Większościowym udziałowcem Piast S.A. jest Gmina Gliwice. To więc przedstawiciel miasta, którym najczęściej jest wiceprezydent Gliwice – Piotr Wieczorek ma najwięcej do powiedzenia w kwestii wyboru sternika klubu.
Od momentu, kiedy powstała spółka, a było to całkiem niedawno, no w 2009 roku, nie brakowało niespodzianek w nominacjach na członków zarządu klubu. Zaczęło się od Zbigniewa Koźmińskiego, który pełnił funkcję wiceprezesa. Jeszcze większym zaskoczeniem było pojawienie się przy Okrzei Jarosława Kołodziejczyka. Nominacje Józefa Drabickiego czy Adama Sarkowicza już takich emocji nie wbudziły. Natomiast pojawienie się Marka Kwiatka przy Okrzei jest także niespodzianką sporego kalibru, bo jak sam nowy sternik klubu przyznał, wcześniej nie miał okazji pracować w żadnym klubie sportowym.
– Za prezesem rozglądaliśmy się od momentu, w którym Adam Sarkowicz złożył rezygnację. Mieliśmy różne kandydatury, a pan Marek Kwiatek był jedną z osób, które były w kręgu zainteresowania głównego akcjonariusza – miasta Gliwice, ale też i rady nadzorczej. W efekcie rozmów został wybrany na to stanowisko i mam nadzieję, że będzie pełnił tę rolę przez najbliższych kilka lat – wyjaśnia dlaczego akurat wybrano tego kandydata Grzegorz Jaworski.
Biorąc pod uwagę doświadczenie w zarządzaniu ‘zasobami” ludzkimi czy finansami to Marek Kwiatek bije tu wszystkich na głowę. Będąc dyrektorem Bumaru miał pod sobą 3,5 tysiąca ludzi i zarządzał grubymi milionami. Jak się okazuje ten czynniki przeważył.
– Aktualnie w polskiej ekstraklasie liczą się kluby, które są bardzo mocne finansowo i mają duże budżety. Nie ma co się okłamywać – bez wielkich pieniędzy wynik sportowy jest trudny do osiągnięcia. Jednym z najważniejszych dla nas argumentów był fakt, że Marek Kwiatek jest doświadczonym biznesmenem i menadżerem. Chcemy budować silną drużyną piłkarską, ale w oparciu o bardzo dobre podstawy finansowe. To jest nasz priorytet. Kluby, które nie są stabilne nie osiągną sukcesu w lidze, a tym bardziej w europejskich rozgrywkach – przekonuje Jaworski.
opracowanie: piast.gliwice.p






















Pan Kwiatek jest po prostu potrącony przez Walec Dobrej Zmiany, który szczególnie bezwzględnie wjechał do zbrojeniówki i rozwiózł po stanowiskach mnóstwo Misiewiczów.
Zejście z poziomu zarządzania tysiącami ludzi i setkami milionów budżetu do klubu skali Piasta to jak zejście do schronu z pałacu, który bombardują. Oby Pan Kwiatek znalazł w sobie potrzebę głębszego zaangażowania się w tak mały i specyficzny organizm jak sportowa spółka akcyjna, a nie tylko próbował przeczekać PiSomisiewiczów u władz koncernów.
Od trzymania za pysk wskaźników mogą nam się podusić emocje na trybunach…