Należy żałować, że Piast z Wartą Poznań gra tylko dwa razy w sezonie. Ekipie Marcina Brosza ten rywal wyraźnie leży. Jesienią gliwiczanie strzelili bramkarzowi z Poznania trzy gole, wiosną dołożyli drugie tyle. Mateusz Matras nie uważa jednak, że w piątek było łatwo – To wcale tak nie wyglądało, jak na to wskazuje wynik. Warta to na pewno jest dobry zespół. Dobrze jednak przygotowaliśmy się do tego meczu. Od początku staraliśmy się grać swoje i dzisiaj nam to się świetnie udało. Trzy strzelone bramki, żadna stracona – zaciera ręce obrońca Piasta.
Piast na nowym Okrzei czuje się dobrze. 10 zdobytych goli w czterech oficjalnych spotkaniach, trzy zwycięstwa i tylko jeden remis. Przed piłkarzami jeszcze 9 kolejnych spotkań u siebie – To ważne, bo inaczej gra się przy własnych kibicach, a inaczej na boisku rywala. Doping, który wyraźnie słyszymy dodaje nam sil. Jest taki polot, dodatkowa

moc bym nawet powiedział. Widać to było szczególnie na początku drugiej połowy, kiedy zaatakowaliśmy Wartę i szybko zdobyliśmy dwa gole.
Piastowi w odniesieniu zwycięstwa nie przeszkodziło nawet to, że zagrał w mocno zmienionym składzie w porównaniu z meczem sprzed tygodnia – Mamy szeroką kadrę i każdy, kto wchodzi za zawodnika, który grał wcześniej, daje z siebie wszystko, a to przekłada się na nasza postawę na boisku – wyjaśnia Matras.
Wychowanek Gwarka Ornontowice nie ma ostatnio stałej pozycji na boisku. Marcin Brosz wstawia go tam, gdzie ma akurat lukę. – Mi to już jest wszystko jedno, gdzie gram. Dobrze się czuję zarówno na środku obrony, jak i z boku. Najważniejsze, aby grać – nie robi z tego problemu „Mati”
Rozmawiał: Grzegorz Muzia
Foto: Michał Duśko





















