Mateusz Mak należy do jednych z najbardziej utalentowanych zawodników Piasta, ale też największych pechowców. Choć barw Piasta broni już od czterech sezonów zaliczył 54 występy.
Najbardziej udany był sezon był sezon 2015/16, kiedy to zdobył siedem goli, mocno przyczyniając się do zdobyć wicemistrzostwa Polski. Już w eliminacjach do ligi Europy nabawił się jednak kontuzji, która wyeliminowała go z gry na cały sezon.
– Dobrze zakończyliśmy sezon i z nadzieją patrzyłem na kolejny, a tu niestety zdarzył się uraz już na samym początku w meczu eliminacji do Ligi Europy. Życie doświadczyło mnie kilkukrotnie, ale w każdej sytuacji potrafiłem wrócić. To dla mnie bardzo pozytywne, ponieważ poznałem na tyle swój charakter i wiem, że zawsze jest jakieś wyjście. Trzeba po prostu zacisnąć zęby i być cierpliwym, ponieważ nie zawsze wszystko przychodzi od razu. Czasami trzeba po prostu poczekać – wspominany w rozmowie z oficjalną strona klubu Mateusz Mak.
Kontuzje w sporcie, szczególnie wyczynowym to rzecz prawie że normalna. Problem pojawia się wtedy, gdy się powtarzają, a niestety w przypadku pochodzącego z Suchej Beskidziej pomocnika właśnie tak jest.
– Czuje się wtedy, że ucieka ci szansa. Trenujesz, rozwijasz się, a w momencie kontuzji musisz się cofnąć. Czekasz na diagnozę, a następnie leczenie i dopiero gdzieś daleko powrót do drużyny. Przychodzi wtedy niezadowolenie, a czasami nawet frustracja – przyznaje pomocnik.
Wielu zawodników takie powtarzające się i ciągnące kontuzje zniechęciły do uprawia sportu. Starszya z braci Maków nie poddaje się jednak.
– – W moim przypadku nie było takich myśli. Od zawsze mam jeden cel: dopóki będę mógł to będę walczył i robił to, co kocham, czyli grał w piłkę. Miałem chwilę zwątpienia i zadawałem sobie pytanie, czy będę w stanie wrócić do formy sprzed kontuzji? Czy ten uraz nie spowoduje, że będę musiał grać asekuracyjnie? Odpowiedź przychodziła podczas pierwszego przetarcia po powrocie do gry, bo wchodzi się w trening i czuje się, że jest dobrze. Nie boli cię to 'haratasz w piłkę – opowiada piłkarz.
W tych trudnych chwilach ważne jest wsparcie bliskich i zaufanie trenera, a na to Mateusz może liczyć.
– Kilka lat temu straciłem rodziców. Najpierw mamę, a później tatę i to po części dla nich chcę walczyć. Wiem, że 'na górze’ trzymają za mnie kciuki. Razem z bratem mamy też swoje marzenia i zamierzamy jeszcze dużo osiągnąć. Robimy wszystko, aby tak się stało, ale zobaczymy, co z tego będzie – zdradza zawodnik.
Na początku obecnego sezonu Mak wrócił do gry i pierwszego składu. Już w drugiej kolejce wpisał się na listę strzelców. Ostatni raz na murawie pojawił się na początku listopada. Potem znów leczył uraz. Do gry wrócił na zgrupowaniu w Turcji. Wystapił w ostatnich sparingach w takim samym wymiarze czasowym, jak pozostali zawodnicy.
– Jak się wraca do treningów i meczów – jest świetnie. Dla mnie osobiście takim najważniejszym momentem po powrocie jest strzelenie pierwszej bramki. Gdy tak się stanie, to ten moment stanowi nagrodę za walkę i wytrwałość – zaznacza Mak.
27-latek nie należy już do piłkarskiej młodzieży, ale ma jeszcze przed sobą kilka lat grania na najwyższym poziomie.
– Kocham piłkę nożną. To jest druga miłość, zaraz po mojej dziewczynie. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym teraz robić coś innego. Oczywiście, kiedyś przyjdzie na to czas, ale na dzisiaj nie muszę szukać większej motywacji do gry. Trening jest dla mnie czymś fantastycznym – przyznaje.
Opracowanie: piast.gliwice.pl/piast-gliwice.eu






















No to wszystko są słodkie popierdywania o miłości, ale my potrzebujemy zawodników do gry w piłkę, a nie kochanków piłki nożnej na wczesnej rencie. Wiek nie ma znaczenia, tendencja organizmu Maków jest taka, że rehabilitują się 10 x dłużej, niż kopią. Trzeba się rozstać jak najprędzej, bo klub to nie sanatorium.
nie życzę nikomu kontuzji. To jest dramat dla każdego zawodnika i często jedna przeradza się w kolejne. Mak nie należy do zawodników, którzy odstawiają nogę i chłopak ma ciąg na bramkę, wie gdzie jest luka i nie czeka, gdzie spadnie piłka. Życzę, żeby jego limit kontuzji już został wyczerpany. Przy okazji- dobrze jest popracować intensywnie z osteopatą po tylu urazach.
AMP w…..się