Korona – Piast, pod szatniami

Po serii nieudanych spotkań trudno było już tłumaczyć straty punktów i goli brakiem szczęścia czy chwilową słabością. W ostatnich meczach gliwiczanie grali słabo, bez pomysłu, a trenerzy nie potrafili też wykorzystać piłkarskich umiejętności swoich podopiecznych.

Widać było jak na dłoni, że drużyna do tego sezonu była źle przygotowana, a jeszcze taktyka stosowana przez poprzedni sztab szkoleniowy nie przynosiła efektów. Trudno jednak było się spodziewać, że Aleksandar Vuković w dwa dni odmieni oblicze zespołu. Szkoleniowiec postawił na nazwiska. Wilczek, Kądzior Felix, Chrapek czy Hateley mieli zrobić różnicę. Scenariusz meczu z Koroną wyglądał jednak podobnie jak poprzednie spotkania. Pierwszą połowę gliwiczanie przespali, w drugiej zagrali już lepiej, co przełożyło się na zdobycie jednego punktu. Do pozytywów na pewno można zaliczyć przełamanie się Wilczka. Na jego gola trzeba było czekać 49 dni.

– Nie był to łatwy mecz. Wiedzieliśmy, że trzeba się nastawić na walkę, z racji tego, że Korona będzie grała agresywnie. Pierwszą bramkę straciliśmy pechowo i było bardzo ciężko coś zrobić. Nasi rywale grali bardzo nisko i mieliśmy mało miejsca do ofensywnej gry. Trudno było coś wykreować. W drugiej połowie pokazaliśmy naszą lepszą stronę. Przede wszystkim graliśmy szybciej, czego nam brakowało w pierwszej części spotkania. Szkoda, że nie wygraliśmy, bo bardzo nam na tym zależało. Każdy przyjechał ze świadomością żeby wygrać. Mimo, że przegrywaliśmy 0-1 to wierzyliśmy, że możemy jeszcze wygrać. Czujemy duży niedosyt. W najbliższych spotkaniach musimy wygrywać, robić progres i w efekcie mieć spokojniejszą zimę – tak ocenił ten mecz Kamil Wilczek.

Pierwszą asystę w tym sezonie zaliczył Alexandros Katranis. Grek był aktywny i wrzucił sporo piłkę w pole karne. Po meczu miał prawo być z siebie zadowolony, ale niekoniecznie z wyniku.

– Wiedzieliśmy, że będzie to trudne spotkanie. Przed drużyną nowe wyzwanie i nowy rozdział z nowym trenerem. Oczywiście chcieliśmy zdobyć trzy punkty, jak w każdym ligowym spotkaniu. Nie wycisnęliśmy maksimum z tego meczu i mamy jeden punkt. Musimy zebrać się w sobie jako zespół, ponieważ zasługujemy na to aby być wyżej w tabeli – przekonywał Katrasin w rozmowie z klubowymi mediami.

Po drugiej stronie boiska biegał Tomasz Mokwa, który jak sam przyznaje teraz od nowa będzie musiał walczyć o miejsce w składzie.

– Nie do końca dobrze weszliśmy w mecz. Nie tak, jak to sobie zakładaliśmy, a bramka rywala wybiła nas z rytmu. W drugiej połowie mocno się zmobilizowaliśmy i to pozwoliło nam zremisować. Mieliśmy jednak sytuacje, by wygrać ten mecz. Po każdym z nas było widać wolę walki, a w tej sytuacji to jest jedyna droga. Mamy nowego trenera i każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony – przekonywał Mokwa.

Każdy punkt jest cenny, ale ten jeden nie wystarczył, aby poprawić sytuację w tabeli. Gliwiczanie muszą zacząć wygrywać jeśli nie chcą do końca sezonu drżeć o utrzymanie. Vuković będzie miał teraz cały tydzień na przygotowanie drużyny do kolejnego spotkania. Rywal z pewnością jest w zasięgu niebiesko-czerwonych, bo Piast zagra z Wartą Poznań. Presja też będzie duża, ale miejmy nadzieję, że wreszcie nastąpi przełamanie, bo jak nie z Wartą u siebie, to z kim wygrywać potem?

Opracowanie: piast.gliwice.pl
Cyt za: piast-gliwice.eu

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze