Igor Sapała zawodnikiem Piasta był przez rok. W tym czasie zaliczył cztery występy w Ekstraklasie, były to jednak tylko krótkie wejścia na końcówki spotkań.
Potem został na pół roku wypożyczony do GKS Katowice, skąd już na stałe trafił do Rakowa. Swojego powrotu na Okrzei nie będzie jednak ile wspominał. To po jego zagraniu ręką sędzia podyktował rzut karny dla Piasta, który dał gliwiczanom wyrównującą bramkę i impuls do strzelenia kolejnej, co przełożyło się na zwycięstwo.
– Czy ręka była? Różne są opinie. Dostałem piłką w rękę, stojąc na linii bramkowej, więc w takiej sytuacji jest rzut karny. Ciężko coś tutaj powiedzieć – komentował po meczu zawodnik.
W tym sezonie sędziowie nie mogą już interpretować zagrania ręką jako nastrzelona czy przypadkowa. Każde dotknięci piłki w polu karnym tą częścią ciała ma się przekładać na rzut karny. Prowadzący spotkanie Wojciech Myć skorzystał z VAR i dopiero po obejrzeniu wszystkiego na monitorze wskazał na jedenasty metr, a zawodnikowi częstochowian, pokazał czerwoną kartkę.
Goście mogą mieć jednak pretensję tylko do siebie. – Zabrakło kropki nad „i”, zabrakło tej drugiej bramki. Jakbyśmy ich „dobili”, to grałoby się spokojnie i dowieźlibyśmy zwycięstwo do końca. Szkoda tego, bo jak się ma rywala na deskach, to trzeba go dobić. Nawet po błędzie naszym czy sędziego, to nie byłoby nam po meczu smutno, a tak, zamiast strzelić dwie bramki, to tracimy gola na 1-1, a potem na 1-2 i punktów nie ma – podsumował Sapała.
Mówi się że suma szczęścia zawsze równa się zero. W poprzednim spotkaniu z Cracovią, to gliwiczanie mogą mówi o pechu lub jak kto woli o skrzywdzeniu przez sędziego. Gdyby Rymaniak nie zobaczył czerwonej kartki, losy spotkania przy Kałuży mogłyby się inaczej potoczyć. Teraz fart był po stronie podopiecznych Waldemara Fornalika. Przypomnijmy, ze drugiego gola zdobyli po trafieniu samobójczym gracza Rakowa. Każde zwycięstwo cieszy, ale kibice przy Okrzei pewnie woleliby oglądać inną grę Piasta, bo z Rakowem zagrali po prostu słabo.
Opracowanie: piast.gliwice.pl
Foto: rakow.com






















Na pewno Piast może grać jeszcze słabiej.
Teraz Waldek Fornalik tak już około 60 minuty meczu pragnie mieć obok siebie Parzyszka na ławce.
Więc zdejmuje go i gra Piasta od razu rusza z kopyta, co jest oczywiste i naturalne. I będzie drużyna tak się ożywiać, podrywać i wygrywać, choćby zmiennikiem Parzyszka był głuchoniemy niewidomy bez rąk i nóg. Albo nawet osoba zmarła, wstawiona do składu jako mumia.
Wystarczy jednak, że trener zdoła zdusić w sobie tę potrzebę i w meczu z Arką Parzyszek będzie sennie snuł się między źdźbłami murawy do samego końca.
Radek Murawski zaszalał. Ładne uderzenie na 1:1. Uratował remis.
Brawo.
Super bramka Murasia.
W tym sezonie sędziowie nie mogą już interpretować zagrania ręką jako nastrzelona czy przypadkowa. Każde dotknięci piłki w polu karnym tą częścią ciała ma się przekładać na rzut karny.
To jest chyba interpretacja jedynie prowadzącego stronę – bo prawdą to nie jest.
Oczywiście że nie jest prawdą, nie każda „ręka” w polu karnym jest karnym,w tym przypadku bardzo dobrze to wyjaśnił Sapała, stał na linii i zagrodził piłkę ręką która zmierzała do bramki, kropka i koniec.
Pamiętam piękną bramkę Sapały na otarcie łez w meczu na Okrzei z Legią [ 1-5] Kuciak bez szans.
Pamietam, ze pan Sapała miał szczęście być z najładniejsza panią, partnerek piłkarzy ekstraklasy. Oby to trwało dalej. Może to jakieś pocieszenie, dla tego sympatycznego pana. Fajnie, ze się odnalazł w tym Raakowie. Dobrze ze maja klasztor, bo miasto brzydkie okropnie.