Pierwszy zespół Piasta w trzech meczach ligowych zdobył tylko dwa gole. W środkowym spotkaniu rezerw przeciwko Skalnikowi Gracze sam Krzysztof Hałgas aż trzykrotnie pokonał bramkarza gości. Nic więc dziwnego, że „Hałgi” uśmiechnięty opuszczał plac gry.
– No pewnie, że jestem zadowolony, cała drużyna jest zadowolona. W minioną sobotę daliśmy plamę, przegraliśmy ze słabym zespołem praktycznie w tym samym składzie. Dziś jednak pokazaliśmy dobry futbol, wygraliśmy 4:0, myślę, że jest to zasłużone zwycięstwo – komentuje Hałgas.
Piast atakował od początku i widać było, że kwestią czasu jest, kiedy padnie bramka. Najwięcej klarownych sytuacji miał Hałgas, ale gol padł dopiero w 37 min. Na bramkę
Skalnika uderzał Dziczek, Kowalczyk „wypluł” piłkę przed siebie, dopadł do niej „Hałgi” i otworzył wynik tego pojedynku – Ta pierwsza bramka dodała mi pewności siebie. Lepiej mi się potem grało. Wcześniej bowiem nie trafiłem dwóch setek – przyznaje autor tego pierwszego trafienia.
Na 2:0 wynik podwyższył już po przerwie Kubik, wykańczając podanie Janczyka. Przy trzecim golu też asystował Janczyk, który zagrał na wolne pole do Hałgasa, a ten przytomnym strzałem między nogami bramkarza umieścił piłkę w siatce. To była 80 minuta, a ledwie 180 sekund później Stocki mocno uderzył, Kowalczyk odbił piłkę przed siebie, co bezlitośnie wykorzystał Hałgas. – Gole cieszą , ale bardzo zdobyte punkty. Mam nadzieję, że teraz będziemy je już regularnie zdobywać – uśmiecha się autor trzech trafień.
Gdy się gra z ostatnią drużyną w tabeli, to wygrana jest obowiązkiem. Skalnik rzeczywiście zbyt dużych oporów nie stawiał. Goście przez większość meczu się bronili, co popsuło nieco humor Angelowi Perezowi. Szumski nie miał bowiem zbyt dużo pracy, a trenerzy przyglądali mu się pod kątem jego gry w Szczecinie. Na trybunach bowiem szeptano, że po ostatnim meczu z Lechią notowania Alberto u klubowych władz mocno spadły.
– Z perspektywy trybun można powiedzieć, ze rywal była słaby, ale na boisku to my byliśmy zdecydowanie lepsi i dlatego wygraliśmy – tak natomiast ocenił ten mecz bohater tego starcia.
Co takiego się stało, ze Hałgas tak nagle odpalił, a co ważne, miał tych sytuacji znacznie więcej. Odpowiedź wydaje się być prosta. W sparingach czy pierwszych meczach rezerw ustawiono go ostatnio na boku obrony. Efekt był tego taki, że nie goli nie strzelał, a jeszcze w Ozimku zawalił bramkę. Po powrocie na swoją ulubioną pozycję, czyli bok pomocy Hałgas odżył i od razu się rozstrzelał, choć może było to spowodowane obecnością na trybunach całego kierownictwa klubu i kompletnego sztabu szkoleniowego. – To miło, ale myślę, że to nie miało większego znaczenia. Nawet jakby ich nie było, to wychodzimy na boisko po to, by grać jak najlepiej i zdobywać trzy punkty – mówi Krzysztof Hałgas.
Miało czy nie miało znaczenia. ale na grę i zaangażowanie gliwiczan w tym meczu miło było popatrzeć.
źródło: piast.gliwice.pl





















