Wojciech Kędziora po raz ostatni w meczu o punkty zagrał 8. grudnia, a więc prawie 10 miesięcy temu. Było to w wygranym 3:1 spotkaniu wyjazdowym z GKS Bełchatów. Po tym zwycięstwie gliwiczanie praktycznie zapewnili sobie utrzymanie w Ekstraklasie i zimą mogli przygotowywać się do rundy rewanżowej pod kątem walki o wyższe cele. Piastowi udało się zakończyć miniony sezon na czwartym miejscu. „Kędi” jednak wiosenne zmagania oglądał trybun, bo jeszcze przed sezonem nabawił się poważnej kontuzji kolana.
Były obawy czy zawodnik w ogóle wróci do uprawiania profesjonalnego sportu. Wątpliwości jednak nie miał Kędziora. Piłkarz, który w przeszłości wykaraskał się nie mniej poważnych kontuzji, cały czas wierzył, że wróci na boisko. Stało się to w miniony weekend w meczu rezerw – Wreszcie się doczekałem powrotu na boisko! Bardzo się z tego cieszę. Zagrałem pół godziny, kolano jest w porządku, choć wiadomo, że jeszcze odczuwam wykonany na nim zabieg. Robię wszystko na treningach, aby wrócić do pełni formy i znów pomagać kolegom na boisku – mówi w rozmowie z Dziennikiem Zachodnim najskuteczniejszy napastnik Piasta ostatnich lat.
„Kędi” nie jest typowym łowca bramek. Potrafi skutecznie wypracować sytuację kolegom, przepchać się w polu karnym, wrócić za akcją i odebrać piłkę. – W rundzie jesiennej poprzedniego sezonu strzeliłem pięć bramek, miałem asysty i czułem, że w każdym meczu jestem w stanie pomóc zespołowi – potwierdza piłkarz.
To nie przypadek, że Kędziora jest tak wszechstronnym zawodnikiem. W przeszłości wychowanek Sośnicy Gliwice grywał na różnych pozycjach, czyli w pomocy i na obronie. Te cechy pozwoliły zrobić z niego prawdziwego wojownika, takiego jakiego znamy z akcji promocyjnej, którą prowadził Piast po powrocie do Ekstraklasy – Chcę wrócić do tamtej formy, ale na razie cieszę się z małych kroków, takich jak pół godziny w meczu rezerw. Najważniejsze, że mogłem wreszcie zagrać – dodaje piłkarz.
Po tak długiej przerwie trudno liczyć, aby trener posłał go do boju od początku meczu, szczególnie, że obiecująco w starciu z Podbeskidziem zaprezentował się Rabiola. „Kędi” zdaje sobie z tego sprawę, ale już nie liczy, tylko wręcz marzy chociaż na powołaniu go do meczowej osiemnastki – To jest moje marzenie, byłoby super! Zdecydowanie wolę grać niż oglądać mecze Piasta. Nerwy są o wiele większa, kiedy siedzisz na stadionie i nie możesz samemu wyjść na boisko. Oczywiście decyzja zależy do trenera Marcina Brosza, który nas obserwuje podczas treningów – mówi Kędziora.
„Kędi” nie chce, aby pominął go, kolejny dobry wynik Piasta. Gliwiczanie przecież wciąż są w ósemce, a od czwartej w tabeli Wisły dzieli podopiecznych Marcin Brosza tylko cztery punkty. Były piłkarz Zagłębia Lubin wierzy, że jego zespół szybko dogodni czołówkę – Piast po wygranej w Bielsku, powinien znów zacząć zwyciężać. Ja chciałbym już mieć w tym swój udział – optymistycznie stwierdza Kędziora
Źródło: piast.gliwice.pl/Dziennik Zachodni






















Zycze mu wszystkiego najlepszego. Ale to juz jes musztarda po obiedzie-szkoda
Wątpisz w to, że dojdzie do dobrej dyspozycji?