W meczu 5. kolejki o mistrzostwo Ekstraklasy – Piast Gliwice bezbramkowo zremisował z Zagłębiem Lubin.
Jiri Necek zapowiadał, że jego drużyna wyjdzie na mecz z Zagłębiem ofensywnie ustawiona i sądząc po wyjściowym składzie, można było powiedzieć, że tak było. Od początku bowiem zagrali Barisić, Badia i Szeliga, ale w pierwszej jedenastce zabrakło Zivca.
Na początku bardziej ofensywnie jednak grali lubinianie. Gliwiczanie szybko jednak przeszli do kontrofensywy i już w 7. min na 25 metrze faulowany faulowany był Mokwa. Mraz spróbował bezpośredniego uderzenia, ale piłka odbiła się od zawodnika stojącego w murze i wyszła na róg. Po nim głową strzelał Hebert, jednak nie trafił w bramkę. W 14 min goście stanęli przed szansą otwarcia wyniku. Fantastycznie z przewrotki uderzył Piątek, ale równie efektowną interwencją popisał się Szmatuła, wybijając piłkę na róg. Ten pierwszy kwadrans zdawał się potwierdzać, że goście odczuwają w nogach mecze w eliminacjach do Ligi Europy i Pucharze Polski. Lubinianie nie formowali bowiem tempa, ale gliwiczanie też specjalnie szybko po murawie nie biegali. W 24 min kapitalnym uderzeniem zza linii pola karnego popisał się Sedlar, Polacek pofrunął jednak w powietrzu niczym ptak i wybił piłkę na róg. To był taki okres, kiedy gliwiczanie zamknęli gości pod ich polem karnym, tyle że nie przełożyło się to na kolejne sytuacje. Po pół godziny gry wciąż był bezbramkowy remis i nie zapowiadało się, że to się zmieni. Goście bowiem cofnęli się na własną całą drużyną, nastawiając się na grę z kontry, a zawodnicy Piasta bili głową w przysłowiowy mur. Gdy kibice prawie już zasypiali, Szmatuła postanowił ich obudzić. W 42. min bramkarz Piasta wyrzucił piłkę wprost pod nogi gracza Zagłębia, co skończyło się błyskawiczną kontrą i celnym strzałem Papadopulosa. Szmatuła zrehabilitował się jednak za ten fatalny wyrzut, bo w efektownym stylu obronił to uderzenie. W pierwszej połowie kibice bramek nie zobaczyli i raczej nie będą do tych 45 minut wracać pamięcią, bo oprócz walki nie wiele w tej odsłonie się działo.
Na drugą połowę oba zespoły wyszły bez zmian, co mogło sugerować, że trenerzy Piasta i Zagłębia zadowoleni byli z postawy swoich podopiecznych. Ta odsłona zaczęła się bardzo obiecująco dla drużyny z Okrzei. Zanim upłynęły trzy minuty gliwiczanie oddali już dwa celne uderzenia. Najpierw Masłowski strzelał głową, a potem z dystansu przymierzył Murawski, ale Polacek zbił piłkę na róg. Chwilę po tym znów zakotłowało się w polu karnym Zagłębia, jednak ponownie piłka wylądowała w rękach golkipera gości. W 56 min na 23 metrze faulowany był Badia. Szczęście próbował właśnie on, ale zupełnie mu strzał nie wyszedł. Zaraz potem na murawie zameldował się Filip Starzyński, co mogło oznaczać zmianę stylu gry Zagłębia na bardziej ofensywną. Nic takiego jednak się nie wydarzyło. Goście dalej bardziej koncentrowali się na defensywie niż atakowaniu, a zawodnicy Piasta nie potrafili znaleźć sposobu na taką postawę Zagłębia. Wydawało się, że z upływem czasu przyjezdni będą słabnąć, a tymczasem to oni po 70 min przejęli inicjatywę i przycisnęli gliwiczan. Jiri Necek zareagował wpuszczając do gry Zivca i Bukatę, a plac gry opuścili Badia i Masłowski. Czy aby jednak nie za późno to zrobił szkoleniowiec Piasta? Okazało się, że tak. Gliwiczanie nie zdołali zdobyć gola, który dałby im zwycięstwo. Już w doliczonym czasie gry Mraz padł w polu karnym jednak sędzia nie wskazał na wapno, choć zdaniem zawodnika Piasta ten był faulowany.
Biorąc pod uwagę, że gliwiczanie grali z rewelacyjnie spisującą się w pierwszych kolejkach drużyną, wywalczony punkt można uznać za cenny, ale oprócz walki i zaangażowanie ze strony zawodników, kibice nic więcej w tym meczu ciekawego nie zobaczyli. Brakuje zawodnika, który potrafi odnaleźć się pod bramką przeciwnika, dojść do sytuacji i strzelić, ale o tym wiadomo nie od początku sezonu.
Gliwice, ul Okrzei – 14.08.2016 – godz. 15:30
Piast Gliwice – Zagłębie Lubin 0:0
Piast: 1. Jakub Szmatuła – 22. Tomasz Mokwa, 25. Aleksandar Sedlar, 5. Marcin Pietrowski, 91. Hebert, 2. Patrik Mráz – 15. Michał Masłowski (74, 82. Martin Bukata), 9. Radosław Murawski, 21. Gerard Badía (74, 12. Saša Živec) – 10. Josip Barišić (87, 11. Paweł Moskwik), 26. Bartosz Szeliga.
