Rok temu, gdy Piast zaczynał marsz do tytułu mistrzowskiego, gliwiczanie rozegrali w Gdańsku bardzo dobre spotkanie, ale przegrali. Potem w rundzie finałowej odnieśli już zasłużone zwycięstwo.
W piątkowym starciu powtórzyła się sytuacja z tego przegranego meczu. To Piast był przy piłce, wypracowywał sobie sytuacje, ale gola nie zdobył. Zawiodła skuteczność, ale gospodarzom trzeba przyznać, że mądrze rozegrali ten mecz, ofiarnie się bronili i wykorzystali jedną z dwóch stuprocentowych okazji. Trzy punkty zostały więc w Gdańsku.
Gerard Badia (Piast):
Nie zagraliśmy złego meczu i mieliśmy swoje sytuacje. Boleśnie przekonaliśmy się, jaka potrafi być piłka nożna. Kiedy nie wykorzystujesz swoich szans, a przeciwnik miał jedną, po której strzelił gola, to trudno jest to przyjąć spokojnie. Stworzyliśmy swoje sytuacje, ale Lechia też dobrze broniła… poza tym Dusan Kuciak rozegrał bardzo dobry mecz i miał skuteczne interwencje. Szkoda tego spotkania, ale rozpaczanie tu niczego nie zmieni, jedziemy dalej. Może zabrakło tylko odrobiny szczęścia, ale w piłce nożnej nie możesz polegać tylko i wyłącznie na szczęściu. Musisz być przede wszystkim skuteczny, a my w ten wieczór tacy nie byliśmy.
Uros Korun (Piast):
– To jest nieprawdopodobne co się wydarzyło. Lechia miała dwie sytuacje – rzut karny oraz tę, po której strzeliła gola. Resztę skutecznie przerwaliśmy lub wybroniliśmy. Było widać ile my mieliśmy okazji, które zostały zblokowane, ale też akcje, po których po prostu musimy strzelić gola. Jeżeli tego nie wykorzystujemy, to nie możemy myśleć o korzystnym wyniku.- Zabrakło spokoju, większej koncentracji. Bramkarz bronił, wyręczali go obrońcy lub niewielkie nasze pomyłki, trudno to opisać. Nie był to mecz, w którym byliśmy niemrawi, bo wypracowaliśmy te sytuacje bramkowe. Po prostu czegoś zabrakło w tym decydującym momencie, który mógł zakończyć się powodzeniem lub odwrotnie. Koniec końców ten mecz przegraliśmy, a który powinniśmy co najmniej zremisować. Jeszcze przed nami jest dużo meczów i musimy pracować dalej.
Kristers Tobers (lechia):
Zawsze chce pomagać drużynie, jak tylko mogę. Niezależnie od tego, na jakiej gram pozycji. Liczy się dla mnie przede wszystkim zwycięstwo i cieszę się, że w meczu z Piastem udało nam się je odnieść. Michał Nalepa dał mi świetne podanie miałem okazję na zdobycie bramki. Niestety się nie udało, ale mam nadzieję, że wkrótce zdobędę swojego pierwszego gola w polskiej ekstraklasie.
Michał Nalepa (Lechia):
– Na początku planowo się cofnęliśmy, żeby spróbować mocniejszego pressingu. Piast nie miał za dużo sytuacji w pierwszej połowie, a w drugiej to nam udało się zdobyć gola. Wówczas zdecydowaliśmy się na nieco bardziej defensywny styl gry. Cieszę się, że udało nam się zdobyć trzy punkty.
Cyt za: piast-gliwice.eu/lechia.pl
Foto: lechia.gda.pl






















Chcecie usłyszeć, co Pinokio powiedział, kiedy zobaczył, że Gepetto skończył strugać Parzyszka?
Że ten to dopiero będzie napierdalał z woleja?
Pora na orangutana AMP
Kiedy Gepetto wreszcie skończył robić Parzyszka, Pinokio od razu zauważył, że coś jest nie tak.
– Ojciec! Przecież on ma obie lewe stopy! Ty naprawdę musisz pójść do okulisty!
Pinokio kręcił głową ze skrzypiącą dezaprobatą.
– Co… Co ty mi tu… Pasują przecież. Stopy mu… Zrobiłem, no takie uniwersalne… Równiutko.
