Futsalowa drużyna Piasta zakończyła miniony sezon na 5 miejscu. Biorąc pod uwagę przedsezonowe plany i aspiracje zawodników, sztabu szkoleniowego, klubowych włodarzy i oczekiwania kibiców, to wynik ten nie jest w pełni satysfakcjonujący.
Z drugiej strony patrząc na liczbę kontuzji i sędziowskich pomyłek – możemy powiedzieć, że zespół, szczególnie w drugiej części sezonu pokazał charakter prawdziwych wojowników. Przypomnijmy, że po rundzie jesiennej na koncie zespołu prowadzonego przez Klaudiusza Hirscha było 9. punktów, co dawało trzecie od końca miejsce w tabeli.
W przerwie letniej zaszło w zespole sporo zmian. Zrezygnowano m.in. z Brazylijczyków, którzy ze względu na przepisy nie mogli grać w jednej czwórce. Ściągnięto trzech Hiszpanów, a wiadomo, że futsal w tym kraju stoi na najwyższym światowym poziomie. Przed sezonem drużyna wzięła udział w międzynarodowym turnieju Futsal Masters CUP. Niewątpliwie była to duża promocja Piasta nie tylko w Polsce, sportowo też zespół miał okazje zmierzyć się topowymi drużynami z Europy. Doświadczenie duże, ale okupione pierwszą stratą. Poważnej kontuzji nabawił się Marek Bugański.
Nie tylko zmienił się zespół, ale też miejsce rozgrywania spotkań. Niebiesko-Czerwoni przenieśli się do Areny. Piast miał być ta drużyną, które „otworzyła” tę halę dla dyscyplin zespołowych.
16 września 2018 roku w pierwszej kolejce gliwiczanie podejmowali AZS UG Gdańsk. Organizatorzy postarali się, aby nie zabrakło atrakcji dla dzieci i dorosłych. Wszystko było zapięte na ostatni guzik. Na trybunach zasiadło ponad 800 kibiców w tym prawie cała drużyna Piasta z dużego boiska.
Wydawało się, że to najlepszy rywal na dobre wejście w ligę i otwarcie obiektu. Tymczasem już po 15 minutach gospodarze przegrywali 0:3. Gliwiczanie popełnili trzy błędy, które bezlitośnie wykorzystali goście. Z drugiej strony gdańszczanie mieli prawdziwą furę szczęścia, bo poprzeczka i słupek pilnowanej przez Sasiaka bramki były kilka razy ostrzelane. Wreszcie w 16 min po dwójkowej akcji Grecz – Franz, ten pierwszy mocnym strzałem zdobył dla Piasta gola. Wynikiem 1:3 zakończyła się pierwsza połowa. Po zmianie stron podopieczni Klaudiusza Hirscha rzucili się do odrabiania strat i po kilku minutach było już 3:3. Wydawało się, że to będzie moment przełomowy, ale to goście zdobyli dwie kolejne bramki. Jeszcze przed końcową syreną Lebiedziński zdobył czwartego gola, ale była to bramka tylko na otarcie łez. W meczu tym kontuzji nabawił się też Przemek Dewucki. „Pompon” miał już nie zagrać do końca roku, a to był najważniejszy zawodnik gliwiczan poprzednich sezonów.
Niewątpliwie też wielkim wydarzeniem tej inauguracji był powrót do Gliwic Rafał Franza. Jeden z najlepszych futsalistów w historii polskiej ekstraklasy wybrał właśnie Piasta, choć mógł kontynuować karierę w Rekordzie czy iść do innego klubu, który tak skomentował ten pierwszy mecz.
– Po trzech strzałach przeciwników straciliśmy trzy bramki, udało nam się podnieść, ale potem popełnialiśmy głupie błędy, faulując przeciwnika za każdym razem. Mieliśmy bardzo dużo sytuacji, ale jak się nie strzela bramek, to się przegrywa mecz – powiedział „Franek”.
W drugiej kolejce gliwiczanie pojechali do Białegostoku. To także nie był rywal z najwyższej półki. Po zaciętym meczu jednak lepsi o jedną bramkę okazali się „Słoneczni” (4:3).
Porażka przykra, ale gra była już lepsza niż na inaugurację i liczono, że w trzeciej kolejce uda się już zdobyć pierwsze punkty. 6 października do Gliwic zawitał absolutny beniaminek z Jelcza-Laskowice. Zaczęło się źle, bo już w 3. minucie Victor Andrade zdobył bramkę dla gości. Gospodarze szybko odpowiedzieli golem Omylaka. Wydawało się, że gliwiczanie opanowali już sytuację i pójdą za ciosem. Tymczasem w 15 minucie Nuno Barbosa przymierzył z 11 metra, zupełnie zaskakując Widucha. Po chwili goście prowadzili już 3:1. Jeszcze przed przerwą Szadurski zdobył kontaktowego gola, a po zmianie stron wyrównał Jose Pepo. Wtedy jednak zdarzyło się kolejne nieszczęście. Z powodu kontuzji plac gry musiał opuścić Omylak. W 36 min Hatakeyama podwyższył, wynik na 4:3 na korzyść Orłów. Potem Piast atakował, ale bił głową mur. Trzecia porażka z rzędu stała się faktem.
– Biorąc pod uwagę przebieg tego meczu, powinniśmy przynajmniej zremisować. Niestety w końcówce popełniliśmy błąd, a potem nie potrafiliśmy stworzyć sobie sytuacji grając w przewadze – tak podsumował ten mecz Marcin Grzywa.
W czwartej kolejce gliwiczanie pojechali do Zduńskiej Woli. Gatta też nie zaliczyła udanego startu, ale będąc bardziej doświadczoną i zgraną drużyną, bezlitośnie wykorzystała błędy gości, wygrywając 5:1.
W następnej serii Piast także na wyjeździe zmierzył się z Red Dragons Pniewy. To był kolejny słaby występ drużyny z Areny (porażka 0:2), ale miało być jeszcze gorzej. W szóstej serii do Gliwic zawitał FC Toruń. Przy takiej dyspozycji, jaka prezentował Piast trudno było liczyć na dobry wynik z pretendentem do tytułu mistrzowskiego i też niespodzianki nie było. Torunianie wygrali dość pewnie 3:0. Tym samym na półmetku rundy jesiennej Piast z zerowym dorobkiem znalazł się na samym dnie ligowej tabeli.
– Tak dobra drużyna jak FC Toruń wykorzystała nasze niezdecydowanie w obronie. Niestety błąd sprawił, że musieliśmy znów gonić wynik. Wszystkie zespoły z którymi graliśmy, były w naszym zasięgu, ale nasz dorobek jest zerowy – komentował po tym meczu Klaudiusz Hirsch.
W klubie i wokół drużyny zrobiło się bardzo nerwowo. Dziennikarze i kibice domagali się głowy trenera. Prezes klubu – Jarosław Jenczmionka wydał specjalne oświadczenie w którym jasno postawił sprawę, że Klaudiusz Hirsch ma dalej pełne zaufanie Zarządu i zawodników. Zaraz potem przyszło przełamanie. Piast wygrał swój pierwszy mecz, pokonując na wyjeździe Pogoń Szczecin 3:0. To była pierwsza iskierka nadziei, że będzie lepiej.
Cdn.
Opracowanie: piast.gliwice.pl/futsal
























