To być może jedyna okazja dla fanów Piasta, aby stać się posiadaczem oryginalnego, złotego medal za zdobycie tytułu Mistrza Polski. Właśnie ruszyła licytacja medaiu i koszulki Badiego. Cały dochód jest przeznaczony na leczenie Kamili.
Bazarek to nie tylko handel, to nie tylko stoiska, w którym kupcy działają na rzecz dorobku i ubicia targu. Znam Bazarek, który tworzą ludzie, których z kolei łączy cel i chęć niesienia pomocy. To szczególne miejsce i szczególna jedność, gdzie zyskiem są wartości i uśmiech, czasami zapomniany, a który daje tyle motywacji i siły, by walczyć z przeciwnościami. Ten Bazarek działa zawsze. Zapraszamy serdecznie. W rozmowie z Anną Pieszką, organizatorką „Bazarku Charytatywnego – Pomoc dla Kamili”, poznacie wszystkie szczegóły nie tyle oferty, co sposobu na dobry uczynek.
Czym jest bazarek?
– Nasz bazarek jest przestrzenią skupiającą fantastycznych ludzi, którzy chcą pomagać i co miesiąc przez tydzień licytują fanty przeznaczone na nasz cel charytatywny – leczenie i rehabilitację Kamili Dębniak.
Jak to się zaczęło?
– Pomysł bazarku nie jest moim autorskim. Ktoś już przede mną na to wpadł. O pierwowzorze dowiedziałam się podczas spotkania z koleżanką przy kawie. Opowiadałam wówczas, że marzy mi się coś na kształt wyprzedaży garażowej, ale najlepiej w przestrzeni internetowej. Ona na to, że wspaniałym narzędziem do tego jest Facebook i że warto zrobić bazarek charytatywny. Podesłała mi linka do bazarku, w którym już kiedyś brała udział. Pewne rzeczy sobie podpatrzyłam, a niektóre zmodyfikowałam. Uważam, że to, co wyróżnia nasz bazarek od innych to krzewienie pozytywnych emocji i budowanie społeczności. Na jubileuszową, dziesiątą edycję nagrałam filmik dla bazarkowiczów, a także zorganizowaliśmy dla wszystkich zaangażowanych spotkanie przy ognisku, by móc się lepiej poznać i porozmawiać. Mamy tu przyjazną, otwartą atmosferę i między innymi dlatego tak bardzo lubię nasz bazarek.
W niedzielę ruszyła 13. edycja Bazarku. Można mówić już o pewnej tradycji. Jakie są plany, perspektywy oraz cele tej inicjatywy?
– Zgadza się, to już trzynasta edycja. Trochę sama nie umiem w to uwierzyć. Stało się to comiesięczną tradycją dla mnie, mojej mamy oraz naszych bazarkowiczów. Niektórzy żartują, że są już uzależnieni od naszego bazarku. Mówią to tak pół żartem pół serio, ale cel jest jak najbardziej poważny. Moja koleżanka Kamila jest osobą przewlekle chorą. Wymaga stałego leczenia i rehabilitacji. Nie ma pomocy finansowej od państwa ani rodziny, ale od roku ma tę pomoc zapewnioną dzięki bazarkom. Jeszcze nie udaje nam się na stałe zapewnić Kamili pełnej kwoty miesięcznego leczenia, która wynosi około 5000 złotych, ale uważamy, że lepiej robić cokolwiek niż pozostawać bezczynnym, ponieważ każda złotówka się liczy. Plany i perspektywy? Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Widzę, że bazarek stale się rozwija, ale właściwie on trochę płynie własnym życiem, nie da się go jakoś wyreżyserować, bo tworzą go ludzie. Wszystko klaruje się właściwie z miesiąca na miesiąc. Wydaje mi się jednak, że wszystko idzie w bardzo dobrą stronę, bo osób ciągle przybywa. Już w dłuższej przestrzeni czasu udaje nam się zbierać coraz wyższe kwoty i stajemy się coraz bardziej zgrani. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej z każdą edycją!
