Ostatni mecz z Bełchatowem pokazał, że zawodnicy Piasta najlepiej się czują, jeśli mają możliwość grać ofensywnie. Konsekwencją narzucenia własnego stylu gry były trzy strzelone gole i kilka jeszcze dodatkowych sytuacji. W poprzednim meczu w Chorzowie, a jeszcze wcześniej grając we Wrocławiu, gliwiczanie próbowali w pierwszej kolejności skupić się na obronie własnej bramki i skończyło się to dla nich bolesnymi porażkami.
Nie da się jednak tylko grać do przodu, czasem trzeba też odbierać ataki rywala. W tej sytuacji kluczową rolę odgrywają boczni obrońcy, którzy nie tylko będą niwelować zagrożenie, ale też poprzez szybkie wyjścia stwarzać przewagę pod bramką przeciwnika. W rundzie jesiennej na bokach defensywy grali głównie Klepczyński i Brożek. Obaj w destrukcji spisywali się dobrze. „Klepa” nawet potrafił włączyć się do akcji ofensywnych i oskrzydlić przeciwnika. Brożek jest mniej aktywny w konstruowaniu akcji, za to jego strefę bardzo trudno się przedrzeć. W meczu z Bełchatowem Brożek nie zagrał z powodu urazu. Zastąpił go Moskwik.
Były napastnik Puszczy Niepołomice już od pewnego czasu był przygotowywany do gry na tej pozycji. Moskwik nie zawiódł. Szczególnie dużo robił wiatru w przodzie i pokazał, że potrafi szybko przemieścić się z piłką po pole karne przeciwnika. Nieco gorzej było z grą w tyle. Zdarzały mu się momenty, że zostawiał swoją strefę i nie zdążył wrócić. Tak było choćby przy straconej bramce. Michał Mak miał pełną swobodę przy dograniu piłki do Arkadiusza Piecha. Generalnie jednak jego debiut w pierwszym zespole Piasta trzeba ocenić na plus. Sam piłkarz też jest zadowolony z tego, co pokazał. – Wygraliśmy ważny mecz, może nawet kluczowy w grze o ósemkę. Nasza sytuacja w tabeli bardzo się poprawiła. Co do mojej gry, to wydaje mi się, że w debiucie pokazałem się z dobrej strony kibicom oraz trenerowi, ale niech mnie oceniają inni – mówił do dziennikarzy uradowany debiutant.
Moskwik ma 22 lata, tyle samo co Szeliga. Ten drugi jednak zaczął mecz na ławce rezerwowych. Po pierwszej połowie jednak Piast przegrywał, a jednym ze słabych punktów tym dniu był Adrian Klepczyński – Adrian miał dziś słabszy dzień, ale każdemu to się może przydarzyć. Jego zmiana podyktowana jednak była tym, że chcieliśmy bardziej grać do przodu. Mecz nie układał się po naszej myśli, musieliśmy zaryzykować, aby zmienić wynik i to się udało – tak tłumaczył postawę swojego podopiecznego Angel Perez –
Dostałem zadanie od trenera, że wejdę na prawą obronę i będę oskrzydlał akcje częściej. Bardzo się cieszę, że się to udało, bo mogło to pójść w drugą stronę. Mogliśmy stracić drugiego gola, ale na nasze szczęście tak się nie stało. Wygraliśmy mecz, przesuwamy się w górę tabeli. Do Bydgoszczy jedziemy w dobrych nastrojach i po zwycięstwo – podkreślał już po końcowym gwizdku arbitra Bartosz Szeliga.
„Szeli” tym razem nie zaliczył asysty, nie zdobył też gola, ale miał spory udział w kacjach ofensywnych – Skuteczność nasza może nie była stuprocentowa, ale strzeliliśmy trzy bramki, jest się z czego cieszyć i niech tak zostanie, ale pracować nad skutecznością trzeba – dodaje skrzydłowy Piasta.
Dobry mecz Moskwika i Szeligi da do myślenia trenerom, ale na pewno czas Brożka i Klepczyńskiego nie minął. Zważywszy, że środkowi obrońcy Piasta to młodzi zawodnicy, trochę doświadczenia w liniach defensywnych też jest potrzebne. Samą fantazją i grą do przodu z bardziej wymagającymi rywalami będzie ciężko osiągnąć dobry wynik. Tak czy inaczej, najważniejsze, że Angel Perez ma możliwość manewru i dostosowania składu w zależności z kim i gdzie gra.
Opracowanie: piast.gliwic.pl






















Z innej beczki. Na Murawskiego nie idzie patrzeć. Niestety ale on ciągle gra chaotycznie. Nie potrafi piłki uspokoić i przytrzymać przy sobie.