Mateusz Matras wychowankiem Piasta wprawdzie nie jest, ale urodził się i wychował w niedalekich Ornontowicach. Tam wypatrzył go Fryderyk Cholewa i ściągnął Na Okrzei. Szybko wbił się do pierwszego składu, stając się ważnym ogniwem zespołu. Gdy go na chwilę zabrakło w składzie w spotkaniu z Cracovią, gliwiczanie mieli spore problemy w grze obronnej. Marcin Brosz w pojedynku pucharowym już nie eksperymentował, wystawiać go od pierwszej minut.
W miniony czwartek „Mati” rozegrał kapitalne spotkanie, strzelił gola, był bardzo bliski drugiego trafienia. Po takim występie powinno przyjść powołanie do reprezentacji. – Jeszcze niedawno nawet by mi do głowy nie przyszło, że będę grał w Lidze Europejskiej. Dziś jest taki fakt, że Piast awansował do tych rozgrywek, a ja dostałem szansę gry w tych meczach. Niestety wynik dla nas niekorzystny i nasza pucharowa przygoda szybko się kończy – cieszy się i zarazem smuci Mateusz Matras.
Puchary rządzą się swoimi prawami. Tu nie ważne są punkty, ale kto strzeli więcej bramek w dwumeczu. O jedną więcej zdobyli Azerowie i to oni grają dalej. – Musieliśmy strzelić dwie bramki. Zrobiliśmy to, doprowadziliśmy do dogrywki w pewnym momencie, ale gol stracony pod koniec meczu skreślił nas z pucharów. Szkoda, mogliśmy dotrwać do
karnych i wtedy by się okazało czy zasługujemy na grę w dalszej fazie tych rozgrywek – analizuje i żałuje wychowanek Gwarka Ornontowice
Gliwiczanie skutecznie zneutralizowali mocne strony Karabachu, wykorzystując swoje atuty, jakim były stałe fragmenty gry. Po rogu padł gol dla Piasta, po rzucie wolnym Matras trafił w poprzeczkę. – Żal, że to nie wpadło. Zabrakło chyba szczęście. Nie tylko ja miałem tą sytuację. Potem jeszcze jedna była. Wiedzieliśmy, że te stałe fragmenty gry mogą być naszym atutem. Przeważaliśmy wzrostem na Azerami, ale cóż, nie gramy dalej – stwierdza „Mati”
W pierwszym meczu, szczególnie w drugiej połowie drużyna z Karabachu klepała piłką jak chciała. Dzięki czemu wygrali tamto spotkanie. Zawodnicy Piasta dobrze jednak odrobili lekcję i w Gliwicach ich gra wyglądał już zupełnie inaczej – Staraliśmy się jak najszybciej podjeść do rywali. Chcieliśmy połapać to, aby mieli jak najmniej tej piłki przy nodze. Nie mogliśmy pozwolić, aby się rozkręcili. Wiedzieliśmy, że ich mocna strona to gra po ziemi, szybka wymiana piłek – zdradza nam Matras
Piast, jako klub nie awansując do następnej fazie stracił sporo pieniędzy, a co zyskali zawodnicy? – Na pewno doświadczenie, fajnie było zobaczyć od środka jak to jest w tych pucharach. Do tej oglądaliśmy mecz tylko w telewizji. Była to też przygoda i radość z awansu – wymienia korzyści piłkarz.
Niespodziewanie czwartkowy mecz trwał 120 minut. Zawodnicy musieli więc wybiegać więcej kilometrów niż planowano. Czy nie będzie miało to wpływu na niedzielne starcie z Zagłębiem Lubin? – Dzisiaj trochę trzeba było wybiegać na boisku, ale mamy trzy dni na regenerację. Do niedzieli powinno być wszystko dobrze – uspokaja Matras.
Wygrana z Zagłębiem z pewnością zamaże w pamięci fanów pucharową porażkę. – Oby tak było. Jak się wygrywa, to morale rośnie. Będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony w niedzielę wygrać z Lubin – deklaruje gliwicki pomocnik
Opracowanie/foto własne





















