Gerard Badia do Piasta trafił w styczniu 2014 roku jako anonimowy piłkarz. Szybko jednak zyskał sobie sympatię kibiców, a przez ekspertów został uznany najlepszym, lewonożnym piłkarzem w polskiej ekstraklasie.
Wydawało się, że szybko zmieni klub na bardziej zamożny i znany, ale z czasem nauczył się języka polskiego, sprowadził rodzinę i zżył się z Gliwicami. Często można go spotkań na mieście, zawsze znajdzie czas, aby porozmawiać czy zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.
W poprzednim sezonie już jako kapitan zdobył z Piastem mistrzostwo Polski, pierwsze w jego sportowej karierze. Nie był jednak podstawowym zawodnikiem u Waldemara Fornalika. W czerwcu wygasał mu kontrakt i długo nie było wiadomo czy zostanie przedłużony. W końcu jednak obie strony doszły do porozumienia.
– Bardzo dobrze się tu czuję. Dla mnie najważniejsze było, czy działacze chcą mnie jako piłkarza czy taką maskotkę, lubianą przez kibiców. Chcę zostać jako ważny dla drużyny zawodnik, to znaczy więcej niż pieniądze. Miałem oferty z różnych lig, z wyższymi zarobkami. Po co jednak coś zmieniać. Dla mnie to jest istotne, że kiedy wchodzę na boisko, kibice skandują moje imię, rodzina też się tu dobrze czuje – tłumaczył wówczas piłkarz powody swojego pozostania w Gliwicach.
Na początku tego sezonu Katalończyk wchodził z ławki, a Piast grał w kratkę. Można to jednak tłumaczyć intensywnością rozegranych spotkań w tym okresie. Potem drużyna złapała stabilizację, a Badia wskoczył do pierwszego składu i Piast zaczął regularnie wygrywać. W meczu z Górnikiem jednak Waldemar Fornalik zdecydował się posadzić go na ławce i gliwiczanie tylko zremisowali w Zabrzu. Szkoleniowiec tłumaczył swoją decyzję manewrem taktycznym, który miał zneutralizować najgroźniejszą broń zabrzan, jaką są szybkie kontrataki i to się udało, bo Piast stracił gola po stałym fragmencie gry.
Kapitan niebiesko-czerwonych odreagował w meczu z Jagiellonią. Prezentował się jak za swoich najlepszych dni. Napędzał grę, robił przewagę i strzelił bramkę na 2:0.
– Z Górnikiem chciałem zagrać od początku. Cieszę się jednak z każdej minuty spędzonej na boisku i w każdym meczu staram się grać, jakby był to mój ostatni. Czuję się teraz już bardzo dobrze fizycznie, bo ostatnie trzy tygodnie bolała mnie kostka. Trenowałem, ale do końca nie byłem zadowolony. W spotkaniu z Jagiellonią już przy pierwszym dotknięciu piłki czułem, że jest dobrze – tak podsumował swój występ Badia.
Nawet będąc w najlepszej formie zawodnik sam nie wygra meczu. 30-latek na boisku świetnie się rozumie szczególnie z Feliksem i Kirkeskovem. Po ich trójkowych akcja ręcę same składały się do braw.
– Z Jorge i Mikkelem mamy takie połączenie, że nie muszę patrzyć gdzie oni są. Zamykam oczy, podaję piłkę, a tam jest już Jorge czy Mikkel. Cały czas jest taka dobra komunikacja. Jesteśmy we trójkę, a jakby było nas o kilku więcej. Znamy się dobrze czy to na boisku czy to poza nim i widać to potem na murawie – tłumaczy Badia.
Ostatecznie Piast pokonał Jagiellonię 3:1, ale sytuacji miał jeszcze więcej.
– Spodziewałem się bardzo trudnego meczu Tymczasem byłem zaskoczony słabą grą Jagiellonii, ale może dlatego, że to by graliśmy bardzo dobrze – zastanawia się jeszcze pomocnik.
Gra się tak, jak przeciwnik pozwala, a gliwiczanie, szczególnie w pierwszej połowie po prostu na nic nie pozwolili białostoczanom, Było to więc jedno z lepszych w tym sezonie spotkań w wykonaniu jedenastki z Okrzei, a trzy zdobyte punkty pozwoliły jeszcze poprawić wynik punktowy z poprzedniego, mistrzowskiego sezonu. Na półmetku rundy zasadniczej niebiesko-czerwoni mają trzy punkty więcej niż rok temu i zajmują drugie miejsce w tabeli tracąc do Legii tylko jeden punkt.
Opracowanie: piast.gliwice.pl























Oby wszyscy ponad kasę stawiali honor. Widać jak się kończy pogoń za pieniędzmi na przykładzie Valenci i Sedlara
Ciekawe jak skończy się sprawa kontraktu Felixa?Dziś słyszałem że ponoć jest blisko podpisania nowej umowy.Ale pewności żadnej nie mam.
Ja upatruję nadziei w tym, że Jorge zaczął uczyć się języka.
Czytaliście relację ze spotkania SK z prezesem w sprawie dofinansowania wyjazdu do Poznania? Smutna sprawa. Pewnie można by powiedzieć, że klub nie ma takiego obowiązku, ale to by było pół prawdy. Obowiązkiem jest współpraca z kibicami, a tu wygląda na to, że prezes się obraził i ma focha. Z wielu źródeł słychać, że to raczej nie jest przywódca umiejący rozmawiać z ludźmi. Szkoda.
Dawno nie było jakiegoś protestu…
I to działa w dwie strony. Pół prawdy też jest takie, że kibice powinny współpracować z Klubem a z wielu źródeł słychać, że to raczej nie jest grupa umiejąca rozmawiać z ludźmi. Szkoda.
Stowarzyszeni kretyni wzywali mnie, żebym nie chodził na mecze Piasta, bo klub im nie chce dawać forsy na to, czy tamto. Stowarzyszenia to wrzody na dupie klubu. Chcieliby dołożyć klubowi obowiązek utrzymywania swoich wojaży. Kogo nie stać, niech kibicuje przez telewizor.
Durniu kibicu zabskiego czegoś-jedyny wezwanie jakie mam do ciebie to zadanie abyś zamilkł
A ja pamietam jak stowarzyszeniu otworzyły się oczy po derbach jak dostali zakazy
Wtedy odkryli iż w klubie są nieprawidłowości
Do póki kaśka z klubu była wszystko było ok
Nien przypominam sobie przeprosin za zadymę na stadionie, za odebranie drużynie bezcennych punktów i przede wszystkim za haniebne zachowanie przed meczem z Arką rok temu.To do kogo chłopcy teraz te żale?
Swołocz, która na własnym stadionie wyrywa pisuary a potem rzuca je na murawę powinna być pacyfikowana przy pomocy wideł i odsyłana do Uzbekistanu (z całym szacunkiem dla tego kraju). Klub nie ma żadnego obowiązku rozmawiania z ludźmi, którzy są odpowiedzialni za taki gnój na boisku, i nawet nie czują potrzeby przeproszenia kogokolwiek. Klub ma natomiast obowiązek ODMÓWIĆ JAKIEGOKOLWIEK KONTAKTU z takimi troglodytami. Bez odbioru.
Znów chcą się wypiąć na klub. To jest tylko pretekst do bojkotu młynka bo im wstyd za to ze na młynie siedzi 200-300 osób. Młyn na poziomie 3 ligi.
Pseudo SK Wy chyba nie macie honoru wyciągać łapę po kasę wstyd