Ponad czterdzieścioro dzieci ze szkółki piłkarskiej TEAM wzięło udział w pierwszym obozie sportowym organizowanym przez Jarosława Kaszowskiego i trenerów szkolących piłkarskie narybki w tej Akademii. Dzieci bawiły się, ćwiczyły i odpoczywały w uroczej , położonej w Pieninach miejscowości Sromowce Wyżne. Młodzież nie pojechała tam jednak podziwiać górskich widoków, ale szlifować swoje, piłkarskie umiejętności.
– To był prawdziwy obóz. Pogoda nam dopisała, więc dwa razy dziennie ćwiczyliśmy na otwartym boisku. Wieczorami mieliśmy do dyspozycji salę gimnastyczną i pomieszczenia, gdzie dzieci mogły nawet wieczorem bawić się z piłką – wyjaśnia Jarosław Kaszowski.
W Szkółce Kaszowskiego sporo dzieci nie ukończyło jeszcze 7 lat. Dla nich, ale i również i dla starszych był to pierwszy, samodzielny wyjazd i to na dodatek na prawdziwy obóz. Co ciekawe rozłąkę z rodzicami najlepiej znosiły najmłodsze dzieci – Trochę się tego obawialiśmy. Dla Wojtka Gontarewicza i Pawła Zajączkowskiego nie był to pierwszy wyjazd na tego typu sportowe imprezę. W zasadzie oni jeżdżą co roku, ale ze starszymi dziećmi. Nie mniej jednak, jak już w drugim dniu rozkleił nam się i to jeden z najstarszych chłopaków to miałem wątpliwości czy dotrwamy do końca. Maluchy okazały się jednak bardzo dzielne. Czym dłużej trwało zgrupowanie tym mniej dzwonili do domów – uśmiecha się Kaszowski.
Chyba jednak nie ten czynnik zadecydował o tym, ze dzieci nie chciały wracać do Gliwic. – Każdy dzień obozu był starannie zaplanowany. Oprócz treningów byliśmy na dwóch wycieczkach. Zobaczyliśmy przystań flisaków na Dunajcu. Była też okazja, aby zamoczyć nogi i nacieszyć sie słońcem. Wieczorami były konkursy i zabawy. Zorganizowaliśmy mistrzostwa obozu w piłkarzykach. Nie zabrakło również ogniska, grilla i pieczenia kiełbasek – wylicza były piłkarz Piasta.
Zadowolone były również dzieci – Było fantastycznie, szkoda tylko, że tak krótko. Ja bym tam całe wakacje siedziała i grała w piłkę – dzieli się wrażeniami Julia, jedna z najlepszych zawodniczek w Szkółce.
Nie mniej ważny fakt, był, ze wszystkie dzieciaki wróciły bez kontuzji i urazów, co najwyżej z siniakami , bo tak zaciekle ćwiczyły na zajęciach – śmieje się mama Julii, która na zgrupowanie pojechała jako pielęgniarka.
Jesteśmy bardzo zadowoleni. W przyszłym roku będziemy chcieli zorganizować dwa turnusy. Na takich obozach dzieci robią ogromne postępy, poprawiają sprawność i koordynację – wyjaśnia jakie korzyść płyną z takiego zgrupowania Kaszowski.
Właściciel Szkółki TEAM zapomniał jeszcze powiedzieć o bardzo ważnej umiejętności, jakie nabywają dzieci na tego typu zgrupowaniach – uczą się jak radzić sobie bez rodziców, czyli samodzielności.






















