To nie był udany debiut dla Waldemara Fornalika, jako trenera Piasta. Gliwiczanie przegrali bowiem z Arką i to na własnym stadionie – 0:1.
Porażka ta wyczerpała cierpliwość kibiców, którzy nie oszczędzili zawodnikom gorzkich słów po końcowym gwizdku sędziego. Waldemar Fornalik zaapelował do fanów o cierpliwość. Leszek Ojrzyńska natomiast przyznał, że w dwóch zwycięstwach odniesionych w minionym tygodniu pomogła wizyta na Jasnej Górze. Może więc pójść w ślady Arki i też poprosił siły wyższe o wsparcie, bo to, co prezentują zawodnicy na murawie, woła o pomstę do nieba
Waldemar Fornalik (Piast):
– Nie tak wyobrażaliśmy sobie wszyscy mój debiut w Piaście. Liczyliśmy na 3 punkty i bardzo chcieliśmy je zdobyć. Pierwsze 25-30 minut było całkiem niezłe w naszym wykonaniu, później inicjatywę przejęła Arka. Bramka na pewno wpłynęła na późniejszy przebieg meczu. Myślę, że remis był w naszym zasięgu.
Chciałbym zaapelować do kibiców, nie tyle o wyrozumiałość, ale o cierpliwość. Potrzebujemy trochę czasu, wspólnej pracy i dokonania korekt. Jestem przekonany, że ci kibice, którzy dziś byli źli na zawodników, będą za jakiś czas dziękować im za bardzo dobrą grę i wygrane mecze.
Do meczu z Górnikiem mamy prawie dziesięć dni. Do tego spotkania mieliśmy zaledwie dwa. Nie uciekam od odpowiedzialności, bo wiem w jakiej sytuacji była drużyna, gdy zdecydowałem się ją przejąć. We wtorek zagramy w Pucharze Polski, gdzie będę mógł sprawdzić kilku zawodników. Być może któryś z nich zdoła rozruszać zespół. Teraz 200% faworytem jest Górnik, ale zobaczymy jak będzie to wyglądać za kilka dni. Mamy czas…
Leszek Ojrzyński (Arka):
– W poniedziałek wyruszyliśmy na mecz pucharowy i ligowy. Jechaliśmy przez Częstochowę, byliśmy na Jasnej Górze, bo część zawodników nie znała tego miejsca. Potem udany mecz w Pucharze Polski, co prawda po dogrywce i to pewne rzeczy zweryfikowało. Część chłopaków wróciła do Gdyni, a 20 zawodników pozostało tutaj. Przebywaliśmy w pobliżu Gliwic, licząc na to, że także drugi mecz zagramy na tyle skutecznie, by zdobyć 3 punkty i chłopaki to zrobili.
Łatwo nie było, bo różnica jednej bramki nigdy nie daje pewności. Mogliśmy dołożyć drugą bramkę, ale tego nie zrobiliśmy i cały czas było nerwowo. Najważniejsze, że zagraliśmy „na zero” z tyłu i bramka po wrzucie piłki z autu dała nam 3 punkty. To jest najważniejsze. Jesteśmy zadowoleni, że dobrze wykonaliśmy swoją robotę i w lepszych nastrojach będziemy się przygotowywać do najbliższego spotkania. Teraz przed nami podróż i regeneracja przez weekend. Gratulacje dla chłopaków, bo walczyli, a tutaj się łatwo punktów nie zdobywa.
Opracowanie: piast.gliwice.pl






















Mamy czas?Ciekawe.My jesteśmy cierpliwi już półtorej roku.A teraz mamy dość.A jak Pan chcesz wystawiać Vassilieva jako podwieszonego napastnika to życzę powodzenia.
Właściwie to dobrze dla trenera że zaczął od przegranej , teraz można będzie obserwować czy jest progres . Zawodnicy usłyszeli co mieli usłyszeć ,Nie jedzmy do Zabrza z nastawieniem że za wszelką cenę muszą wygrać , ale niech grają do przodu , a te pół godziny chamskich piosenek o żabolach to też przegięcie , nie można ich pozdrowić jeden dwa razy i koniec ,bo to zaczyna robić się u nas patologia , czasami nie odpowiadając na bluzgi w naszą stronę można więcej zdziałać niż drąc ryja na całe gardło .
Z mojego punktu widzenia zachowanie tzw młyna to też przegięcie. Mnie od małego ojciec uczył, żeby kibicować Piastowi, a nie przeciw innym. Myślę, ze dobrym rozwiązaniem byłoby zamknięcie sektorów zajmowanych przez ten niby młyn