Strzelanie goli to najlepszy narkotyk – Collins John

Collins-Slask– Ze swojej kariery jestem zadowolony. Mam 27 lat. Grałem w najlepszej lidze na świecie. Rozegrałem w niej 95 meczów, zagrałem w reprezentacji Holandii.  Teraz jestem w Polsce i wierzę w swoje umiejętności oraz to, że dostanę szansę – mówi w rozmowie z Przeglądem Sportowym – John Collins. Liberyjczyk z holenderskim paszportem przyznaje, że jeszcze nie jest w meczowej formie, ale jest przekonany, że podbije serca kibiców Piasta. Czy tak się stanie?

Choć z drużyną trenuje już dwa miesiące, wciąż nie ma miejsca w podstawowym składzie. W polskiej ekstraklasie zaprezentował się dopiero przez 9 minut. Ale trudno się dziwić, skoro gracz powoływany niegdyś do reprezentacji Holandii, strzelający gole w Premier League Chelsea, Liverpoolowi czy Manchesterowi United ma najzwyczajniej w świecie nadwagę. To dlatego haruje jak wół, by zaistnieć nawet na peryferiach

 Klub był pod presją
Collins przez dwa lata tułał się po różnych zakątkach świata. Liczbę meczów, w których zagrał, dałoby się pokazać na palcach obu dłoni. To musiało się tak skończyć. Zatracił swoje podstawowe atuty: szybkość i dynamikę. Jest ociężały, brakuje mu przyspieszenia na pierwszych pięciu metrach. Szybko opada z sił.

– Myślę, że Piast podpisał z nim kontrakt, bo znalazł się pod presją, gdy odszedł główny napastnik Marcin Robak. Drużyna potrzebowała atakującego i John był pod ręką. Piłkarz ma wciąż duże zaległości fizyczne. Powrót do formy trochę mu jeszcze zajmie, moim zdaniem ze dwa, trzy miesiące – uważa Jerzy Dudek, który pamięta Johna z Premier League i widział go na kilku treningach w Gliwicach.

Były gracz ligi angielskiej pobyt w Piaście traktuje bardzo poważnie. Nie zachowuje się jak gwiazdor. Nie panoszy się, nie ustawia nikogo po kątach. Jest skoncentrowany i zaangażowany. Aktywny w treningowych gierkach. Wychodzi na pozycje, szuka gry, a nieudane strzały mocno przeżywa – łapie się za głowę, jakby zmarnował właśnie dobrą szansę w meczu ligowym. Problemem jest w zasadzie przygotowanie fizyczne, bo napastnik wciąż dobrze się zastawia, nie traci piłek, ma dobry przegląd pola, szybką nogę i celne podanie. Do Gliwic przyjechał pełen pokory. Przez ostatnie dwa sezony zwiedził Azerbejdżan (FK Qabala), Iran (Mes Sarcheshmeh). Był też w Anglii w czwartoligowym Barnet.

Strzelanie goli lepsze niż kokaina
– Nie zrobiłem tego ani ze względu na Tony’ego Adamsa (legenda Arsenalu) w Qabali, ani dla Edgara Davidsa w Barnet. W tamtym okresie nie chciały mnie po prostu inne kluby. Miałem do wyboru siedzenie w domu, albo granie w piłkę. Gdybym mógł wybrać jedną z sześciu ofert, zdecydowałbym się na coś innego. Tak jednak nie było. Myślę, że boisko jest jednak lepszą opcją niż kanapa, piwo i pilot – wyjaśnia wytatuowany zawodnik, który na wspomnienie o Premier League uśmiecha się jak mały chłopiec. – Strzelanie goli to najlepszy zastrzyk energii, pozytywnych emocji, jaki może cię spotkać. Lepszy niż kokaina, hasz, marihuana. Oczywiście nigdy tego nie próbowałem, ale przypuszczam, że bramka z United czy Chelsea bije to uczucie na głowę. Dwa miesiące temu rozmawiałem z Klassem-Janem Huntelarem. Powiedział mi: „Collins, kiedy zdobędzie się bramkę, czuję się… jakbym był ponad światem i patrzył na wszystko z góry. To najlepszy narkotyk”. Zgadzam się z nim. Cała twoja ciężka praca, presja, emocje wychodzą z ciebie. Wyrażasz siebie i jesteś królem – mówi 27-latek.

