Sezon 2018/19 w Futsal Ekstraklasie dobiega już końca. W najbliższy weekend zostanie rozegrana ostatnia kolejka.
W poprzedniej serii spotkań poznaliśmy drużynę, która odbierze medale za trzecie miejsce. Jest nią Clearex Chorzów. Podopieczni Mirosława Miozgi brąz zapewnili sobie po tym jak pokonali Piasta 7:3.
– Może to co powiem nie zabrzmi zbyt profesjonalnie, ale nasz „mental” w tym sezonie mierzył dużo wyżej. W rundzie rewanżowej wnieśliśmy się na wyżyny, chcieliśmy ten sezon uratować medalem i zdobyciem pucharu. Niestety nie udało nam się. Trochę więc ta energia z nas już opadła. Mimo to w Chorzowie chcieliśmy wygrać. Walczyliśmy, ale popełniliśmy zbyt dużo błędów w defensywie. Zagraliśmy dużo słabsze spotkanie niż z Gattą czy wcześniej z Toruniem. Kiedy jeszcze była szansa na medal czy na puchar to potrafiliśmy wykrzesać z siebie maksimum. Teraz trochę cierpimy. Nasza głowa i serca są już zmęczone – przyznaje Rafał Franz.
W najbliższą niedzielę do Gliwic zawita rewelacyjny beniaminek – Acana Orzeł Jelcz Laskowice. Zespół prowadzony przez hiszpańskiego szkoleniowca – Jesusa Lopez Garcia Chusa w swoim premierowym sezonie w Futsal Ekstraklasie zapewnił już sobie czwartą lokatę. Mówi się, że to pierwsze miejsce na podium pozostawia największy niedosyt wśród zawodników.
– Myślę, że w Jelczu-Laskowicach też w pewnym momencie nastawiono się, że uda się zdobyć medal, byli przecież nawet na podium przez jakiś czas. Teraz jednak oba zespoły nie grają już o nic już szczególnego. Mimo to uważam, że będzie to tak samo ciężki mecz dla Orła jak i dla nas – komentuje Franz
Gliwiczanie mają jednak rachunki do wyrównania z beniaminkiem. W tym sezonie bowiem dwukrotnie musieli uznać wyższość Orłów.
– Więcej argumentów będzie po naszej stronie. Gramy u siebie o fajnej porze. Przyjdzie pewnie dużo kibiców, którzy pewnie będą chcieli zobaczyć nasze zwycięstwo. Fajnie by też było, gdybyśmy przeskoczyli Gattę w tabeli, ale nie oszukujmy się to nie jest mecz o wielką stawkę, nie wszystko też od nas zależy – stwierdza najskuteczniejszy obecnie strzelec Piasta
W obu drużynach, które zobaczymy w niedzielę w gliwickiej Arenie nie brak futsalistów potrafiących oczarować publiczność. Są Brazylijczycy, Hiszpanie, Portugalczyk i Polacy, jak choćby Dewucki, którego to Zbigniew Boniek swojego czasu nazwał Messim polskiego futsalu. Gwiazdą przez duże G drużyny z Jelcza Laskowice jest Adriano Foglia. Ten urodzony w Brazylii futsalista występował w reprezentacji Włoch z którą to zdobywał medale mistrzostw Europy i świata. Teraz ma trochę nadwagi, ale wciąż czaruje kibiców swoją grą.
– My też mamy w zespole kilku wirtuozów, którzy potrafią poczarować na parkiecie, spróbuję to załatwić dla kibiców – śmieje się Franz.
Rafał Franz jak na gliwiczanina przystało jest jednym z najwierniejszych kibiców Piasta z dużego boiska. Siedmiokrotny mistrz Polski w futsalu cieszył z mistrzostwa drużyny prowadzonej przez Waldemara Fornalika jak z własnego. Jaki był klucz do sukcesu ekipy z Okrzei?
– Nie chcę wnikać w sprawy szkoleniowe czy treningowe, bo mnie tam nie ma. Natomiast na podstawie relacji i kontaktów jakie mam z chłopakami z Piasta to widzę, jak zgrana to byłą ekipa i wzajemnie się spierająca. Oni byli ze sobą nie tylko na boisku czy treningu. Myślę, że Piast zdobył mistrzostwo innymi wartościami, takimi o których w sporcie często się zapomina. Tu tak nie działa jak miało to miejsce w niektórych klubach. – Będziemy mieli pieniądze, wprowadzimy terror i zrobimy wynik. W Piaście owszem, były stabilność, ale też dobra organizacja. W zespole byli ludzie, którzy chcieli coś osiągnąć. Każdy z tych zawodników każdy wiedział co ma robić i każdy sobie pomagał. To była po prostu prawdziwa drużyna, która wiedziała czego chce. Wszyscy mieli wkład w to mistrzostwo – podkreśla na koniec Rafał Franz.
Niedzielne spotkanie rozpocznie się o godzinie 18:00, a wcześniej o godz. 15:00 rozpocznie się festyn rodzinny na który serdecznie zapraszamy.
Źródło: piast.gliwice.pl/futsal





















