Po najlepszym w historii klubu sezonie 2015/16 i zdobyciu wicemistrzostwa Polski, zarówno kibice jak i zawodnicy liczyli, że Piast i w tym kolejnym sezonie będzie liczył się w grze o najwyższe cele.
Rzeczywistość jednak bardzo brutalnie zweryfikowała te plany i marzenia. Gliwiczanie w 20 meczach rundy jesiennej wywalczyli tylko 22 punkty, co daje im odległą, 13 lokatę w tabeli.
– Zdobyliśmy wicemistrzostwo Polski. Nie można jednak żyć wspomnieniami i historią. Ta runda była dla nas bardzo przeciętna, nikt się tego nie spodziewał, ani nie zakładał, że tak będzie. To nie koniec jednak rozgrywek. Teraz trzeba się skupić na teraźniejszości i jeszcze powalczyć o pierwszą ósemkę. Nasz potencjał na pewno jest większy niż pokazuje tabela – mówi Radosław Murawski.
W porównaniu do poprzedniego sezonu kadrowo zespół mocno się nie zmienił. Na murawie jednak wyglądało to, jakby grała zupełnie inna drużyna, szczególnie w ofensywie. Zawodnicy Piasta strzelili rywalom tylko 21 bramek, co daje średnia lewie trochę więcej niż 1 gol na mecz. Lepiej wyglądało to w obronie. Jakub Szmatuła i Dobrivoj Rusov tylko 27 razy wyciągali piłkę z bramki.
– Na pewno zabrakło nam skuteczności i to rzucało się bardzo w oczy. Stwarzaliśmy sobie sytuacje, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Mamy bardzo mało strzelonych bramek. Myślę też, że po prostu brakowało takiego zwykłego, boiskowego szczęścia, które mieliśmy w poprzednim sezonie. Wtedy było sporo takich wyrównanych spotkań, ale w decydujących momentach, szczęście było po naszej stronie. Musimy się z tym pogodzić, bo tak to w sporcie bywa – zaznacza kapitan Piast.
W przerwie letniej Piast stracił Nespora, najskuteczniejszego zawodnika poprzedniego sezonu. Przepychanki na górze sprawiły, że nie udało się pozyskać wartościowego napastnika. Już w trakcie rozgrywek doszedł Sandro Gotal, który jednak łącznie nie zaliczył nawet 100 minut na murawie. Na dodatek Barisić zupełnie zatracił strzelecki instynkt. Z perspektywy czasu największą jednak stratą, wydaje się odejście Kamila Vacka.
– Na pewno w jakimś stopniu wpłynęło to na naszą postawę i wynik, ale myślę, że Michał Masłowski ma potencjał, aby go zastąpić. Nie raz pokazywał, że jest w stanie zagrać kombinacyjna piłkę i rozegrać fajną akcję. Jak pokazało życie, aby zdobywać gole, trzeba stwarzać sobie sytuacje, a na to pracuje cała drużyna, a niejeden zawodnik przekonuje Murawski.
W minionej rundzie Piast miewał gorsze i lepsze okresy. Pod koniec gliwiczanie nawet złapali właściwy rytm, ale na miejsce to się nie przełożyło.
– Cieszy to, że pod koniec rundy już ta nasza gra nieźle wyglądała. Pytanie jednak dlaczego tak późno to się stało. Niestety nie przełożyło się to na punkty – przyznaje „Muraś”.
Rewolucji kadrowej w przerwie zimowej na pewno nie będzie, ale roszad można się spodziewać. Radosłav Latal głośno mówi, że potrzebny mu jest napastnik, a najlepiej dwóch i środkowy pomocnik.
– Na pewno ściągniecie kilku nowych zawodników nie będzie złym posunięciem, bo zawsze trochę świeżości się przyda, zarówno w szatni, jak i na boisku. Jak jest rywalizacja, to jest większa mobilizacja i wtedy jakość też idzie do góry. Mam jednak nadzieję, że ci zawodnicy, którzy do nas dołączą, będą chcieli nie tylko grać, ale umierać za Piasta, bo w sytuacji jakiej jesteśmy, to jest bardzo ważne – zaznacza wychowanek Piasta.
Radoslav Łatal dał się poznać, jako bardzo wymagający trener, a szczególnie lubi dokręcić śrubę w okresie zimowym, kiedy jest więcej czasu na pracę nad siłą i motoryką. Ta zima zapowiada się jeszcze ciężej, bo jest nad czym pracować.
– Myślę, że nie będzie tak źle – śmieje się Murawski – Najgorszy z trenerem Latalem był pierwszy okres, bo w treningach w porównaniu do tego co miało miejsce za kadencji Agela Pereza, to była przepaść i przeskok z „nic nie robienia” na zasuwanie. Każdy już jednak wie, jak przetrwać te ciężkie treningi i nie ma obaw, że nie damy rady – zaznacza Murawski
Kapitan Piasta nie jest zadowolony, nie tylko w wyniku drużyny, ale też z własnej formy.
– Nie ma dwóch zdań, stać mnie na dużo więcej niż to co pokazywałem w tej rundzie. Dobrze, że z meczu na mecz było widać postęp. Pod koniec rundy zdecydowanie lepiej się czułem, dlatego trochę żałuję, że ten rok się kończy – podkreśla zawodnik.
Zanim jednak zawodnicy będą wylewać siódme poty na obozach w Czechach I Hiszpanii będę mogli troszkę odpocząć od piłki, a przede wszystkim pobyć z rodzinami.
– Można w tym okresie teraz trochę poszaleć, ale trzeba robić to głową . Święta spędzę standardowo, najpierw u mojej rodziny, potem u rodziny narzeczonej. To tak już nasza tradycja. Na Sylwestra natomiast jadę do Warszawy na weselu kolegi z Ruchu Chorzów. Potem wyjedziemy na jakieś cztery dni w góry. Mam nadzieje, że każdy odpocznie od piłki, zresetuje się, bo ten ostatni okres nie był dla nasz łatwy. A jak wrócimy do treningów to głód piłki będzie duży – podkreśla na koniec Radosław Murawski.
Opracowanie: piast.gliwice.pl





