Trzy treningi dziennie
John trafił do Gliwic dzięki Krzysztofowi Królowi. Obaj zawodnicy przyjaźnią się od momentu wspólnej gry w Chicago Fire (2010 rok). – Collins mówił, że wciąż szuka klubu. Wiedziałem, że odejdzie od nas Marcin Robak i rzuciłem trenerowi Broszowi hasło, że taki zawodnik jest do wzięcia za darmo i chciałby odbudować się w Piaście – opowiada lewy obrońca, który jest nieformalnym opiekunem zawodnika. Pomógł znaleźć mu mieszanie w Katowicach, załatwił kilka formalności, służy jako tłumacz.

– Sprawdziliśmy jego CV i nawet się nie zastanawialiśmy. Nie przypominam sobie, żeby któryś z graczy w ekstraklasie miał na koncie tyle występów w Premier League – zachwala Dariusz Dudek, asystent Marcina Brosza. Zgadza się także ze swoim bratem, co do kwestii formy Johna. – Nie liczyliśmy, że Collins od razu nas zbawi. Wiedzieliśmy, że ma poważne zaległości. Przyszedł do nas w momencie, gdy reszta drużyny wykonała już najcięższą pracę w okresie przygotowawczym. Przedstawiliśmy mu indywidualny model zajęć, on go zaakceptował. Chce się przełamać, grać w piłkę. Są dni, kiedy trenuje trzy razy. Liczymy, że pomoże nam w ostatnich kolejkach tej rundy. Za około trzy miesiące powinien być w pełni formy – przekonuje. – To proces długofalowy. Collins nie miał kontuzji. Po prostu w ogóle nie grał w piłkę w meczach o stawkę. Występów w rezerwach nie można do tego porównać. Ma jednak bardzo duży potencjał – dodaje Dariusz Dudek.

Piłkarz zgadza się z tym, że ma problemy fizyczne. – Dobrze, że mam za sobą debiut w ekstraklasie. Czuję się teraz bardziej komfortowo. Fakty są jednak takie, że przede mną jest jeszcze długa droga, żeby dojść do dyspozycji z najlepszych czasów – ocenia.

Dziecko urodzi się w Polsce
Zawodnik dobrze czuje się na Śląsku. Mieszka na tym samym osiedlu co Król. Z nim dojeżdża na treningi. – Jesteśmy dobrymi kumplami. Krzysiek pomaga mi też w nauce języka. Wiele opowiadał o Polsce. Dzięki niemu szybciej mogę się tu odnaleźć – chwali kolegę John. Podobają mu się też Katowice. – Na miejscu jest świetna prywatna klinika. Moja dziewczyna jest w szóstym miesiącu ciąży. Potrzebuje fachowej opieki i taką tu ma. Poród spodziewany jest na grudzień-styczeń. To moje pierwsze dziecko. Urodzi się w Polsce – przyznaje.

Bardzo podkreśla, że rodzina jest dla niego na pierwszym miejscu. – Jeżeli coś stałoby się z moją rodziną, rzuciłbym piłkę tego samego dnia. Zerwałem kontrakt w Azerbejdżanie, bo moja mama była chora. Wcześniej, jak byłem mały, zamordowali mojego ojca podczas ludobójstwa w latach 80 w Liberii. To dlatego szybko stamtąd wyjechaliśmy do Holandii – opowiada.

