Michal Papadopulos od początku tego sezonu prezentuje się z dobrej strony. W pierwszych trzech meczach zaliczył dwie asysty, a przeciwko Legii strzelił pierwszego gola.
Była to jednak bramka tylko na otarcie łez, bo gliwiczanie ulegli warszawskiej drużynie 1:3, a na dodatek stracili jeszcze Pietrowskiego na co najmniej jeden mecz.
– Legia była do ogrania i myślę, że radziliśmy sobie bardzo dobrze – zwłaszcza w pierwszej połowie spotkania. Mieliśmy więcej z gry, byliśmy lepsi, ale niestety styl nie zawsze przekłada się na wyniki. Legia to jednak najlepsza drużyna w Polsce, zawsze przeciwko nim gra się bardzo trudno. Szanowaliśmy w niedzielę przeciwnika, wiedzieliśmy jednak, że nie jest on w dobrej formie. Chcieliśmy to wykorzystać, ale niestety się to nie udało – przyznaje Papadopulos.
W 44 min czerwoną kartkę zobaczył Marcin Pietrowski, co w powszechnej opinii miało decydujący wpływ na wynik.
Myślę, że nawet grając w dziesięciu jakoś sobie radziliśmy, bo przecież wtedy zdobyliśmy wyrównującą bramkę. Boli to, że straciliśmy gola po stałym fragmencie gry. Nie powinniśmy do tego dopuścić – zaznacza napastnik Piasta.
Przy stanie 2:1 dla gości, jeszcze gliwiczanie walczyli, ale obrona Legii nie pękła.
– Próbowaliśmy, ale ciągle czegoś brakowało. Ich trzeci gol nie miał znaczenia, bo my poszliśmy na całość i chcieliśmy za wszelką cenę doprowadzić do wyrównania. Nie udało się – szkoda, bo chcieliśmy nawet grając w osłabieniu zdobyć choćby ten punkt. Ten mecz to już jednak historia i musimy patrzeć wprzód – podsumowuje „Papen”.
Źródło: piast.gliwice.pl/sportdziennik.pl






















Papen jesteś dla mnie gość!A pokaż tam Parzyszkowi jak się zapierdala na boisku.Bo on chyba nie wie.
Gdyby Papadopulos był na boisku to nie stracilibyśmy 2 bramki a myślę że byłby remis.