Krzysztof Piskorz w poprzednim sezonie w barwach Piasta zdobył osiem goli. W obecnej kampanii jak na razie zaliczył tylko jedno trafienie.
Mógł ten bilans poprawić w meczu z Gattą Zduńska Wola, ale nie wykorzystał kilku dogodnych sytuacji.
– Z wyniku jestem zadowolony, bo wygraliśmy, ale ze swojej gry już nie. Tylko w pierwszej połowie mogliśmy skończyć ten mecz. Ja sam miałem chyba ze trzy sytuacje, a nie wykorzystałem żadnej. Brakuje mi przełamania. Mam nadzieję, że nastąpi to już w najbliższym meczu – ocenia swój występ w tym ostatnim spotkaniu „Piki”
Nie tylko on, ale też i pozostali zawodnicy mają w tej rundzie rewanżowej problem ze skutecznością. Za to w starciu z Gattą więcej niż poprawnie Piast zagrał w obronie.
– Myślę, że to był klucz do wygranej z tak dobrą drużyną jak Gatta, ale też Michał Grecz zachował zimną krew i wykorzystał sytuacje, gdy rywal grał w przewadze. Mamy jednak jeszcze nad czym pracować. „Krawiec” strzelił bramkę prawie z zerowego kąta, niestety mam współudział przy stracie tego gola – przyznaje Piskorz.
Mimo wszystko „Piki” może być zadowolony z tego, ze już gra w pełnym wymiarze czasowym, bo jeszcze niedawno zmagał się z kontuzją.
– Z Gattą już grałem prawie na 100 procent, ale jeszcze jestem w trakcie rehabilitacji. Mam nadzieję, że w sobotę już nie będzie problemów z kostką – zaznacza zawodnik.
W sobotę gliwiczanie zmierzą się z drużyną, która w tym sezonie zgromadziła najmniej punktów – Solna Miasto Wieliczka. Teoretycznie więc o punkty powinno być łatwiej niż w starciu z Gattą.
– Gramy na wyjeździe, a u siebie każda drużyna jest niebezpieczna. Musimy podejść do tego meczu w pełni skoncentrowani. Za darmo punktów nikt nam nie da. Na pewno chłopaki z Wieliczki liczą na przełamanie. My nie możemy jednak sobie pozwolić na stratę punktów, bo mamy swoje cele – zaznacza Piskorz.
źródło: piast.gliwice.pl/futsal





















