Nie życzę innym ludziom, by widzieli to, co ja w życiu widziałem. Pod moim domem na ulicy nie raz i nie dwa leżały trupy, co chwila dochodziło do jakichś porachunków – wspomina swoje dzieciństwo w rozmowie z Przeglądem Sportowym – Hebert.
– Wielokrotnie słyszałem strzały na ulicy, trwające przez wiele godzin. A ja w tym czasie siedziałem w domu, modląc się, by do nas do domu nikt się nie włamał lub żebym po otwarciu drzwi nie zobaczył jakiegoś trupa. Bardzo się bałem. W wyniku zabójstw straciłem wielu przyjaciół. Jestem szczęściarzem, że miałem piłkę. Poświęciłem się jej i nie miałem czasu na spędzanie czasu z ludźmi, którzy mogą pociągnąć mnie w złą stronę dodaje obrońca Piasta.
Hebert wychowywał się w Barra Mansa, małej miejscowości pod Rio De Janeiro. Można zaryzykować, że zycie uratowała mu piłka.
Praktycznie nikt we mnie nie wierzył. Od rodziny słyszałem, bym wreszcie wziął się za pracę i zaczął zarabiać pieniądze, a nie ciągle myślał o futbolu. Pamiętam, że miałem 18 lat, byłem bezrobotny i wszyscy dookoła byli na mnie źli, że tracę czas na marzenia, zamiast pomóc rodzinie i zacząć przynosić do domu pieniądze. Uznałem, że daję sobie jeszcze rok i jeśli w moim życiu nic nie drgnie, porzucę futbol na zawsze. Ale właśnie w tym ostatnim roku dzięki Panu Bogu zacząłem grać na poważniej w szkółce piłkarskiej i wszystko powoli zaczęło się zmieniać. Dużo się modliłem o to i Bóg mnie wysłuchał. Poza tym mogłem liczyć na dziadka, on wspierał mnie najmocniej. Dawał mi buty do gry, pieniądze na bilety, bym mógł dojechać na treningi oraz jedzenie. Mogę powiedzieć, że wszystko co osiągnąłem w piłce, zawdzięczam jemu – wyznaje Hebert.
Kolejny moment zwrotny w jego karierze to propozycja gry w Sportingu Braga
– To było szaleństwo, bo oznaczało, że w rok zrobiłem awans z piątej do pierwszej ligi. Nawet niektórzy ludzie w klubie patrzyli na mnie nieufnie, a w prasie czytałem artykuły pod hasłem: „Co ten gość tutaj robi?” Grałem w drugiej drużynie, ale zawsze trenowałem z pierwszą. Nie oszukujmy się, szanse na przebicie się miałem niewielkie, w zespole grali naprawdę klasowi piłkarze. Udało mi się zagrać w dwóch meczach, ale i tak dużo się nauczyłem, prawdopodobnie najwięcej w karierze. Grałem z Ederem, który strzelił zwycięskiego gola dla Portugalii w finale ostatniego EURO. Straciliśmy kontakt, więc nie mogłem wysłać mu SMS-a z gratulacjami, ale cieszyłem się, że bohaterem meczu jest ktoś, kogo znam. W bramce stał Eduardo, świetny gość. Mocno mi pomógł w debiucie.
Cały wywiad w Przeglądzie Sportowym – TUTAJ






















Powodzenia Herbi.Super że jesteś u nas!
Tak trzymaj, piję Twoje zdrowie i na intencję zwycięstwa w niedzielę. Wszystkiego najlepszego i oby Bóg był z Tobą jak najdłużej. Dzięki.
Zawsze pokazywałeś charakter na boisku. Jesteś w tym wyjątkowy, czasem było różnie z formą, ale serca na boisku zawsze zostawiałeś. Jestem dumny z tego, że grasz w Piaście Gliwice