W rezerwie: Dobrivoj Rusov, Edvinas Girdvainis, Maciej Jankowski, Uros Korun
Trener: Jiir Necek
Zagłębie: 1. Martin Polaček – 24. Jakub Tosik, 33. Ľubomír Guldan, 5. Jarosław Jach, 3. Đorđe Čotra – 9. Arkadiusz Woźniak, 20. Jarosław Kubicki, 28. Łukasz Piątek, 17. Adrian Rakowski (59, 18. Filip Starzyński), 14. Łukasz Janoszka (80, 7. Krzysztof Janus) – 27. Michal Papadopulos (70, 11. Artur Siemaszko).
W rezerwie: Konrad Forenc, Daniel Dziwniel, Filip Jagiełło, Sebastian Madera, Artur Siemaszko
Trener: Piotr Stokowiec
żółte kartki: Hebert, Mráz – Piątek, Kubicki, Tosik, Guldan.
Sędziowali: Paweł Raczkowski – Michał Obukowicz, Marcin Lisowski (Warsza), techniczny – Sebastian Krasny






















Jak się meczu nie da wygrać to trzeba go zremisować. Nie wglądało to najgorzej, ale widoczny brak napastnika bo Józek też szału nie robi. Dzięki za walkę.
To nie był zły mecz naszej drużyny, to był dobry mecz, ale czegoś tej drużynie takiego tyciu tyciu ciągle brak. Albo Vacek albo Nespor.
W obronie wygląda to solidnie. Sedlar – bardzo fajny nabytek i pewny punkt obrony. Pietrowski – jak zawsze solidny poziom, dzisiaj fajnie się sprawdził w roli ostatniego. Szeliga to dla mnie nieco lepsza wersja Smektały tzn. szybkość tak, pójście na przebój (jakieś przebitki te sprawy). Chłopak – typowy skrzydłowy. Normalnie potrzebuje 8-10 sytuacji by zamienić to na jednego gola. Poza tym ewidentny brak rozgrywającego (dzisiaj trochę próbował Badia, trochę Bukata). Radek Murawski na razie sezon gorszy niż poprzedni. Hebert trzyma swój poziom. Kuba Szmatuła lubi stwarzać sobie sam niebezepieczeństwo niedokładnymi wybiciami, Tomek Mokwa dzisiaj aktywniejszy od Patrika Mraza. Barisić – samotny biały żagiel. Masłowski – jeszcze potrzebuje czasu, za mało przebłysków. Brakuje agresywnego i skutecznego napadziora-egzekutora. A najlepiej dwóch, żeby można było z kogo wybierać, a od czasu do czasu dać im pograć razem.
Dobry mecz w wykonaniu Piasta. Nasi piłkarze dzisiaj Zagłębiu na wiele nie pozwolili. Szkoda, że nic nie wpadło no ale to jest problem od meczu z Goeteborgiem i wszyscy wiedzą dlaczego.
I jeszcze jedno: jest niedziela, ładna pogoda a na trybunach pustki. Szkoda.
jeszcze sa wakacje i długi wekend duzo ludzi wyjechalo i jest w rozjazdach 🙂
Mecz dobry w mojej ocenie posiadanie pilki ok, tworzone akcje, tempo moze minimalnie za wolne ale tak to dobrze to wygladalo. Niestety do happy endu brak egzekutora typu Nespor. Sarkowicz pobudka stac ten sklad na lepsze wyniki
Mecz w dobitny sposób pokazał, że żadne zaklinanie rzeczywistości przez trenera i zarząd nie pomoże. Z przodu nie mamy kim straszyć, brakuje silnego napastnika potrafiącego przepychać się i skutecznie walczyć o górne piłki z obrońcami przeciwnika. Szkoda, że przez krótkowzroczność i sknerstwo naszych władz cały wysiłek drużyny idzie na marne. Fizycznie nasza drużyna na tle Zagłębia wypadła całkiem dobrze. Obrona w miarę pewnie, środek chaotyczny, Masłowski zamiast szukać piłki to chowa się za plecami przeciwników, ataku nie ma. Bez wzmocnień formacji ofensywnej czeka nas raczej walka o utrzymanie, bo żeby marzyć o pierwszej ósemce trzeba systematycznie strzelać gole, a na chwilę obecną nie ma tego kto robić.
Mecz słaby , wolne tępo , dobrze że remis . Ale pytanie gdzie można dojść remisami , chyba nie do pierwszej ósemki .
Remisami to dojdziemy tam,gdzie są górniki – czyli do I ligi
Górnik idzie do II ligi jak narazie?
Brawo! Nareszcie Piast gra już prawie tak, jak tego oczekują włodarze. Jeszcze parę remisików, od czasu do czasu jakaś porażka i potem tylko lądowanie na dużo bardziej oszczędnym poziomie 1. Ligi PZPN. A więc … do zakochania jeden krok!