Piast Gliwice przegrał z Legią Warszawa 1:5 i była to najwyższa porażka gliwiczan w historii występów na szczeblu centralnym w meczu o punkty na własnym stadionie.
Wcześniej Piast przegrywał wysoko dwukrotnie. W 1961 r. uległ Gwardii Warszawa 0:4, a w 1985 roku Radomiakowi Radom w takim samym stosunku. To była jednak ówczesna II liga.
Na niższym szczeblu zdarzało się drużynie z Okrzei zebrać jeszcze większe baty. W 1962 roku gliwiczanie przegrali u siebie z Siemianowiczankom Siemianowice 0:6, a w 1953 roku ulegli Górnikowi Zabrze 0:5.
W Ekstraklasie w meczu domowym wcześniej Piast przegrał z Wisłą Kraków 1:4. To była najwyższa porażka u siebie.
Na wyjazdach bywało gorzej. W grudniu 2013 roku Piast przegrał z Zawiszą w Bydgoszczy 0:6 (bronił Dariusz Trela – Ekstraklasa). Cztery bramki strzelił wówczas Michał Masłowski. Już w tym sezonie Piast na inaugurację rozgrywek uległ Cracovii 1:5.
Zarówno w starciu z Cracovią jak z Legią w bramce Piasta stał Jakub Szmatuła.
– Zawsze można mieć jakieś pretensje, ale na szybko, jak oglądałem skróty, to były takie akcje, że trudno było coś zrobić więcej. Dostać pięć bramek u siebie, to wyjątkowo bolesne. Trudno mi jednak ocenić to spotkanie w naszym wykonaniu. Jasne, jestem w pełni przekonany, że nie zagraliśmy słabo, ale obawiam się jednak, że za jakiś czas nikt nie będzie o tym pamiętał, a w świat pójdzie jedynie wynik, który jest bardzo niekorzystny. – tak skomentował swój i kolegów występ Jakub Szmatuła.
Do bramkarza Piasta za ten mecz akurat nikt pretensji nie ma. Musiał być jednak golkiper z Gliwic mocno wkurzony na swoich kolegów z przednich formacji.
– Nasze ataki były dobre, bo stworzyliśmy sobie wiele bramkowych szans, ale żadnej nie udało nam się wykorzystać. To nie powinno tak wyglądać. Naprzeciwko klasowego zespołu nie można sobie pozwolić na tak wiele zmarnowanych okazji. Jest takie piłkarskie powiedzenie „niewykorzystane sytuacje się mszczą”. W niedzielę po raz kolejny zostało ono wcielone w życie – zaznacza Szmatuła.
Legia w meczu z Piastem pokazał moc i futbol z Ligi Mistrzów. Kontry „Wojskowych” były po prostu zabójcze. Niewiele pomogło zaangażowanie i serce do walki zawodników z Okrzei.
– Piłkarze Legii przeczekali ten nasz mocniejszy fragment. Nie pokrzyżowało im to planów taktycznych, a zaczęli grać z kontrataku, na co my nie zawsze byliśmy gotowi. Myślę jednak, że gdyby wcześniej udało nam się zdobyć gola, wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. A tak na otarcie łez zostało nam tylko trafienie Igora Sapały. Bardzo efektowne, jednak nie dające nam nawet punktu – stwierdza na koniec Szmatuła.
Ten mecz już przeszedł do historii, teraz gliwiczan czeka wyjazd do Lubina. Zagłębie w pierwszej części sezonu grało rewelacyjnie, ale teraz spisuje się przeciętnie. Piast przeciwnie – po średnim początku, kiepskim środku, teraz gra lepiej, ale nie przekłada się to na punkty. Miejmy nadzieję, że uda się wygrać z Zagłębiem i przezimować blisko kreski oddzielającej pierwszą ósemkę od drugiej.
opracowanie: piast.gliwice.pl/katowickisport.pl






















Dzidzia-a!-fe! ten kolo w pojedynkę pokazał Hebertom i innym Korunom na czym polega nowoczesny futbol.W artykule powyżej autor sugeruje ,że pierwsza ósemka jest na wyciągniecie ręki.Coorwa!-muszę się napić!
Siemianowiczankom??? Autor tekstu byl nieobecny w szkole, gdy uczono ortografii czy stworzyl nowa regule ortograficzna?