Jak można się włączyć w akcję? W jaki sposób można pomóc?
– Pomóc można na wiele sposobów. Po pierwsze na tym etapie, na jakim jesteśmy, cenna jest dla nas promocja, więc każde udostępnienie naszej grupy, albo wysłanie personalnego zaproszenia do grupy będzie bardzo pomocne. Pomoże nam dotrzeć do szerszej grupy odbiorców i dzięki temu sprzedawać na bazarku więcej przedmiotów i za większe sumy. Po drugie: można przekazać nam rzeczy lub usługi. Zbieramy właściwie wszystko, co naszym zdaniem nadaje się jeszcze do sprzedania. Może to być używana rzecz, ale w dobrym stanie. Na bazarku co miesiąc mamy stały asortyment taki jak: książki, ubrania, biżuterię, ceramikę, kryształy i porcelanę, ale również zupełnie niecodzienne przedmioty takie jak: zabytkowy aparat fotograficzny, maska wenecka, obrazy i rzeźby podarowane nam przez samego artystę Jacka Wysockiego, książki z autografami pisarzy, gadżety z autografami piłkarzy Piasta Gliwice i wiele innych. Jeśli ktoś chce nam coś podarować prosimy o informację na naszym fan page’u „Pomagamy Kamili”. Trzecia opcja pomocy to ta najbardziej oczywista: można na naszym bazarku licytować, kupować i nie żałować pieniędzy. Wszystkie rzeczy na bazarku są dobrej jakości. Nie ma raczej możliwości jakiejś wtopy.
Link do złotego medalu Mistrzostw Polski
Link do licytacji koszulki Gerarda Badii
Dla każdego coś miłego? Jakie przedmioty trafiły na tę edycję Bazarku?
– Zupełnie niesamowite! Mamy bon na narysowanie portretu ołówkiem ze zdjęcia od pani Bożeny Kopernik-Kasprzyk, piękną czapkę od „Podarki Sercem Dziergane”, plakat z autografem Christo Stoiczkowa – zdobywcy Złotej Piłki 1994, gwiazdy klubu FC Barcelona i dwa absolutne hity, przedmioty Piasta Gliwice! Pierwsza to koszulka kapitana Piasta Gliwice Gerarda Badii, która jest wyjątkowa. Pochodzi ona bowiem z meczu finałowego o Superpuchar Polski. Dla gliwickiego zespołu było to historyczne wydarzenie, a dla zwycięzcy licytacji koszulka może stać się niezwykle cenną pamiątką, którą otrzyma osobiście od samego zawodnika. Drugi hit to złoty medal ekstraklasy za zdobycie mistrzostwa Polski.
Całość kwoty trafi na konto Kamili. Na co zostaną przeznaczone zebrane środki?
– Oczywiście na leczenie i rehabilitację Kamili Dębniak.
Sytuacja zdrowotna Kamili jest skomplikowana, a potrzeby nie wyczerpujące się. Z czym zmaga się Kamila?
– Z chorobą, przepracowaniem, z chwilowymi stanami wyczerpania sił i nadziei oraz… samotnością. Kamila ma sporo jednostek chorobowych. Są to mało znane schorzenia. Ich nagromadzenie sprawia, że Kamila jest jedynym takim „przypadkiem” na świecie. Póki co nie znalazł się lekarz, który znalazłby sposób na wyleczenie. Życie Kamili to ciągłe dokonywanie trudnych wyborów. Często zmienia strategie leczenia, bo leki, które przyjmuje są bardzo silne i obciążają różne organy, mocno widoczne są działania niepożądane. Ona stale się bada, wysyła historię choroby do różnych lekarzy z nadzieją na powrót do zdrowia. Bardzo ceni współpracę z doktorem z Bostonu. Choroba objawia się stałymi napięciami mięśniowymi i w atakami skurczy mięśni całego ciała. Wygląda to podobnie jak atak epilepsji. Najczęściej Kamilka traci przytomność i budzi się totalnie wykończona, bo ciało jest po kilku minutach tak wykończone jak po bardzo solidnym treningu na siłowni… To bywa bardzo niebezpieczne. Kamila nie lubi o tym mówić. To dla niej krępujące i wiem, że nie chce nikogo obciążać swoimi ciężarami życiowymi, ale sytuacja jest bardzo poważna. Leki i fachowa rehabilitacja umożliwiają jej życie.
