Kamil Wilczek jest jednym z trzech zawodników, którzy przed tym sezonem przyszli do Piasta z Zagłębia Lubin. Teraz, kiedy kończy się ten sezon możemy śmiało już powiedzieć, że trójka pozyskanych z tego klubu zawodników sprawdziła się. Horvath, Hanzel i Wilczek łącznie zdobyli dla Piasta 16 bramek. Hanzel i Wilczek zaliczyli też po trzy asysty. Oni sami pewnie nie żałują, że grają dziś dla Piasta. W przyszłym sezonie będą bowiem występować w ekstraklasie, a Zagłębie w I lidze.
Już wcześniej chciałem odejść z Lubina, ale było to możliwe dopiero, gdy skończył mi sie kontrakt. Nie czułem się dobrze w tym klubie, co zresztą było widać na boisku. To były dla mnie trzy trudne lata. Odszedłem w odpowiednim momencie, teraz gram w piłkę i się z tego cieszę – mówi Kamil Wilczek.
Zagłębie to finansowy krezus. Klub ten co roku powinien grać przynajmniej w eliminacjach do Ligi Europy, a tymczasem rozpaczliwie od kilku sezonów walczył o ekstraklasowy byt. W miniony piątek lubinianie po raz trzeci w tym sezonie musieli uznać wyższość Piasta. – Pierwszą sytuację w drugiej połowie miało Zagłębie, ale gola zdobyliśmy my. Potem lubinianie mieli jeszcze chyba ze trzy dobre okazje, ale nasz drugi gol przesądził o wygranej. Myślę, że byliśmy lepsi i zasłużenie wygraliśmy.
Gliwiczanom do utrzymania wystarczył remis. Zawodnicy Angela Pereza postawili sobie jednak inny cel. – Nie było żadnych kalkulacji od początku, co chyba było widać. Ja już w pierwszej połowie miałem dwie sytuacje, Ruben też miał okazje. Za tą pierwszą połowę trzeba pochwalić bramkarza Zagłębia, bo wyciągnął kilka fajnych piłek po naszych strzałach, ale w drugiej połowie dwa razy skapitulował, a Darek Trela ani razu – trafnie zauważa Wilczek.
Kilka dni przed piątkowym meczem Kamilowi urodził się syn. Angel Perez pozwolił zawodnikowi odebrać żonę i dziecko ze szpitala w dniu meczu. Dzięki temu oboje mogli już kibicować Kamilowi przed telewizorem. Wilczek bardzo chciał w tym spotkaniu zdobyć gola, aby mógł wykonać tzw. kołyskę, ale nie udało się – Ja nie strzeliłem, ale zrobili to za mnie koledzy. Zadedykowali to mojemu synowi . Bardzo im za to dziękuję – stwierdza z uśmiechem napastnik Piasta.
W tej końcówce sezonu rozstrzelali się Ruben i Wilczek. Hiszpan uciekł już jednak w tej klasyfikacji na najlepszego strzelca Piasta wychowankowi WSP Wodzisław Śląski. – Bramki cieszą, ale najważniejsza jest drużyna. Jeśli będzie taka okazja, to pomogę Rubenowi, aby tych goli miał jak najwięcej.
Dla Kamila Wilczka jest to najlepszy sezon w karierze, a mógł być jeszcze lepszy, gdyby byli już trenerzy Piasta – Brosz i Dudek tak często nie rotowali składem. – Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że na dwie kolejki przed końcem sezonu utrzymaliśmy ekstraklasę, że wygraliśmy trzy mecze z rzędu. Na tym jednak nie zamierzamy kończyć. Chcemy być jak najwyżej w tabeli. Trzeba wykorzystać to, że złapaliśmy dobrą formę, wygrać te ostatnie dwa mecze. jak nam się to uda, to z czystym sumieniem pojedziemy na urlopy – deklaruje Wilczek.
źródło: piast.gliwice.pl





















