Ruben Jurado Fernandez, piłkarz grający z nr 22 w meczu z Wartą zaprezentował się nie gorzej niż jego rodak, David Villa Sánchez, napastnik Barcelony i reprezentacji Hiszpanii. Ruben dwukrotnie pokonał bramkarza gości i to w sposób godny najlepszych strzelców – Śmialiśmy się przed meczem trochę z niego, że w końcu powinien coś strzelić, bo długo już nie trafiał. Powiedział, że postara się zdobyć gola i słowa dotrzymał, nawet podówjnie – zdradza skąd taka skuteczności Hiszpana, Mateusz Matras.
Oba gole Rubena padły po filmowych akcjach. Za pierwszym razem zaczęło się od Klepczyńskiego, który długim podaniem uruchomił atak Piasta. Wziął w nim udział jeszcze Alvaro i Podgórski. Gliwiczanie jak po sznurku podciągnęli z piłką w pobliże pola karnego. W końcu Podgórski w uliczkę zagrał do Rubena, ten wpadł w pole karne i strzałem z około 15 metrów w okienko otworzył wynik meczu.
Druga bramka jest prostsza w opisaniu. Na 32 metrze falowany jest Klepczyński. Podgórski przeskakuje nad piłką, za nim biegnie Lisowski, który uderza, futbolówka jeszcze odbija się od murawy i przy słupku ląduje w bramce Warty.
Trzeci gol dla Piasta to prawdziwa uczta melomana piłki. Gliwiczanie wymienili między sobą 10 podań. Zawodnicy gości niczym zahipnotyzowani tylko przyglądali się jak Alvaro, Cicman, Lisowski, Ruben, Urban klepią między sobą. Końcowym akordem tej symfonii było podanie Urbana w uliczkę do Rubena, który tym razem z 14 metrów przyładował w okienko. – Fajnie, że on zdobył te dwie bramki i oby to kontynuował w następnych meczach – podsumował strzelecki koncert Łukasz Krzycki, kolega z boiska Rubena.
Opracowanie: Grzegorz Muzia
Foto: Michał Duśko






