Wracając do inicjatywy Bazarku. Czy pomaganie jest jeszcze trendy?
– Oczywiście! Chociaż nasze pomaganie uważam w jakimś sensie za offowe. Już wyjaśniam dlaczego. Po pierwsze widzę, że łatwiej nam pomagać akcyjnie. Raz czy też kilka razy do roku wrzucić coś do puszki i czuć się jak bohater. Na Wszystkich Świętych wrzucić na hospicjum, na święta zrobić szlachetną paczkę i w styczniu rzucić na WOŚP – taki mniej więcej scenariusz pomagania ma większość Polaków. Ciężko nam się zaangażować na stałe. Na bazarku każdy angażuje się na tyle, ile chce i nikt nie każe nikomu brać w nim udziału cały czas, ale cel naszej pomocy jest stały i trwa przez cały rok. Kolejna kwestia: Kamila nie jest dzieckiem. Łatwiej nam pomagać, gdy zobaczymy niewinne oczy dziecka, a tym bardziej zapłakane. Łatwiej nam współczuć i wiemy dobrze, że to dziecko bez naszej pomocy sobie nie poradzi, bo jest malutkie i bezradne. Kamila jest dorosła i sądzę, że spora część osób nie pomaga jej, bo myśli, że powinna poradzić sobie z własnym problemem sama. Po trzecie Kamila nie ma żadnych deformacji ciała i widocznych znaków swojej choroby. Z tego się oczywiście cieszymy, ale znowu – łatwiej nam pomagać, gdy widzimy wyraźnie, że ktoś jest chory. Tu znowu chodzi o naszą emocjonalność. To poczucie współczucia najbardziej dopinguje nas do chwycenia za portfel. Jest jeszcze jeden trudny aspekt – brak możliwości wyleczenia. Łatwo nam pomóc, gdy widzimy konkretny cel: operacja i wyzdrowienie, terapia i odzyskanie sprawności. Kiedy znana jest wymagana kwota, którą trzeba zgromadzić by uruchomić procedurę ratunku. A tutaj właściwie pomoc jest paliatywna. W dalszym ciągu wierzymy, że znajdzie się ktoś, kto Kamilę wyleczy, że zostanie wynaleziony lek, który pokona wszystkie objawy.
Z jakimi reakcjami spotykasz się prowadząc bazarek?
– Nie da się tego opisać. Szczerze uwielbiam naszą grupę. To ludzie, którzy tak jak ja wierzą w lepsze jutro i w przemienianie świata. To po prostu dobrzy ludzie. Reakcje ich są fantastyczne. Wiele osób docenia i bardzo szanuje to, co robimy. Natomiast różne są reakcje, gdy proszę o pomoc. Na przykład, gdy proszę przedsiębiorców o podarowanie usługi charytatywnej. Nauczyłam się już akceptować to, że nie każdy ma taką potrzebę pomagania jak ja, chociaż przyznam, że trudno mi to zrozumieć. Szanuję każdą odpowiedź i jestem wdzięczna każdemu, kto nie potraktuje mnie jak powietrze. Dobrze jest usłyszeć chociażby: „nie mogę pomóc, ale ściskam za Was kciuki”. Czasem wystarczy dobre słowo. Pomoc, która nic nie kosztuje, a która ma wielką siłę, bo nie pozwala się poddać.






















