My jednak po prostu mamy już taki styl i charakter grania, że zawsze chcemy wygrywać. Jak wynik się dla nas nie układa, to idziemy do przodu i przez to robią się luki z tyłu, a rywale czasem to wykorzystują – mówi Michal Papadopulos.
Po pozyskaniu Piotra Parzyszka wydawało się, że Michal Papadopulos będzie miał problem z przebiciem się do pierwszego składu. Tymczasem Czech bez większego trudu wygrywa rywalizację o miejsce na szpicy ataku nie tylko z Parzyszkiem. Co więcej – jest już liderem w Piaście w klasyfikacji kanadyjskiej i strzelców. Jego ostatnia bramka zdobyta po dośrodkowaniu Badii w meczu z Miedzią, mogłaby być ozdobą każdego spotkania.
– Tak wyszło, że piłka idealnie weszła mi na głowę. A jak jest dobre dośrodkowanie to napastnik skupia się tylko na tym aby skierować piłkę w kierunku bramki. Udało mi się to zagranie zamienić na gola i nie było to przypadkowe – wraca jeszcze do tego trafienia Papadopulos.
Gliwiczanie nie przywieźli jednak z Legnicy kompletu punktów. Gospodarze jeszcze przed przerwą doprowadzili do wyrównania, a po zmianie stron już żaden z zespołów nie potrafił przechylić szali na swoją korzyść.
– Jak wpadła bramka na 2:1. to wydawało się, że utrzymamy ten wynik do przerwy. Gdyby nam się to udało, to myślę, że wygralibyśmy ten mecz. Chcieliśmy więcej, ale mamy punkt – przyznaje napastnik.
Przerwa na reprezentację to najlepszy moment, aby poprawić to, co jeszcze szwankuje. A w zespole Piasta największym problemem była ostatnio gra w obronie. Gliwiczanie popełnili sporo błędów, które wykorzystali rywale.

– Zdajemy sobie z tego sprawę. My jednak po prostu mamy już taki styl i charakter grania, że zawsze chcemy wygrywać. Jak wynik się dla nas nie układa, to idziemy do przodu i przez to robią się luki z tyłu, a rywale czasem to wykorzystują. Ważne żebyśmy zawsze strzelili o tę jedną bramkę więcej, wtedy te nasze błędy nie będą miały znaczenia – komentuje Papadopulos.
Do zakończania I rundy pozostały już tylko cztery kolejki. Historia pokazuje, że te zespoły, które się po tych 15 seriach są w górnej ósemce, zazwyczaj tam zostają do końca rundy zasadniczej.
– Każda część sezonu jest trudna, ale faktycznie te najbliższe cztery mecze mogą już ustawić górną i dolną ósemkę. My oczywiście chcemy być jak najwyżej w tabeli po tej pierwszej części. Jeśli nam się to uda i na koniec roku układ w tabeli będzie podobny, to na pewno pomyślimy o czymś więcej niż samej grze w grupie mistrzowskiej – stwierdza Czech.
Na razie jednak przed Piastem bardzo trudny mecz z prowadząca w tabeli Lechią.
– Przyjeżdża lider i bardzo wymagający rywal, ale są tylko punkt przed nami, a my gramy u siebie. Chcemy wygrać i przeskoczyć ich w tabeli – stwierdza napastnik Piasta.
Gdańszczanie w poprzednim sezonie długo bronili się przed spadkiem, ale w tej kampanii są jednym z kandydatów do zdobycia tytułu mistrza Polski. Niewątpliwie biało-zielonych odmienił Piotr Stokowiec, którego doskonale zna Papadopulos.
– Pracowałem trzy lata pod okiem Piotra Stokowca. To jest trener, który potrafi wprowadzić i trzymać dyscyplinę w grze, umie też przekazać zawodnikom czego od nich oczekuje i zaszczepić swój styl. To jest najważniejsza rzecz, która w moim przekonaniu popchnęła Lechię do przodu – analizuje „Papen”.
Na ten moment Papadopulos nie ma w zespole konkurenta na swoją pozycję. Z pewnością więc wyjdzie w piątek od pierwszej minuty z czego też zdaje sobie sprawę szkoleniowiec Lechii.
– To nie jest w jego stylu. Nie będzie się skupiał na poszczególnych zawodnikach. Na pewno będzie miał swój pomysł na ten mecz i jak nas zatrzymać, ale my też będziemy mieli swój plan. Myślę, że będzie to dobre, stojące na wysokim poziomie spotkanie – przewiduje Michal Papadopulos.
Piast z Lechią zagra w piątek – 19 października o godzinie 18:00.
źródło: piast.gliwice.pl
Foto: Marcin Willner






















Kto nie pracuje wszyscy z rodzinami na stadion gramy o lidera -miasto lidera 🙂