Gdy Tomas Docekal, ponad rok temu przychodził do Piasta, trenerzy zapowiadali, że będzie to czeski Zlatan Ibrahimović. Od początku jednak tego mierzącego ponad 190 cm wzrostu gnębiły kontuzje. Gdy się wykurował, dostawał swoje szanse, ale ani razu nie przekonał kibiców, że warto na niego stawiać. Po awansie do Ekstraklasy, gdy do zespołu dołączył Adrian Sikora wydawało się, że szanse Czecha na grę jeszcze zmaleją i tak też się stało. Jesienią zagrał tylko w czterech meczach.
Łącznie na boisku przebywał 47 minut. Zaliczył jednak dwa trafienie w Młodej Ekstraklasie. Tej zimy z powodu kontuzji też nie przepracował optymalnie. Formą błysnął w sparingach, tyle, że nie w Piaście, ale jako gracz Zagłębia Sosnowiec, gdzie miał być wypożyczony. Po tym jednak, jak Kędziora nabawił się kontuzji kolana, jego transfer został wstrzymany. W minioną sobotę dostała szansę gry od pierwszej minuty i nie zawiódł. W 57 min strzałem z dziesięciu metrów pokonał bramkarza
Zagłębia. – Swój występ oceniam jako dobry. Jestem szczęśliwy, wreszcie jest bramka – nie krył radości już po meczu – strzelec gola. Żałował jednak, że bramka ta nie dala Piastowi wygranej – Szkoda tylko, że nie ma trzech punktów – dodaje Czech.
W pierwszej połowie Docekal był dobrze pilnowany i nie miał okazji, by choćby oddać strzał, co przyznaje zawodnik – Ciężko było się przedrzeć w pole karne. Goście stosowali wysoki pressing.
Piast objął prowadzenie w dość niespodziewanym momencie. Gra toczyła się w środku pola. Po błędzie zawodnika Lubina, który nabił Rubena, Hiszpan błyskawicznie zabrał się z piłką, w pełnym biegu zagrał w pole karne. Tam był już Docekal, który mimo asysty dwóch obrońców, zdołał oddać strzał, który zamienił się w gola – Było trochę kłopotu. Ruben zrobił świetną akcję. Wyłożył piłkę za piąty metr, udało się trafić, cieszę się – komentuje tą akcję Docekal.
Czeski napastnik po raz pierwszy w Ekstraklasie wyszedł na mecz w pierwszej jedenastce – To dla mnie bardzo ważne. Dziękuję trenerom, że dali mi tą szansę. Inaczej się gra od początku, a inaczej, gdy wchodzi z ławki – mówi zawodnik.
Dość niespodziewanie jednak, zaraz po tym jak strzelił bramkę, trenerzy zdjęli go z boiska – Liczyłem się z tym, że zostanę zmieniony, choć mogłem jeszcze grać. Po tym golu dostałem dodatkową energię – wyjaśnia Docekal.
Po tym jak Czech opuścił plac gry, Piast został bez nominalnego napastnika. Zachowawcza postawa nie opłaciła się. W 90 min goście doprowadzili do wyrównania.
Opracowanie: Grzegorz Muzia
Foto: Marcin Gleń






















Sam Docekal mówi to, co z wysokości trybun widzieli WSZYSCY: chłopak wreszcie grał dobry mecz, szarpał, walczył, starał się. Po golu dostał zastrzyk energii, pozytywnego kopa od trybun – i wtedy trener klasy knurowskiej Dudek Dariusz zapakował go do trumny.
Zapewne dlatego, że na zwitku papieru toaletowego miał zapisane „wytyczne” od innego trenera klasy knurowskiej Brosza: „zmienić Docekala w 60.”. Koniec, kropka, zmienić to zmienić.
Trener Dudek znowu pokazał się z żałosnej strony. Brak mi słów aby komentować jak idiotycznie postąpił. Ile jeszcze musi zepsuć aby wyrzucić go ze stanowiska asystenta trenera?
Zmiana Docekala nie zrozumiana, strzelił gola, dostał pozytywnej energii i sił do gry, można było powalczyć o druga bramkę, a tu…..zmiana, gramy bez napastnika, to choćby zmienić go na Bzdęgę, fatalna zmiana, może i po przez to strata 2 pkt.
A jak Kibicom udowodnić że gramy o utrzymanie!!!!