednak byłem w fajnych klubach, coś tam wygrałem. Ze względu na to, że swój najlepszy czas w karierze miałem w Dinamie Zagrzeb, to mogę powiedzieć, że zdecydowanie najbardziej odpowiadała mi szkoła chorwacka u Nenada Bjelicy. Tam też spotkałem najlepszych piłkarzy, z którymi miałem okazję grać, trenera, który naprawdę dał mi dużo i widział coś we mnie. Pod jego skrzydłami grało mi się naprawdę bardzo dobrze. Dwa sezony wspominam w samych superlatywach. Ta moja przygoda w Hiszpanii z Eibarem nie wyglądała tak, jakbym tego sobie życzył, ale też nie ma co zwalać winy na trenerów, rozważać, czy ktoś dał mi szansę, czy nie dał. Każdy trener inaczej patrzy na zawodnika. Obecnie w Piaście u trenera Vukovicia widzę wiele podobieństw do tego, co było w Zagrzebiu. Treningi wyglądają podobnie, podobne jest podejście oraz elementy, na które trener zwraca uwagę – wyjaśnia Kądzior.
Mimo tego, że 30-latek jest wyróżniającym się piłkarzem Piasta i polskiej Ekstraklasy kolejnym powołań do kadry już nie ma.
– Widzimy, jaka jest teraz tendencja. Trenerzy raczej powołują młodszych zawodników. W tym momencie w ogóle nie myślę o reprezentacji. Chcę jak najszybciej wykonać w klubie zadanie, jakim jest utrzymanie. Przede wszystkim skupiam się na Piaście. Fajnie, że teraz punktujemy. Ja też wiem, że może być jeszcze lepiej. Uważam, że jest jeszcze dużo spotkań i musimy podtrzymać dobrą serię, żeby utrzymać się w Ekstraklasie. Wszyscy na to ciężko pracujemy – przekonuje Kądzior.
Sporo zamieszania w sportowym życiu tego piłkarza zrobił szum medialny, gdy chciał go Lech Poznań. Zawodnik przyznaje jednak, że nie było to dla niego dobre.
– Przede wszystkim nie pomagało nam, trenerowi. Ja nie wiedziałem, czy Piast mnie sprzeda, czy nie. Chyba nie pamiętam takiej historii transferowej w polskiej lidze, jaka była w tym przypadku. W tamtym momencie to też jednak nie pomagało mi jako zawodnikowi. Chciałem wiedzieć, na czym stoję. Chciałem być fair wobec kolegów z szatni, wobec trenera Fornalika. Poszło to w tę stronę, że gdy otwierałeś lodówkę, to wyskakiwał z niej Kądzior. Nigdy tyle wiadomości nie było na mój temat. Chyba jedynie przy pierwszym powołaniu do reprezentacji Polski. To mi nie pomagało, ale skończyło się tak jak się skończyło. Nie ma co do tego wracać. Lech radzi sobie w pucharach, ja jestem szczęśliwy tutaj w Piaście – podkreśla Kądzior.
Cały wywiad z Kądziorem przeczytacie na sport.tvp.pl






















Ani ja.