Gepetto łypnął na dwie lewe stopy Parzyszka znad okularów naprawianych glutami kleju stolarskiego. Jego nos wydłużył się lekko. Na razie jakby pod pieszczotliwą ręką chirurga plastycznego.
– Taaa… Będzie koślawo łaził, a o bieganiu może zapomnieć… Chyba, że w kółko…
Pinokio był złośliwym produktem. Odgrywał się na swoim ojcu za to, że nie miał nawet śladu wzwodu u drewnianego fiuta. Ani kiedy kłamał jak z nut, ani wyznając prawdę, jak na spowiedzi przed pierwszą komunią. Teraz już bezlitośnie drążył temat .
– Ojciec… Ja się lewych czepiam, ale ty sam zobacz: dokręciłeś Parzyszkowi stopy zwrócone w drugą stronę! Chcesz kalekę wypuścić z warsztatu?!
Gepetto uniósł Parzyszka za szyję bliżej światła z okna. Faktycznie, kurwa mać . Stopy były skierowane w tę samą stronę, co wypukłość dupy. Stary siorbnął z zatok i splunął na kłęby wiórów pod stołem.
– Nie czepiaj się… Stać – ustoi. Dorobię mu laskę, to się podeprze. Nikt nie mówił, że ma biegać…
Nos Gepetta ruszył w przód. Naczynka pękały, fala czerwieni rozpełzała się podskórnie.
– Ojciec bubla puścisz, będzie zwrot i kłopot. I jeszcze kibole nam warsztat spalą… Towar miał być
eksportowy, obunożna ruchliwość, kiwka na gibkich stawach, muskuł wymuskany heblem…
A co jest? Pokrak cepeliowski, strugany po pijaku i jeszcze szczapą podparty?
Pinokio miał perspektywę przejęcia punktu stolarskiego po śmierci Gepetta, więc nie żałował mu psychicznych razów, a nawet posuwał się do podtruwania trefnymi lakierami i bejcami.
– Zaraz tam, bubla… Mówię, że ustoi. Tych nóg zwichrowanych już nie przerobię, szkoda fatygi…
Chuj z nimi. Sprzedamy go. Zobaczysz! Już ja wiem, gdzie go sprzedamy… Będą w chuj zadowoleni!
Stary Gepetto, dręczony przez Pinokia, zawsze szukał ratunku w agresji. Jego sękate łapska macały bezwiednie za ostrymi narzędziami, a z ust leciały przekleństwa. Z odrazą patrzył na spartoloną robotę, jednak szkoda mu było dorzucić nią do piecyka.
– Kupią, ja ci mówię, że kupią… I jeszcze będą w chuj zadowoleni! I to, kurwa, jak!
Sapał i tępo stukał głową koślawego bubla w krawędź blaszanki z pokostem.
Nos Gepetta miał już metr dziewięćdziesiąt dwa.
Pinokio postanowił ruszyć drewniany zad, podmieść podłogę i zepchnąć odpad pod ściany,
a potem zadzwonić do Księgi Rekordów Guinnessa.
i szkoda iż zapomniał również takiemu orangutanowi jak ty dostrugac mózg
Faktycznie, można się wkurwić….
Panowie pomimo, że nieraz bronię PP to jeśli AMP to nie Ampuła, ale A zatem pora na Monty Python to w powyższym utworze talent zabłysnął;-)
Żaden piłkarz Piasta nie zasługuje na obronę po piątkowym meczu.Czytanie wypowiedzi piłkarzy tylko ponownie podniosło mi ciśnienie.Oni chyba dalej nie rozumieją co się stało i uważają że przegrali przez jakiś nieprawdopodobny zbieg okoliczności. Panowie nie da się wygrać grając przez większość meczu do tyłu i w bok po obwodzie. A potem laga na aferę.Przegraliscie z ludźmi naprędce sciagnietymi do klubu z dzieckiem w składzie w czasie problemów finansowych.Wstyd.
Piast nie ma piłkarza który by umiał za 16 strzelić bramkę. Wolne w wykonaniu Piasta to z założenia strata piłki.
Mecz wyjazdowy w wykonaniu Piasta to w założeniu strata 3 punktów .I tak cała jesień teraz też.Piast nie na ofensywnego pomocnika ew.rozgrywającego. PR,aż cała jesień teraz też.Ma za to faceta na stanowisku dyrektora sportowego który jest nieudacznikiem i nierobem.Jest też taka ewentualność że wazniejsi od niego w klubie nie pozwalają mu robić swoją robotę.Wtedy pewnie nie jest nierobem i nieudacznikiem. Jest tylko niepotrzebny i powinno się go zwolnić w ramach oszczędności.
