Śląsk Wrocław – Piast, pod szatniami

mraz-slaskJeszcze dwa miesiące temu o nowych zawodnikach Piasta nie wiele było wiadomo. Teraz już chyba każdy, kto śledzi rozgrywki polskiej ekstraklasy zna przynajmniej tę dwunastkę, która gra najczęściej. Na liderów drużyny wyrósł Kamil Vacek. To on w pierwszej połowie razem z Zivcem w meczu ze Śląskiem ciągnęli grę do przodu. Na lidera asysty natomiast wyrasta Partik Mraz. To po jego zagraniach padły obie bramki dla gliwiczan. Słowak cieszył się z wygranej, ale też czuł niedosyt.

– Śląsk wyrównał i mecz zrobił się ciężki. Po raz kolejny pokazaliśmy jednak, że umiemy grać w piłkę. Cieszymy się ze zwycięstwa, chociaż do przerwy mogliśmy strzelić przynajmniej jednego gola więcej, który dałby nam spokój. Powinniśmy być skuteczniejsi – powiedział zaraz po końcowym gwizdu sędziego Mraz.

Mraz dobrze zna Śląsk Wrocław. W niedalekiej przeszłości reprezentował barwy tego klubu. Nic więc dziwnego, że dobrze mu tam się gra.

– Kiedy wróciłem tu po raz pierwszy, jeszcze będąc zawodnikiem Górnika Łęczna, czułem, że ten mecz jest dla mnie szczególny. Teraz jednak spotkania ze Śląskiem są dla mnie jak wszystkie inne – Mam bardzo miłe wspomnienia związane z Wrocławiem. W końcu zdobyliśmy ze Śląskiem tytuł mistrzów Polski, a takich sukcesów się nie zapomina – podkreśla Mraz, który teraz dorzuca kolejne miłe wspomnienie, czyli wygraną nad Śląskiem.

W drugiej połowie trudniej już się grało Vackowi, Zivcowi i Nesporowi. Gracze Śląsk skutecznie ich zneutralizowali. Piast to jednak nie tylko ta trójka. Jak się okazuje, każdy z piłkarzy, który biega po murawie, może być zagrożeniem. Z zawodników, którzy najczęściej występuję w tym sezonie, na listę strzelców nie wpisali się jeszcze tylko Badia, Pietrowski i Szmatuła. Wygraną nad Śląskiem dały bramki Heberta i Koruna.

– Jesteśmy po to, aby pomagać kolegom z ataku tak, jak oni pomagają nam w obronie. Jeszcze raz podkreślę – jesteśmy drużyną. Wszyscy atakujemy i wszyscy bronimy – tak skomentował ten fakt Hebert. Czasami i obrońca musi zrobić coś w ataku. We Wrocławiu było tak ze mną i Hebertem, to wszystko – dodaje Korun.

Piast nie po raz pierwszy już w tym sezonie pokazał charakter. Gliwiczanie ledwie trzy minuty po stracie gola ponownie wyszli na prowadzenie.

– Odpowiednia reakcja na straconego gola pokazuje, że jesteśmy prawdziwą drużyną. Dla mnie to, że jesteśmy ze sobą tak blisko, że jesteśmy jak rodzina – ma największą wartość. To nasz dobry moment i musimy go utrzymać jak najdłużej – przekonuje Hebert.

W zespole ze Śląska także gra Słowak – Peter Grajciar, który tak tłumaczył porażkę swojej drużyny

– Bardzo ważnym momentem meczu był pierwszy gol dla Piasta. Tuż przed przerwą wbili nam gola do szatni i to na pewno wzmocniło ich psychicznie. Szkoda, że mimo iż zdołaliśmy szybko wyrównać, równie szybko rywale odzyskali prowadzenie. Uważam, że w momencie strzelenia gola na 1:1 byliśmy lepszym zespołem. Druga stracona przez nas bramka wynikała z naszego błędu. Za duża była przestrzeń między pomocnikami a defensywą i to zdecydowało, że przeciwnicy zrobili bramkową akcję. Później zabrakło nam trochę szczęścia, trochę zimnej krwi. Piast w końcówce mocno się cofnął, przed końcem meczu trudno nam było się dostać w pole karne gliwiczan – tak ocenił przebieg tego pojedynku Peter Grajciar.

Wiadomo już, że bez względu na wyniki niebiesko-czerwoni zachowają przewagę sześciu punktów nad wiceliderem i bardzo prawdopodobne, że powiększą ja nad kolejnymi drużynami. Pogoń gra bowiem z Jagiellonią, a Lechia podejmuje Zagłębie Lubin.

Opracowanie: piast.gliwice.pl
Cyt za: piast-gliwice.eu,wroclaw.sport.pl

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze