14 października 2014 roku minęło 50 lat od momentu, kiedy Egon Franke, florecista Piasta i najwybitniejszy sportowiec w historii gliwickiego klubu – zdobył pierwszy w historii polskiej szermierki złoty, olimpijski medal. – W pierwszej chwili nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego co się wydarzyło, dopiero nad ranem, po nieprzespanej nocy zdałem sobie sprawę, że zdobyłem złoty, olimpijski medal – tak po latach wspomina ten dzień Egon Franke.
W najbliższą sobotę 18. października Egon Franke będzie gościł w Gliwicach. Uświetni swoją obecnością zawody Pucharu Polski w szpadzie młodzików, które odbędą się w naszym mieście, a potem odbędzie się uroczysta gala na której Mistrz Olimpijski zostanie uhonorowany. A my dziś przypominamy jak Egona wywalczył ten medal.
Jesień, 1964 rok – z całego świata zjechało się do Tokio ponad 5 tys sportowców na XVIII Igrzyska Olimpijskie. Wśród nich było trzech reprezentantów Piasta: Bogdan Gonsior, Mikołaj Pac Pomarnacki i Egon Franke. Wszyscy wrócili z tarczą, ale na najwyższym podium stanął tylko Egon Franke. – W przeddzień turnieju indywidualnego przeprowadziłem w kuchni naszego domku w wiosce olimpijskiej lekcję z Egonem. Powiedziałem mu wówczas: no Egonie, będę zadowolony tylko ze złota” – tak wspomina początek drogi do złotego medalu trener polskiej reprezentacji Zbigniew Czajkowski.
W walce o złoto Egon Franke zmierzył się z Jean-Claude Magnanem. Reprezentant Polski prowadził już 3:0, ale Francuz nie dawał za wygraną i doprowadził do stanu, kiedy prowadził 4:3. Znaliśmy się doskonale, czasem ja wygrywałem czasem Magnanem. Musiałem coś
nowego wymyślić i wykombinowałem trafienie w plecy. Francuz był tym zaskoczony. Zrobiło się 4:4. Ostatni cios to tak sam wyszedł i było to pięknie trafienie – opowiada po latach Franke
Na tych Igrzyskach Polska zdobyła pierwszy w historii szermierki złoty olimpijski medal, a uczynił to właśnie florecista Piasta. Kilka dni później Franke razem z Parulskim, Różyckim, Skrudlikiem, i Woydą wywalczył srebrny medal w turnieju drużynowym. Przyznam, to było bardzo przyjemne uczucie. Ten medal zmienił moje życie. – przyznaje mistrz olimpijski z Tokio.
To był największy sukces w historii Piasta, choć w 2012 roku, też szpadzista gliwickiego klubu – Ruben Limardo powtórzył wyczyn Franke, tyle, że Limardo w Londynie bronił barw Wenezueli.
Egon Franke przywiózł z Tokio jeszcze jeden medal – za tytuł mistrza świata, ponieważ turniej olimpijski wówczas był równocześnie mistrzostwami globu. W Gliwicach bohatera z Tokio witały tłumy, choć i w tym przypadku ma miejsce zabawna historia – Do Gliwic przyjechałem dzień wcześniej przed tym planowanym powitaniem. Na miejscu dowiedziałem się, przed dworcem mają mnie uroczyście witać. Aby nie psuć nastroju, wsiadłem po cichu do pociągu, pojechałem do Zabrza, tam przesiadłem się do pociągu, który jechał do Gliwic i wszyscy myśleli, że właśnie wróciłem z Tokio – zdradza ze śmiechem po latach Franke.
Mistrza olimpijskiego witały tłumy. Uformował się nawet pochód, prowadzony przez orkiestrę huty ,,1-go Maja” i chłopców niosących transparent „Gliwice witają mistrza olimpijskiego – Egona Franke”. Pochód przemaszerował głównymi ulicami do świetlicy klubowej, gdzie odbyło się pierwsze olimpijskie spotkanie.

opracowanie: piast.gliwice.pl:
foto: archiwum: piast.gliwice.pl





















