Pojawienie się Radosława Murawskiego w wyjściowym składzie na mecz z Olimpią Elbląg było małym zaskoczeniem. Murawski nie ukończył jeszcze 18 lat i nie jest zawodnikiem nawet najstarszego zespołu juniorów. Do tej pory szkoleniowcy stawiali na ogranych i doświadczonych piłkarzy, a tu miła niespodzianka, na boisku od pierwszej minuty, wychowanek.
ZOBACZ ZDJĘCIA Z MECZU (MICHAŁ CHWIEDUK)
Trener przydzielił mu odpowiedzialne zadanie, m.in. inicjowania akcji. Murawski grał ambitnie, ale oczywiście widać było, że jest to jego pierwszy mecz na takim szczeblu rozgrywkowym i o punkty. Ten pierwszy raz zawsze jednak bywa trudny.Jak ocenił jego

występ Marcin Brosz? – Bardzo pozytywnie, to jest jedna z tych rzeczy, co naprawdę cieszy. Nie jest to łatwe, wyjść na swój stadion, gdzie od dziecka się przychodziło. Nie jest to proste, gdy rodzice siedzą na trybunach i myślę, że jak na pierwszy mecz zagrał bardzo przyzwoicie, a najważniejsze jest to, że Piast wygrał to spotkanie. W jego CV już na zawsze zostanie, że w debiucie zaliczył zwycięstwo.
Tej wiosny nie mieliśmy okazji pochwalić trenera za promowanie wychowanków klubu, a wręcz przeciwnie. W przerwie zimowej ściągnięto do Gliwic głównie zagranicznych piłkarzy, a będącego w składzie wychowanka, Bartosza Sopla wypożyczono, natomiast Krzysztofa Hałgasa nie zabrano na zgrupowanie do Hiszpanii, nie dając mu w ten sposób szansy na równorzędną rywalizację. Murawski nie dotrwał do końca meczu. W przerwie zmienił go Adrian Świątek. – Młodych chłopaków należy wprowadzać stopniowo. Murawski nie jest z nami od dziś, ale już od pewnego czasu. Był z nami na obozach. Przygotowywał się i czekał na ten moment. Dostał szansę ze względu na kontuzje i ją wykorzystał. Pokazał w niektórych zagraniach, że jest dobrze przygotowany technicznie i myślę, ze to będzie bodziec dla innych chłopaków z grup juniorskich, że klub stoi dla nich otworem – tłumaczy Marcin Brosz.
Opracowanie: Grzegorz Muzia





















