Po wygranej na Łazienkowskiej Piast do prowadzącej Legii tracił już tylko jeden punkt. To rozpaliło wyobraźnię nie tylko kibiców, ale też i zawodników. W meczu z Jagiellonią gliwiczanie nie mogli jednak pozwolić sobie na jakąkolwiek stratę, presja więc jeszcze wzrosła.
Jeszcze większe ciśnienie panowało w Warszawie, gdzie zdawano sobie sprawę, że w przypadku remisu lub porażki z Pogonią mistrzostwo może znacznie się oddalić. W obu ekipach zdawano więc sobie sprawę, że gra będzie się toczyć nie tylko na murawie, ale też w głowach.
– Presja jest inna niż rok temu, przyjemniejsza. Cel się zmienia i napięcie rośnie z meczu na mecz. Z Jagiellonią w tym sezonie przegraliśmy, zremisowaliśmy, więc czas na zwycięstwo – mówił przed tym spotkaniem Frantisek Plach, który jednak z powodu kontuzji nie mół zagrać przeciwko Jagielloni. Zastąpił go Jakub Szmatuła i jak się miało okazać, doświadczony golkiper rozegrał jedno ze swoich najlepszych spotkań w karierze.
W pierwszej połowie częściej atakował Piast, ale białostoczanie dobrze się bronili i wyprowadzali groźne kontry. Bardzo pewnie zarówno na linii jak i na przedpolu spisywał się Jakub Szmatuła. Wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem. Już w doliczonym czasie gry, po dośrodkowaniu Badii w zamieszaniu piłkę do bramki wepchnął Valencia. Sędzia jednak poczekał na koniec akcji, bo nie było wiadomo czy futbolówka przeszła linię bramkową. Po analizie VAR przyznał jednak bramkę Piastowi.
1:0 jeszcze nie gwarantowało zdobycia trzech punktów, ale w tej rundzie finałowej niebiesko-czerwoni w defensywie spisywali się jeszcze lepiej niż w ataku. Nie było jednak na co czekać. Gospodarze zaatakowali i już w 55 minucie Jodłowiec strzelał z 5 metrów, ale też kapitalną interwencją popisał się Sandomierski. Chwilę później na murawie zameldowali się Romańczuk i Guilherme. Siedem minut później białostoczanie mieli najlepszą sytuację do zdobycia bramki. Z bliska strzelał Imaz, ale jakimś cudem Szmatuła zdołał odbić piłkę na róg. Potem w myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak gliwiczanie starali się dłużej utrzymywać przy piłce, przesuwać grę do przodu zyskując nie tylko metry, ale też cenne minuty, które przybliżały ich do szóstego z rzędu zwycięstwa w Ekstraklasie. Wydawało się, że gliwiczanie dowiozą zwycięstwo, ale w 86 min Sedlar ściął w polu karnym gracza Jagiellonii i sędzia po trzeciej już w tym spotkaniu analizie VAR podyktował rzut karny, który przy odrobinie szczęścia na gola zamienił Jesus Imaz. To nie był koniec emocji. Gliwiczanie ruszyli do ataku. Jorge Felix nie zdołał pokonać bramkarza, który odbił piłkę, ale Tomasz Jodłowiec wpakował ją wolejem do bramki. Na trybunach nastąpił szał, cała ławka rezerwowych Piasta wraz z trenerami wpadła na murawę z radości, ale ta nie trwałą długo. Bowiem zaraz potem goście mieli rzut karny, który ponownie sprokurował Sedlar, Szmatuła tym razem jednak obronił strzał Imaza!
– Wygrałem z nim w tym momencie, gdy Imaz spojrzał w ten róg, gdzie będzie uderzał. Miałem przewagę, choć wiadomo – mógł zmienić decyzje, ale zaryzykowałem i się opłaciło. Trochę emocji było, nie da się tego ukryć. Jesteśmy zadowoleni, że wygraliśmy. Takim meczami robi się na koniec fajny wynik. To co się działo dziś na trybunach to coś wspaniałego. Oby tak było na każdym meczu – tak podsumował ten mecz Jakub Szmatuła, który miał do końca sezonu stać między słupkami. Niebiesko-czerwoni pokonując Jagiellonię nie tylko zrobili duży krok do mistrzostwa, bo Legia tylko zremisowała u siebie z Pogonią Szczecin, ale pobili rekord zwycięstw z rzędu w Ekstraklasie.
