Chytry plan Waldemara Fornalika

Mecz z Wisłą Kraków obserwowało na żywo trochę ponad 4 tysiące widzów. Ci, co nie zdecydowali się w piątek zasiąść na trybunach stadionu przy ul Okrzei  tym razem mogą żałować.

Piast zagrał efektowanie, podkreślając to niepodlegającym dyskusji zwycięstwem.

– Na pewno zagraliśmy jeśli nie bardzo dobre, to dobre spotkanie. Jedyne co zawiodło to skuteczność. Mieliśmy sporo tych sytuacji, gdzie była szansa podwyższyć wynik. Siła ofensywna Wisły jest bardzo duża. Zdobyli najwięcej bramek w lidze, a nam się udało ograniczyć im te możliwości. Graliśmy z rozmachem, stwarzaliśmy sytuacje. Gratuluje drużynie zwycięstwa i postawy w tym meczu – tak podsumował to spotkanie szkoleniowiec Piasta – Waldemar Fornalik.

Starcia z Wisłą obawiano się z kilku powodów. Piast zremisował trzy ostatnie spotkania w lidze. Zawodnicy też mieli za sobą wyczerpujący mecz w Pucharze Polski z Legią Warszawa. Jak się nie po raz pierwszy okazało, gra co trzy dni lepiej wpływa na drużynę niż dwutygodniowe przerwy na reprezentację.

– Jeśli miałoby tak wyglądać zawsze, to możemy grać co trzy dni. Tak poważnie jednak, to dlatego miały miejsce rotacje w składzie. Kilku dostało swoje szanse. Inni grali mniej dłużej lub krócej. Trójka zawodników: Dziczek, Konczkowski i Czerwiński rozegrali 120 minut w Pucharze Polski, a dziś po 90, ale nie przeszkadzało im zagrać na wysokim poziomie – podkreśla trener gliwiczan.

Pierwsze 45 min było najlepsze w tym sezonie w wykonaniu drużyny z Okrzei, takie stwierdzenie padło na konferencji prasowej, a czy był to najlepszy mecz Piasta od kiedy drużynę przejął Waldemar Fornalik?

– Myślę, że jakby padła jeszcze jedna bramka w pierwszej połowie, to można by to było uznać za najlepszy mecz  tego sezonu. Natomiast czy było to najlepsze spotkanie od kiedy jestem trenerem? Kilka fajnych pojedynków drużyna rozegrała w tym czasie. Np. ten mecz z Termaliką, który wygraliśmy 4:0.  Trzeba jednak podkreślić, że teraz graliśmy z bardzo dobrym przeciwnikiem – zaznacza Fornalik.

Tradycją już jest, że starciach z udziałem niebiesko-czerwonych najwięcej emocji jest w końcowych minutach. Nerwy było widać też na ławce trenerskiej. Waldemar Fornalik do ostatniej chwili wahał się czy wpuścić Jagiełłę, który już czekał na wejście czy posłać do boju Gojkę. Zdecydował się na tego drugiego.

– Zmieniłem decyzję, bo Gojko jest szybszym zawodnikiem, ale przede wszystkim był bardziej wypoczęty. Olek Jagiełło miał sporo minut w Pucharze Polski – wyjaśnia szkoleniowiec.

Gojko wniósł sporo ożywienia, ale bohaterem ostatniej akcji był drugi z rezerwowych – Patryk Sokołowski, który chwilę po wejściu ustalił wynik na 2:0.

– Jest to bardzo inteligentny i skromny zawodnik. Zdaje on sobie sprawę, jaka jest na ten moment hierarchia w zespole. Konkurencja na jego pozycji jest bardzo duża. Ja się cieszę przede wszystkim z tego, że się rozwija. Ważne jest też, że gdy zawodnik dostaje szanse, to jest na to przygotowany i to pokazuje. Często bowiem bywa tak, że ktoś nie dostaje tych szans, w pewnym momencie trener mówi – zagrasz, a on jest zdziwiony i pyta ja mam grać? U Patryka jest inaczej. Wiążemy z nim nadzieję na przyszłość. Mi pozostaje cieszyć się, zę choć dostaje na razie tylko kilka minut, to potrafi je dobrze wykorzystać – tłumaczy szkoleniowiec.

Krakowianie przyjechali do Gliwic wypoczęci, bo nie rozgrywali w środku tygodnia spotkania pucharowego. Waldemar Fornalik okazał się jednak lepszym taktykiem niż trener Wisły.

– Mieliśmy niespełna 48 godzin, aby przygotować się do tego meczu. Główny nacisk położyliśmy na regenerację sił, bo nie było czasu, aby przeprowadzić pełny trening taktyczny pod kątem Wisły.  Odbyło się to w sferze teorii, pokazania zawodnikom co należy zrobić. Z drugiej strony jest to grupa ludzi, która rozegrała ze sobą kilkanaście spotkań. Wiedzą więc intuicyjnie jak mają grać  Położyliśmy nacisk też na stałe fragmenty, bo Wisła jest dobra w tym elemencie – zdradza kulisy przygotowań do tego meczu szkoleniowiec drużyny z Okrzei.

Kibice w pełni więc usatysfakcjonowani opuszczali stadion. Piast nie stracił bramki w ostatnich minutach,  utrzymał miejsce w czubie tabeli i zrobił kolejny duży krok, by grać o najwyższe cele.

W niedzielę – 11 listopada o godz. 15:30 gliwiczanie zmierzą się  na wyjeździe z Koroną Kielce. Będzie to ostatnie spotkanie z pierwszej rundy zasadniczej. Miejmy nadzieję, że w równie dobrych humorach będą kibice Piasta po tym meczu jak po Wiśle.

Źródło: piast.gliwice.pl

4 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Stasiu

Ten mecz oglądało się z przyjemnością.

AMP

Takie mecze jak z Legią czy Wisłą pokazują potencjał tej kadry Piasta. Wydaje się, że potrzebne jest tylko jedno, jedyne ogniwo: prawdziwy kiler na szpicy. Piłka krąży coraz szybciej i pewniej, akcje są wiązane od bramki i przechodzą przez połowę na różne, coraz ciekawsze sposoby. Przybywa opanowania indywidualnego i kontroli nad całością wydarzeń na boisku. Świetnie patrzy się na ten aspekt u Valencii, Kirkeskova, Czerwińskiego, Jodłowca. Taki Valencia był kiedyś jak dzik wypuszczony z zagrody na murawę. Szalał w gonitwie bez celu i wkrótce padał na ryj. Teraz ten sam zawodnik imponuje spokojem i wyrachowaniem w ostatnich minutach. Jego diament sam się szlifuje. Z taka zwrotnością, zwodem i opanowaniem piłki to powinien być czołowy asystent. Dla kilera pola karnego. Takim już nie zostanie nigdy wiekowy Papadopulos. Takim nie będzie Parzyszek – wystarczy zobaczyć jego ułomną koordynację, naturalny brak zrywu, zerowy wyskok do głowy. Potencjał łatwiej zmarnować, niż wykorzystać. Ale dla kibiców jest ważne, że można mieć uzasadnione nadzieje, skoro ogląda się tak dobrą grę zespołu.

orion

Trafna uwaga.To jest aż niemożliwe że taki dragal jak Parzyszek przegrywał wszystkie głowy.Jak wszedł Papen to od razu się zmieniło.

john1

Oby tak dalej tylko Wlecialowski odszedł do Ruchu A Fornalik zawsze z nim pracował oby to nie miało wpływu na zespół na treningach to on charowal z zespołem A z Fornalikiem tworzyli dobry duet