Już za kilka dni futsaliści Piasta wrócą na parkiet by walczyć najpierw o kolejne, ligowe punkty, a potem o finał Pucharu Polski.
Przypomnijmy, że gliwiczanie już na dwie kolejki przed końcem rundy zasadniczej zapewnili sobie występy w grupie mistrzowskiej. Porażka z Acaną Orzeł Jelcz –Laskowice sprawiła jednak, że do tej ostatniej części sezonu przystąpią z szóstej pozycji.
– Taka porażka na koniec bardzo boli, bo po pierwsze zakończyła naszą bardzo dobrą serię, a po drugie znacznie zminimalizowała nasze szanse na medal. Niestety – mecz kompletnie nam nie wyszedł, czego podsumowaniem był mój niecelny strzał do pustej bramki w końcówce spotkania. Jelcz wiele nie zrobił, żeby strzelić gole, w zasadzie to my i je sprezentowaliśmy – przyznaje Marek Bugański.
W Jelczu gliwiczanie nie tylko rywalizowali z gospodarzami, ale też z kibicami, którzy sprawiają, że przyjezdnym gra się tam wyjątkowo trudno.
– Jeśli chodzi o atmosferę to na pewno miejscowi kibice byli potrzebni Ekstraklasie i od początku sezonu pokazują się że świetnej strony dopingując swój zespół zarówno u siebie czy na wyjeździe. Tak było też i w meczu z nami. Słowa uznania dla nich. Duża klasa i kultura dopingu. Po końcowej syrenie podziękowali nam za mecz i życzyli powodzenia – fajna i rzadko spotykana sprawa – godna naśladowania – podkreśla rozgrywający Piasta.
Gdyby podopieczni Klaudiusza Hirscha od początku sezonu grali tak jak po przerwie świąteczno-noworocznej, to dziś walczyliby o złoty medal z Rekordem.
– Na pewno szkoda pierwszej „przespanej” rundy. 9 punktów w 11 meczach i 10 miejsce. Natomiast druga część sezonu to popis z naszej strony – 9 zwycięstw na 11 spotkań, 2 punkty mniej niż Rekord. To jasno pokazuje, że pierwsza runda zdecydowała, że raczej nie będziemy się liczyć w walce o medale, ale będziemy walczyć do końca – obiecuje Bugański.
Po tej nieudanej części sezonu tylko najwięksi optymiści wierzyli, że Piast jeszcze wbije się do grupy mistrzowskiej. Trenerowi i zawodnikom udało się jednak wyciągnąć wnioski, a co najważniejsze zmienić oblicze zespołu.
– Dużo jakości do naszej gry wniósł Douglas. Przede wszystkim dał dużo pewności na boisku, co przełożyło się na resztę drużyny. Również w porównaniu do pierwszej rundy poprawiliśmy skuteczność, co na pewno jest dużym pozytywem i przełożyło się bezpośrednio na zdobycze punktowe. Na pewno sezon zasadniczy był bardzo ciężki że względu na ciągnące się i co rusz pojawiające się kontuzje. W pewnym momencie było 6 osób zdrowych do grania, ale chłopaki nadrabiali to walką i zaangażowaniem, pokazując prawdziwy charakter wojowników – ocenia.
Awans do grupy mistrzowskiej i solidna zaliczka po pierwszym meczu półfinału Pucharu Polski nie tylko poprawiła humory, ale też pokazała, że drużynę stać na grę na najwyższym poziomie, co dobrze prognozuje na przyszłość.
– Nasza gra i forma w ostatnim czasie pokazuje, że nie jest to przypadek, że jesteśmy półfinale pucharu Polski i na pewno nie można tego rozpatrywać w kategorii niespodzianek. Natomiast, gra w finale jeszcze nie jest przesadzona i musimy podejść skoncentrowani na 100% do tego drugiego meczu z Gattą. Dobrze wiemy, że grają oni bardzo dobrze w przewadze 5 x 4, mają bardzo doświadczonych zawodników i nie wolno ich lekceważyć. Mecz trwa 40 minut, ale mamy nadzieję że po dobrej naszej grze, niesieni dopingiem gliwickiej publiczności zameldujemy się w finale! – przekonuje Marek Bugański.
źrodło; piast.gliwice.pl/futsal





















