Futsal w Polsce nawet na najwyższym poziomie to dyscyplina w dużej mierze półamatorska. Zawodnicy większości drużyn łączą granie na hali z pracą.
Rośnie jednak świadomość zarówno piłkarskiej centrali jak i włodarzy samych klubów, że futsal nie będzie się rozwijać, jeśli nie będzie w niej coraz więcej profesjonalizmu. Przykładem jest Rekord. Prezes Szymura konsekwentnie budował drużynę, która w tym roku zdominował rozgrywki i miejmy nadzieję powalczy też w Europie. Zespół z Bielska naturalnie więc stał się lokomotywą, który pociągnęła z większą prędkością cały pociąg pod nazwą Futsal Ekstraklasa. Duży postęp zrobiła też reprezentacja. Awans do finałów mistrzostw Europy niewątpliwie poprawił wizerunek polskiego futsalu. Na portalu Łączy nas piłka autor tekstu w trafny sposób podsumowuje miniony sezon.
Liga dwóch prędkości
Chyba jedynie za czasów świetności Clearexu Chorzów liga była tak zdominowana przez jedną drużynę. Rekord Bielsko-Biała już właściwie w połowie sezonu zasadniczego mógł przymierzać koronę mistrzowską. Podział na grupy i dzielenie punktów, które z założenia miało zwiększać emocje na finiszu, w tym sezonie na niewiele się zdało, gdyż Rekord w trakcie rozgrywek osiągnął tak gigantyczną przewagę, że już po dwóch dodatkowych spotkaniach mógł sięgnąć po tytuł. – Właściwie bijemy się tylko o drugie miejsce, Rekord jest poza zasięgiem – mówili wielokrotnie zawodnicy czołowych drużyn. Statystyki bielszczan mówią same za siebie: w sezonie zasadniczym Rekord wygrał wszystkie mecze! Potknął się dopiero w „dogrywce”, kiedy to jeden mecz zremisował (FC Toruń) i jeden przegrał (Clearex Chorzów). 179 bramek zdobytych, a do tego Puchar Polski i triumfy w Młodzieżowych Mistrzostwach Polski. – To był rok bielszczan, którzy pracowali systematycznie na swoją pozycję – mówi trener reprezentacji Polski, Błażej Korczyński. A przecież wszystko zaczęło się od zdobytego Superpucharu za ubiegły sezon. Kto wie czy nie byliśmy świadkami jedynego w historii sezonu, tak mocno zdominowanego przez jedną drużynę.
Mistrz dał pozytywny przykład
Bielszczanie pokazali w tym sezonie swoją moc, ale jest grupa drużyn, które zapowiadają, że w najbliższych miesiącach (może latach) będą chciały nawiązać walkę z Rekordem. To przede wszystkim FC Toruń, również Gatta Active Zduńska Wola oraz wracający do czołówki ligowej Clearex Chorzów, jak również Piast Gliwice. Pierwsze trzy drużyny stoczyły już w mijających tygodniach zaciętą i pasjonującą walkę o medale, gliwiczanie w tym roku może zawiedli, ale znając ambicje prezesów i trenerów Piasta można się spodziewać, że w najbliższym sezonie będą chcieli się poprawić. Znamienne jest to, że każdy z tych klubów jest poukładany organizacyjnie. – Clearex to pierwszy klub, w którym nie muszę się o nic martwić, tylko skupiam się na treningu – mówił jakiś czas temu Rafał Krzyśka, bramkarz chorzowskiego Clearexu. Każdy organizacyjnie jest przygotowany na sukces, również sportowo mają się czym pochwalić. Grają w tych drużynach reprezentanci Polski, zawodnicy od lat wybijający się na ligowych parkietach. Ponadto na ławkach trenerskich tych klubów zasiadają futsalowe osobowości, najczęściej w przeszłości lub obecnie związane z reprezentacjami Polski. Marcin Stanisławski (Gatta Active Zduńska Wola) to wyśmienity strateg i taktyk futsalu, także trener reprezentacji Polski w beach soccerze, Klaudiusz Hirsch (Piast Gliwice) to były trener reprezentacji Polski, a Łukasz Żebrowski (FC Toruń) jest trenerem naszej kadrymłodzieżowej, obecny również w sztabie trenera Błażeja Korczyńskiego. Mirosław Miozga (Clearex Chorzów) to także były uznany futsalista.
