Marcin Brosz w meczu kontrolnym z Koroną Kielce dał szansę pokazania się zarówno już zakontraktowanym zawodnikom, jak i tym, którzy jeszcze walczą o angaż. Zabrakło natomiast braci Maków, którzy wciąż nie zostali skreśleni przez managera klubu z listy kandydatów do gry przy Okrzei. Bliźniacy mieli okazje zaprezentować się trenerom Piasta na zgrupowaniu w Wiśle. W ich przypadku problem jest cena, jaką żąda za ich definitywny transfer Bełchatów, która wynosi pół miliona Euro.
Takich zmartwień nie ma natomiast już w przypadku Kamila Wilczka. Były gracz Zagłębia Lubin zagrał przeciwko Koronie od pierwszej minuty. Co ciekawe, swój występ ocenił dość chłodno. – Swoje wybiegałem, ale piłkarsko powinien lepiej się zaprezentować. Można było zagrać lepiej – ocenia Wilczek.
Piast, choć w żadnej połowie nie zagrał w optymalnym ustawieniu. Zabrakło m.in. Podgórskiego, Rubena i Treli, to pokonał drużynę z którą w Ekstraklasie nie mógł sobie poradzić – Graliśmy na zmianę po 45 minut. Każdy dostał szanse. Myślę, że nieźle to wyglądało w naszym wykonaniu, zarówno przed jak i po przerwie. Wygrana 1:0, skromna, ale zasłużona – ocenia wynik nowy (stary) zawodnik Piasta.
Jak było widać we wtorkowym sparingu, rywalizacja o miejsce w składzie zapowiada się ciekawie. Kadra, choć odchudzona już jest spora, a jak zapowiada prezes klubu – Jarosław Kołodziejczyk, jeszcze dwóch zawodników ma do niej dołączyć. O miejsce w jedenastce będzie więc bardzo trudno – Rywalizacja to rzecz normalna. Mamy okres

przygotowawczy, a takie mecze jak z Koroną, dobrą drużyna Ekstraklasy, są najlepszą okazją, aby przekonać do siebie trenera.
Już po zakończeniu poprzedniego sezonu nie brak było w klubie głosów, że nie trzeba w drużynie wiele zmieniać. Szybko jednak zweryfikowano te poglądy. Teraz dominuje hasło Marcina Brosza, który powtarza, ze jakość zespołu musi się podnieść. Co na to Wilczek? – Po to tu wszyscy przyszliśmy, ale to nie jest tak, że nowi muszą grać. Trzeba na to sobie zasłużyć. W Piaście są bardzo dobrzy piłkarze więc dopiero jak będziemy wybiegać w podstawowym składzie, to będzie oznaczać, że jesteśmy wzmocnieniem, a nie tylko uzupełnieniem kadry.
Kamil Wilczek kilkakrotnie już wspominał, ze w Zagłębiu piłkarsko się nie rozwinął. Teraz liczy, ze to się zmieni – Moim priorytetem jest, aby więcej grać niż miało to miejsce w Lubinie, ale zdaje sobie sprawę, że będą wobec mnie zarówno ze strony trenerów jak i kibiców duże oczekiwania. Mam nadzieję, ze sprostam temu wyzwaniu, że będę prezentował się przed gliwicką publicznością tak, jak to miało miejsce, gdy stąd odchodziłem i że będę dalej się rozwijał – wyznaje pochodzący z Wodzisławia piłkarz.
Przed gliwiczanami dwutygodniowe zgrupowanie i seria gier kontrolnych z silnymi rywalami. Tych konfrontacji nie może doczekać się już Kamil Wilczek – Rzeczywiście fajne drużyny. Można coś podpatrzeć, czegoś się nauczyć. Będzie dobra okazja przećwiczyć parę schematów przed Ligą Europy.
Skoro mowa o europejskich pucharach, to z kim chciałby zagrać Wilczek e Lidze Europy, drużyna Macedonii czy Azerbejdżanu? – Nie ważne z kim się zmierzymy. My musimy się skupiać na sobie, grać konsekwentnie swoją piłkę, to co nam przekazuje trener. Wtedy powinno być dobrze i nie będzie miało znaczenia z kim zagramy – analizuje pomocnik Piasta.
Kamil Wilczek pewnie będzie wystawiany jak drugi, cofnięty napastnik. Zawodnik potrafi jednak grac też jako ten najbardziej wysunięty zawodnik. Konkurencję ma jednak dużą. Na razie powalczy o miejsce z Ruben Jurado czy Tomasem Doczekalem, a jesienią dojdzie jeszcze Kędziora.
Opracowanie: Grzegorz Muzia/foto własne





















