W miniony weekend Śląski Związek Szermierczy świętował 85-lecie istnienia. W piątek, 8-go grudnia o godz. 12 w sali Sejmu Śląskiego odbyła się z tej okazji uroczysta akademia podczas której Maciej Chudzikiewicz odebrał z rąk wojewody śląskiego Krzyż Kawalerski. Ten bardzo prestiżowy medal został fechmistrzowi Piasta przyznany za wkład w rozwój polskiej szermierki. Większość z nas zna „Chudego”, ale jeśli jeszcze są tacy, którzy nie mieli okazji go poznać, to zapraszamy do wywiadu.
Dla Macieja Chudzikiewicza szermierka jest prawdziwą wielką miłością. Trener szpadzistów Piasta Gliwice na planszy spędził już pół wieku i mimo zdobycia przez jego wychowanków oraz podopiecznych ponad stu medali mistrzostw Polski, Europy i świata, ciągle mu mało.
W tym roku „Chudy”, jak nazywają Macieja Chudzikiewicza wszyscy przyjaciele, cieszył się z tytułu mistrza igrzysk w
Londynie wywalczonego przez Wenezuelczyka Rubena Limardo, który szermiercze abecadło poznawał właśnie w Gliwicach i w którego olimpijskim sukcesie Chudzikiewicz też miał swój udział.
Zadecydował przypadek
Sport lubił od małego, ale do szermierki trafił przypadkiem. – Na pójście na trening szermierczy namówił mnie kolega. Przyszedłem, zobaczyłem jak to wygląda i od razu się zakochałem. Trenowałem szablę pod okiem Grażyny Grabary i krótko Antoniego Franza – mówi Chudzikiewicz.
Jako zawodnik nie odnosił zbyt wielkich sukcesów, choć ma w dorobku srebrny medal olimpiady młodzieży wywalczony w drużynie i indywidualne wicemistrzostwo Polski CRZZ. – Musiałem z czegoś żyć, więc poszedłem do pracy, której połączenie z uprawianiem sportu na wysokim poziomie okazało się niemożliwe. Nie zrezygnowałem jednak całkiem z szermierki. Zacząłem pracować w klubie jako instruktor i jednocześnie zacząłem studia na katowickiej AWF – wspomina Chudzikiewicz.
Fechtmistrz brzmi dumnie
Trenerskiego fachu uczył się pod okiem wielkiego mistrza prof. Zbigniewa Czajkowskiego. Najpierw specjalizował się w szabli, a dopiero później sprawdził jako trener szpadzistów. Jego podopieczni do tej pory na imprezach rangi mistrzowskiej wywalczyli już ponad setkę medali.
– Moimi najbardziej utytułowanymi wychowankami byli Andrzej Jantas, Marek Jendryś, Bartek Kurowski, a ostatnio Mateusz Nycz, ale za swój największy sukces uważam to, że przez pół wieku wytrwałem przy szermierce – dodaje szef sekcji szermierczej Piasta.
Chudzikiewicza docenił także Polski Związek Szermierczy nadając mu w 2000 r. za wieloletnią pracę tytuł fechtmistrza. – To prestiżowe wyróżnienie, którym w tej chwili może poszczycić się w Polsce najwyżej kilkanaście osób. Oprócz specjalnego certyfikatu dostaje się też charakterystyczną ciemnozieloną marynarkę, w której można paradować na zawodach. Wolę jak w trakcie ćwiczeń zawodnicy mówią do mnie panie fechtmistrzu, a nie trenerze, bo trener może prowadzić zajęcia w każdej dyscyplinie sportu, a fechtmistrz tylko w szermierce – stwierdza fechtmistrz z Gliwic.
Przygoda z kadrą
Szkoleniowiec Piasta przez 17 lat pracował jako trener reprezentacji Polski w szpadzie prowadząc najpierw przez trzy sezony kadrę juniorów, później od 1996 do 2000 roku kadrę seniorów, a przez kolejnych dziewięć lat znowu juniorów. – Zdarzało się, że w najbardziej intensywnych latach np. podczas przygotowań olimpijskich spędzałem poza domem 250 dni w roku jeżdżąc po świecie z jednego turnieju na drugi i zaliczając po drodze kolejne zgrupowania kadry.
Na szczęście miałem bardzo wyrozumiałą rodzinę, która jakoś to wszystko wytrzymała – podkreśla Chudzikiewicz. Przez jego trenerskie ręce przeszedł także aktualny mistrz olimpijski w szpadzie – Ruben Limardo. Wujek Wenezuelczyka zamarzył sobie, że będzie miał w rodzinie szermierzy, a ponieważ sam prowadził w Łodzi interesy, więc ściągnął do Polski Rubena i jego kuzyna oraz kuzynkę. – Ruben przyjechał do Polski gdy miał 15 lat i właśnie w Gliwicach pod moim okiem poznawał tajniki szermierki. Niedawno nawet znalazłem w klubie garnek, który kupiłem specjalnie po to, by Wenezuelczycy mogli sobie ugotować spagetti. Później często do nas wracał i na zawodach krajowych reprezentował barwy Piasta – opowiada trener, który miał propozycje pracy we Włoszech, Niemczech, a nawet dalekiej Wenezueli, ale zawsze je odrzucał, bo najlepiej czuje się w Gliwicach.
Na ratunek Piastowi
To właśnie Chudzikiewiczowi to miasto zawdzięcza, że szermierka nadal w nim istnieje. Na przełomie lat 80/90 w Piaście nastały ciężkie czasy. Brakowało pieniędzy i większość trenerów odeszła z klubu. „Chudy” ani myślał się jednak z tym pogodzić i zdołał namówić do zainwestowania w sekcję biznesmena Zdzisława Mikulskiego ratując ją od upadku. Kolejnym trudnym momentem był rok 2005, gdy klub został pozbawiony hali należącej do Huty 1 Maja. Na szczęście pomocną dłoń wyciągnął wówczas dyrektor Zespołu Szkół Łączności Krzysztof Szczęśniak zgadzając się na adaptację na salę szermierczą dawnej szkolnej stołówki.
Chudzikiewicz od lat niestrudzenie organizuje też w Gliwicach międzynarodowy turniej „O Stalową Klingę Hutnika” i Memoriał Antoniego Franza. – W tym roku odbyła się już 46. edycja, a ja pracowałem niemal przy wszystkich, na pierwszym turnieju jako młody chłopak pomagałem rozkładać plansze. Przed kilkunastu laty część tych zawodów przenieśliśmy na gliwicki Rynek i połączyliśmy z występami muzycznymi, co okazało się świetną propagandą szermierki – dodaje Chudzikiewicz.
Rozmawiał Jacek Sroka
źródło: Dziennik Zachodni





