John ceni Polaków. – Lubicie ciężko pracować. Jesteście szczerzy, macie silną mentalność. Grając tu w piłkę, wzmacniam też swój charakter, ponieważ życie nie jest tu proste. Trzeba ciężko zasuwać, żeby osiągnąć sukces. Lubię Polskę. Niedawno razem ze swoją dziewczyną byliśmy w Warszawie. Bardzo podoba mi się to miasto. Wcześniej byłem też w Krakowie. Z kolei w Gliwicach mamy bardzo dobre warunki do trenowania. Nowoczesny stadion, zaplecze, siłownię, dobrze przygotowane boiska boczne. Piłkarze powinni być wdzięczni, że mogą w takich warunkach pracować.

Życiowy optymista
John znalazł się na poważnym zakręcie swojej kariery. W sezonie 2005/06 zdobył 12 bramek w 38 meczach dla Fulham. Dwa razy zagrał dla reprezentacji Holandii w składzie z takimi piłkarzami jak Edwin van der Sar, Robin van Persie, Arjen Robben czy Wesley Sneijder. Jego fenomenalny wolej z Middlesbrough słabszą lewą nogą z 2006 roku kandydował do miana najpiękniejszej bramki sezonu.

– Każdy, kto potrafi strzelić taką liczbę goli w Premier League dla takiego klubu jak Fulham, będąc tylko rezerwowym, zasługuje na Manchester United. To wielki talent – mówił o nim dwa lata temu Dave van den Bergh, były gracz Ajaxu Amsterdam, który razem z nim debiutował w reprezentacji Holandii w meczu ze Szwecją. Collins, mimo że wówczas zaczął w pierwszym składzie tylko 16 z 35 meczów w lidze, był najskuteczniejszym graczem zespołu. – Kto był moim nauczycielem? Nikt. Obserwuję wielu napastników i staram się powtarzać to, co najlepsze. W Fulham to było właśnie naszą siłą. Każdy uczył się od każdego. Mieliśmy bardzo dobrą, wyrównaną drużynę. Lubiłem oglądać w akcji Tomasza Radzińskiego. Był starszy ode mnie, imponował szybkością i dynamiką. Spotkałem się z nim dwa miesiące temu w Belgii. Wypiliśmy kawę, pogadaliśmy. To mój bardzo dobry kolega. A idol? Hmm… Djibril Cisse, Fernando Torres i Jermaine Defoe.

John z obiegu wypadł po dymisji Chrisa Colemana w Fulham, trenera, który ściągnął go do Londynu. Obecnego selekcjonera Walijczyków zastąpił Lawrie Sanchez, a później menedżerem został Roy Hodgson. – Ściągnął kilku piłkarzy, stałem się 5-6 wyborem. Nie mogłem czekać – wyjaśnia przyczyny odejścia. Od tego momentu rozpoczął serię wypożyczeń. Żadne nie było trafione. Nie odnalazł się w Championship (w Leicester i Watfordzie). W NEC przez dziewięć miesięcy leczył kontuzję. Z kolei z belgijskiego Roeselare odszedł przez kłopoty finansowe klubu. Popadł w stagnację i znalazł się na lodzie. – Można z tych lekcji wyciągnąć jedynie wnioski. Bo kto jest w stanie stwierdzić, co jest dla niego dobre? – uważa. – Żyję z dnia na dzień, nie marzę o powrocie na Wyspy. Cieszyłem się każdym momentem podczas pięcioletniej gry w Anglii. Częścią życia są zmiany.

– Ze swojej kariery jestem zadowolony. Mam 27 lat. Grałem w najlepszej lidze na świecie. Rozegrałem w niej 95 meczów, zagrałem w reprezentacji Holandii. Jest źle? – pyta retorycznie. – Teraz jestem w Polsce i wierzę w swoje umiejętności oraz to, że dostanę szansę.

źródło: Przegląd Sportowy

2 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Wkatowicachteżpiast

To mi się podoba. Dobre podejście i ciężka praca, a będziemy mieli jednego z najlepszych napastników w lidze. Koniec z Docekalem w ataku 😉 A za Robakiem płakał nie będę.

mex

trenuj, trenuj my trzymamy kciuki 🙂