Mogliśmy mieć więcej tych punktów – Rafał Franz

Po trzech wygranych z rzędu, strzeleniu rywalom 11 goli, tracąc przy tym tylko 1 bramkę, wydawało się, że wszystko, co niedobre w tym sezonie gliwiczanie mają już za sobą.

Potem jednak karta się odwróciła. Przegrana z Red Devils Chojnice była bardzo przykrą niespodzianką. W Białystoku też nie udało się zdobyć choćby punktu, ale walki nie zabrakło. Starcie z Rekordem Bielsko Biała skończyło się porażką 1:6. W tym przypadku można jednak było taki wynik przewidzieć, chociaż Rafał Franz ma inne zdanie.

– Nigdy przed meczem z żadnym przeciwnikiem nie wkalkulowuję porażki. Jedynie co mogę przewidywać, to to, że jeden rywal jest trudniejszy a inny z perspektywy mentalności trochę inny, choć to tez bywa dyskusyjne – zaznacza Franz. – Rekord wygrał ten mecz, ale nie zaprezentował wysokiego poziomu. W dużej mierzy zwycięstwo bielszczan to nasza zasługa. Weszliśmy w to spotkanie za mało skoncentrowani. Może też w naszych głowach była taka myśl, że nie da się wygrać, a to jest źle. Mogliśmy na pewno zrobić więcej – dodaje futsalista Piasta.

Gra podopiecznych Klaudiusza Hirscha w całej rundzie była miła dla oka. Gliwiczanie kreowali akcję, stwarzali sobie okazje, jedne wykorzystywali inne nie, ale ich największą słabością była gra w obronie. Z 33 straconych bramek, przynajmniej połowy można było uniknąć.  Najbardziej było to widoczne właśnie w meczu z Rekordem. Bielszczanie bezlitośnie wykorzystali wszystkie potknięcia, zagapienia czy brak odpowiedniej reakcji.

– Rekord utrzymywał się przy piłce, ale nic wielkiego nie pokazał. Zresztą sami to po meczu powiedzieli.   Natomiast zdobywali gole po naszych prostych błędach. Szkoda, bo gdybyśmy nawet przegrali, ale bez popełniania takich błędów, to zawsze ta mentalność byłaby na innym poziomie – przekonuje Franz.

Żadnej z drużyn w tej rundzie nie udało się uniknąć porażek. Rekord ma 2 na koncie, FC Toruń 1. Gliwiczanie 8. Najbardziej chyba jednak bolą te, których nie było w planach.

– Ja się z nie zgadzam z takim podejściem. Dla mnie nie ma kalkulacji, zarówno przed jak i po meczu, bo to jest minimalizm. Każdy przeciwnik jest do pokonania, ale  trzeba w to mocno wierzyć. Nam czasem tej wiary chyba brakowało – podkreśla futsalista Piasta.

Porażka z Rekordem szczególnie mogła zaboleć właśnie Franza, który z tym klubem przez ostatnie cztery lata odnosił spektakularne sukcesy.

– Mówi się, że w sporcie nie ma sentymentów, ale ja gram tyle lat w futsal, że siłą rzeczy  mam  wielu przyjaciół w całej Polsce. Wśród nich są też chłopacy z Rekordu. Dla mnie jako zawodnika, to było duże wyróżnienie reprezentować tak dobry klub przez tyle lat i utrzymywać to na tak wysokim poziomie – podkreśla były już zawodnik Rekordu.

– Nie mogłem się  doczekać tego meczu, ale też byłem pełen optymizmu, że wygramy. Jestem szczęśliwy, ze mogłem zagrać, ale też jest mi przykro, że tak kiepsko się zaprezentowaliśmy. Można było więcej z tego meczu wyciągnąć, a myśmy tego nie zrobili – kręci głową „Franek”.

Więcej też można było wyciągnąć z całej rundy, bo jak wszyscy podkreślali, Piast jest lepszą drużyną niż wskazuje na to miejsce w tabeli.

Dla Rafała Franza mecz z Rekordem był szczególnym

– Każdy o tym wie, że mogliśmy mieć tych punktów.  Myślę, że problem leży w naszych głowach, a nie nogach. Głęboko wierzę w to, że w drugiej rundzie będzie lepiej, ale wszystko zależy od nas, od tego jak podejdziemy nie tylko do całości, ale do każdego spotkania – przekonuje.

Na początku sezonu Piasta stawiało się w roli jednego z faworytów w grze o medale. Teraz te plany chyba trzeba zweryfikować. Awans do grupy mistrzowskiej byłby już osiągnięciem.

– Nie uważam, aby ktoś w klubie na początku sezonu popełnił błąd mówiąc, że chcemy grać o mistrzostwo Polski, bo niby o co mamy grać? O piąte miejsce, a jakbyśmy zajęli czwarte to byłby powód do radości? To złe myślenie. Nie po to tworzymy drużynę, trenujemy, ciężko pracujemy, żeby spaść z ligi, tylko ją wygrać – przekonuje Franz.

Niewątpliwie jedną, jak nie główną przyczyną słabszego wyniku niż rok temu były ciągnące się kontuzje kluczowych zawodników, ale nie tylko.

– Słabo przygotowaliśmy się do tej rundy pod względem  mentalnym, jako zawodnicy. Gdy pojawiały się problemy, to powinniśmy jeszcze bardziej być skoncentrowanym i przekonanym, że potrafimy sobie z tym poradzić. Był zresztą taki moment, kiedy wydawało się, że wszystko co złe już jest za nami, ale niestety znów coś nie zagrało.  Mamy dobry zespół, świetnego trenera i super warunki, żeby trenować, rozwijać się Wszystko zależy tylko od nas – przekonuje Franz.

Za kilka dni przywitamy Nowy 2019 Rok w który futsaliści Piasta z pewnością wejdą z mocną wiarą, że będzie on lepszy od drugiej połowy 2018 roku.

– Życzę sobie, abyśmy w każdym meczu zdobyli trzy punkty. Chciałbym też, aby drużyna pokazała charakter, i  że jest zespołem.  Żebyśmy dali więcej radości naszym kibicom, więcej pewności.  To będziemy chcieli zafundować  sobie, fanom i wszystkim tym, którzy ten klub wspierają i są za niego odpowiedzialni – życzy na koniec siedmiokrotny mistrz Polski.

Źródło: piast.gliwice.pl/futsal
Foto: Irek Dorożański

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze