Do drużyny Piasta przylgnęła łatka zespołu, który traci dużo bramek w końcówkach spotkań. Ciągnie się to jeszcze od sezonu 2016/17, kiedy to gliwiczanie na potęgę dawali sobie wbijać gole w ostatnim kwadransie meczu. Wtedy między 75 a 90 minutą stracili 9 bramek, i tyle samo już w doliczonym czasie gry co dało im „najlepszy” pod tym względem wynik w lidze.
W poprzednim sezonie, kiedy drużynę prowadził już Waldemar Fornalik było podobnie. Między 75 a 90 min gliwiczanie stracili 15 bramek, a w doliczonym czasie gry 4, co dało drugi wynik. Dodajmy, że w całym sezonie Piast stracił 48 goli, więc prawie połowę w tym ostatnim fragmencie.
W obecnej kampanii gliwiczanie także mają problem z dowożeniem wyników. U siebie z Legią w ostatnich minutach stracił dwa gole i w konsekwencji przegrali mecz. Z Jagiellonią na wyjeździe Novikovas pogrążył Piasta w dziewięćdziesiątej minucie. Tydzień temu z Lechią jeden błąd sprawił, że Haraslim wpisał się na listę strzelców. W sobotę znowu gliwiczanie stracili punkty, absolutnie na własne życzenie, bo wcześniej nie wykorzystali kilku dobrych okazji.
W tym sezonie, przynajmniej na razie jednak Piast nie jest najgorszym zespołem pod tym względem. Liderem tej niechlubnej klasyfikacji z 9 puszczonymi golami jest Wisłą Płock. Na drugim miejscu egzekwo są Miedź Legnica i Śląsk Wrocław.
Bramki w piłce się traci nawet w końcowych fragmentach, kiedy zawodnicy grają już na dużym zmęczeniu. Nikt nie ma jednak pretensji o to, gdy wcześniej strzeli się ich tyle, by wystarczyły do wygranej. Na przykład można podać tu drużynę Górnika. W poprzednim sezonie zabrzanie stracili w końcowych minutach 21 bramek, ale i tak zajęli czwarte miejsce w lidze, bo strzelili rywalom ich aż 68, co było najlepszym wynikiem w lidze. Tak postawa i gra przyciągała też na trybuny kibiców, którzy przychodzą na mecze, by oglądać ofensywny futbol. Górnik miał ich najwięcej. W wielu polskich klubach jednak gra się w myśl zasady, że cel uświęca środki, czyli zdobyć punkty bez względu na atrakcyjność widowiska, czego konsekwencją jest spadek frekwencji. W tym sezonie Piast jest pod tym względem przedostatnią drużyną w tabeli. Mniej kibiców przychodzi tylko na mecze Zagłębia Sosnowiec, co jest dowodem na to, że nie miejsce w tabeli, ale atrakcyjność widowiska decyduje czy kibic zechce na żywo zobaczyć mecz.
Opracowanie: piast.gliwice.pl






















Piast byłby już mistrzem Polski gdyby nie spółdzielnia warszawska!
Przyznam się że ja mam już taka schize że jak jest 85 min. to wyłączam TV.A z Lechią po golu na 1:1 wyszedłem bo już miałem taki stres że nie mogłem na to patrzeć.
Od jakiegoś czasu demon stoi w bramce czas chyba go zmienić niech sobie odpocznie bo gra bardzo go męczy jakby stał tam za karę
Przyczyną beznadziejnej frekwencji jest to , że Gliwice nie żyją piłką a nie gra Piasta . Przypomnę,że w super sezonie gdy do końca biliśmy się o mistrza i graliśmy naprawdę ładny futbol średnia wyniosła niewiele ponad sześć tys. a przyłożyły się do tego mocne ekipy przyjezdne ( sam Ruch był w liczbie ok. trzech tys. ) tak więc niestety ale „taki tu mamy klimat” …
No jest taki klimat bo jest mało ludzi stąd i co najważniejsze to większość inteligencja gdzie Ci profesorek lub jemu podobny przyjdzie na mecz to ujma dla jego pozycji z plepsem na mecz
Czasy kiedy tylko „plebs” chodził na mecze w Polsce minął jakieś 30 lat temu, po prostu baza Gliwiczan się wyczerpuje trzeba otworzyć się na bliższą i dalszą okolicę Gliwic.CŻPG
Czyli na kogo – Zabrze, Knurów Pyskowice, może Rybnik…nie ma żadnych szans
Jak nie spróbujemy to na pewno nie będzie szans.Naturalnym kierunkiem jest zachód sam widzę na parkingu przed meczami rejestracje z Prudnika czy Strzelec Opolskich a na innych kierunkach też trzeba próbować
Hmm…życzę powodzenia, ile osób może stamtąd przyjechać – 50, 100 – nie robi żadnej różnicy
Ale na FB Piast ma prawie 30 tys.polubien.To gdzie są ci ludzie bo zakładam że to w większości młodzi i z Gliwic?
Dobre pytanie. Moja odpowiedź jest taka, że to są tylko sympatycy a nie kibice. Owszem jakoś tam są zainteresowani Piastem, wiedzą, że gra w ekstraklasie, może nawet znają jakie zajmuje miejsce ale nie znaczy to, że mają jakakolwiek ochotę uczestniczyć w meczu ( co najwyżej przed telewizorem ), sam znam takich wielu i żeby wybrali się na stadion to chyba musiała by tu przyjechać Barclona żeby ich skusić ( koniecznie z Messim bo bez to lipa ). Po prostu w tym mieście jest brak takiego pozytywnego fanatyzmu i nic nie wskazuje, że się kiedykolwiek zmieni. Przykre!
Na mecze chodzą Ci którzy są z stąd a u nas jest z tym krucho dla rodowitych mieszkańców to obowiązek i święto po roladzie i modrej kapuście iść na mecz (Chorzów Zabrze itp)
Trza było się dogadać z Ruchem A nie Jastrzebiem Niebiescy mają potencjał Chorzów Ruda Śląska Bytom Świętochłowice i inne ile luda
I wszystko blisko