Nie jestem tego w stanie pojąć, każdy z nas diagnozuje sytuację kadrową drużyny i jak się okazuje mamy rację, każdy widzi gdzie są potrzebne wzmocnienia, uzupełnienia a ludzie którzy robią to zawodowo ( za niezłe pieniądze ) zachowują się jak dzieci we mgle…nie wiem ..brak kompetencji, brak chęci do pracy, nieudacznictwo….
Parzyszek nigdzie nie chce iść bo wie, że nie będzie grał tylko podawał piłki a tutaj gra u MISTRZA POLSKI, taka prawda. Poza tym jest Polakiem i dzieci uczą się w Polsce więc ew. gdyby pojawiła się jakaś oferta z innego klubu z Ekstraklasy to pewnie by odszedł a tak on zadowolony, my dostajemy siwych włosów od jego gry i marszczymy czoło z niedowierzania jakim cudem to ZNOWU nie wpadło. Możemy sobie psioczyć a Ci z zarządu i tak nic nie zrobią, gdzie poszanowanie kibica?
Z wielkim trudem mi to przychodzi bo to jest jedna z najgorszych i najbardziej przykrych porażek jakie pamiętam ale trza już to olac .Tylko co dalej?Z taką skutecznością z przodu przy braku transferów taka Cracovią może z nami pojechać.Zakladam że King się teraz wystraszy i obrona i jeszcze raz obrona.Wyjdziemy wiec w sobotę jednym napastnikiem i to na bank będzie znow PP.I tylko niebiosa wiedzą co z tego będzie?
Gdyby Parzyszek miał jaja to by sam usiadł na ławce a nie osłabiał drużynę :/ akademia czeka, niech kogokolwiek stamtąd dadzą na jeden mecz, chłopaki będą trawę gryźć!
Ja też uważam że trener na Craxe nie wystawi dwóch napastników ( tu powinien być śmiech z dopiskiem kogo dwóch? ) ale niestety młodego raczej nie wystawi a nasz napastnik nr 2 jeszcze chyba nawet w tym roku na bramkę nie oddał strzału i co tu dużo mówić albo pisać. Jedyne co może będzie na plus jak zagramy z jednym z przodu ( celowo nie piszę napastnikiem ) to może wejdzie Badia od początku i może to coś da ale idąc na mecz w sobotę bedę pełen obaw o wynik. Tyle mojego zdania w temacie. Trzeba trzymać kciuki i zacząć się modlić we wszystkich religiach. To tak żartem na koniec. Pozdrawiam wszystkich pełnych obaw kibiców Piasta.
Czy craxa gra jakaś fajna piłkę obecnie?
Właśnie nie
Nam brakuje ze strony Waldka odwagi i ryzyka w składzie-jakieś niespodziewanej korekty w składzie
Czy się będziemy bronić czy nie sobota pokaże
Oto kibice Piasta. Tydzień temu po zwycięstwie nad Lubinem byli arcyzadowoleni z postawy zawodników, strategii, trenera. Czytało się laurki w komentarzach. Mija tydzień, jest porażka i nagle wszyscy są kiepscy. Zawodnicy padaka, strategia do dupy, trener beznadzieja. A to plucie na Parzyszka nawet mnie śmieszy. Jak Plach złapie jelitówkę, albo jak podrożeje kiełbasa pod trybunami to też będzie winny Piotrek. Prawda? 🙂
Proponuje wizytę u okulisty. Zagłębie to już historia.A teraźniejszość jest słaba.
A jak uważasz że porażka ze zbieraniną i dziećmi w składzie jest normalna jak każda inna to gratuluję ambicji.
Jeśli ewentualna jelitowka Placha, sprawilaby,że Parzyszek zostałby odsunięty od składu,to mam nadzieję (sorki Fero) że tak będzie.
Jak do nas przychodzi ktoś nowy to co najmniej pół roku dostosowań, ustawień, przygotowań itd, itd a tam goście po trzech razem treningach plus piętnastoletnie dziecko dali nam radę…noż ku.wa! Poza tym Lubin to chyba nie jest aktualnie w „najlepszej” formie…
Właśnie trafiłeś w punkt.Caly czas o tym piszę ze to nie była normalna porażka.Tylko niektórymi trzeba by wstrząsnąć.