– Muszę pogratulować drużynie za wiarę, zaangażowanie i przede wszystkim dobrą grę. Znowu coś wyjątkowego wydarzyło się w Gliwicach. Przyjechał bardzo dobrze zorganizowany zespół o określonym potencjale piłkarskim. W pierwszej półgodzinie mieliśmy problem, żeby złapać swój rytm grania. Ostatni kwadrans pierwszej połowy był już w naszym wykonaniu lepszy. Wyszliśmy na prowadzenie, a po przerwie można było jeszcze podwyższyć po główce Tomasza Jodłowca, lecz tak się nie stało. Jagiellonia po przeprowadzeniu zmian i wprowadzeniu Romanczuka i Guilherme zaczęła grać lepiej w piłkę. Można powiedzieć, że przejęła kontrolę w meczu i doprowadziła do wyrównania. Później jednak nastąpiła fenomenalna odpowiedź na 2:1 i później końcówka, a w niej rzut karny. Emocji było co nie miara i cieszymy się, że ten mecz zakończył się naszym zwycięstwem, bo w innych nastrojach bylibyśmy w przypadku remisu – tak podsumował ten pojedynek Waldemar Fornalik. \
Gliwice, ul Okrzei – 12.05.2019 r. godz. 13:00
Piast Gliwice – Jagiellonia Białystok 2:1 (1:0)
Bramki:
1:0 – 45` Joel Valencia (asysta Gerard Badia)
1:1 – 88` Jesus Imaz
2:1 – 90` Tomasz Jodłowiec (bez asysty)
Piast: 1. Jakub Szmatuła – 5. Marcin Pietrowski, 4. Jakub Czerwiński, 25. Aleksandar Sedlar, 2. Mikkel Kirkeskov – 20. Martin Konczkowski (83, 18. Patryk Sokołowski), 3. Tomasz Jodłowiec, 10. Patryk Dziczek, 17. Joel Valencia, 21. Gerard Badía (65, 11. Jorge Félix) – 9. Piotr Parzyszek (74, 27. Michal Papadopulos).
W rezerwie: Karol Dybowski, Tomasz Mokwa, Uros Korun. Pawel Tomczyk
Trener: Waldemar Fornalik
Jagiellonia: 29. Grzegorz Sandomierski – 2. Andrej Kadlec, 17. Ivan Runje, 15. Zoran Arsenić, 19. Böðvar Böðvarsson (76, 77. Martin Košťál) – 7. Jakub Wójcicki (60, 12. Guilherme), 27. Martin Adamec (60, 6. Taras Romanczuk), 20. Marko Poletanović, 26. Martin Pospíšil, 9. Arvydas Novikovas – 11. Jesús Imaz.
W rezerwie: Marian Kelemen, Nemanja Mitrović, Maciej Twarowski, Patryk Klimala,
Trener: Ireneusz Mamrot
Opracowanie: piast.gliwice.pl
Foto: Marcin Willner
żółte kartki: Sedlar, Dziczek – Imaz.

























Dzisiaj 12 maja… za tydzień 1 rocznica historycznego Mistrzostwa Polski – ale zanim do tego doszło odbył się mecz jakiego Okrzei 20 wcześniej nie widziało. 1-0 radość , 1-1 gorycz, 2-1 euforia, karny : załamanie, po czym Szmatuła sprawił, że trybuny oszalały ze szczęścia.
Historyczny, niesamowicie dramatyczny mecz. Co jakiś czas puszczam sobie końcówkę tego spotkania , ciągle mam ciary i łzy w oczach gdy to oglądam.
Jestes pewien postawionej diagnozy?