Reprezentacja nakręca koniunkturę
To był sezon wyjątkowy także z tego powodu, że w styczniu i lutym „trzeba” było wygospodarować przerwę w kalendarzu ligowym na potrzeby reprezentacji. Biało – czerwoni po siedemnastu chudych latach zagrali ponownie na mistrzostwach Europy. – Oby jak najczęściej były takie problemy, że w kalendarzu trzeba znajdować czas na kadrę i duże imprezy – uśmiecha się prezes spółki Futsal Ekstraklasa, Maciej Karczyński. Biało – czerwoni zagrali na miarę własnych możliwości, a dla wielu ligowców reprezentacja, szansa pokazania się na dużych imprezach, stała się największym magnesem w rodzimym futsalu. – To jest moje marzenie, chcę się spełnić właśnie w futsalu poprzez grę w kadrze – mówił były ligowiec z zielonych muraw, Sebastian Leszczak, który dopiero na hali dostąpił zaszczytu gry w koszulce z orzełkiem na piersi. Zagrał w meczach z Brazylią, w kolebce futsalu. Zaproszenie na takie spotkania wysłane do naszej federacji również świadczą o coraz większym uznaniu, jakim cieszy się nasz futsal.
To idzie młodość
Kwestia wprowadzania młodzieży do drużyn ligowych – temat, który przez lata kulał, nie tylko w polskim środowisku futsalowym, ma szansę teraz poważnie być potraktowany. Coraz więcej bowiem młodych zawodników upatruje swojej szansy w grze na hali. Może wynika to ze zwykłego pragmatyzmu, może też z faktu, że UEFA coraz bardziej otwiera się na rozgrywki futsalowe dla młodszych roczników. Fakt jest jednak taki, że trenerzy mają coraz większe pole manewru. – Ten wybór na pewno jest większy niż jeszcze kilka lat temu czy nawet kilkanaście miesięcy wstecz – przyznaje Łukasz Żebrowski, który z racji trenerskich obowiązków z kadrą młodzieżową śledzi na bieżąco rozwój wszystkich młodych chłopaków. Dzisiaj na parkietach Futsal Ekstraklasy pojawiają się już nie tylko zawodnicy Rekordu Bielsko-Biała, ale także coraz młodsi przedstawiciele Clearexu Chorzów, Red Dragons Pniewy, Pogoni Szczecin, Piasta Gliwice, AZS UG Gdańsk, czy MOKS Słoneczny Stok Białystok. Również coraz odważniej na młodych zawodników stawiają selekcjonerzy. – Mamy młodą reprezentację, ale w perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy należy spodziewać się na kadrze kolejnych graczy, którzy ledwo wejdą w pełnoletniość – mówi Błażej Korczyński.
Europo nadchodzimy
Dość hermetyczny polski, ligowy futsal coraz częściej otwiera się na nowinki i zmiany napływające z Europy. Już świadczą nie tylko o tym staże naszych trenerów w czołowych europejskich klubach (opiekun Piasta Klaudiusz Hirsch przebywał niedawno w Hiszpanii, gdzie podglądał m.in. zawodników FC Barcelona) czy sparingi z naszymi południowymi sąsiadami, którzy przez lata stanowili dla nas futsalowy wzór do naśladowania. Organizowany latem turniej Futsal Masters w Jelczu-Laskowicach na starcie gromadzi najlepsze ekipy starego kontynentu. W tym roku po raz drugi będziemy gościć w kraju kolegów Leo Messiego z parkietu, czołową drużynę Francji (KB United), jak i drużyny ze wschodu. – Pod wieloma względami nie ma się już czego wstydzić – mówi główny organizator turnieju Sebastian Bednarz. Coraz lepszą markę w Futsal Ekstraklasie mają również stranieri. Jednym z najlepszych strzelców w całym sezonie był czeski internacjonał Michal Seidler (Rekord), który zdobył 30 bramek. Cztery trafienia mniej zanotował jego kolega klubowy, Ukrainiec Oleksandr Bondar. A przecież odkryciem tego sezonu był Vitalij Lisnychenko z MOKS Słoneczny Stok Białystok, bardzo dobre momenty miał również Vadym Ivanov (Clearex Chorzów). Taka czwórka z pewnością mogłaby mierzyć w mistrzostwo Polski. Ale my liczymy, że wkrótce również zaprezentujemy swoje argumenty Europie. Rekordowi w ubiegłym sezonie w ramach europejskich pucharów niewiele zabrakło do awansu do Elite Round. Teraz cel ten wydaje się jeszcze bardziej realny.





















