Łukasz Krzycki to chyba największy pechowiec ostatniego okresu w zespole Piasta. Od początku sezonu wychowanek MOSM Tychy prezentował życiową formę i razem z Adrianem Klepczyński skutecznie rozbijał ataki drużyn przeciwnych. Najpierw jednak kontuzja wyeliminowała go z gry na kilka spotkań. Na murawę wrócił w minioną niedzielę, ale już po 44 minutach, nie z własnej woli musiał opuścić boisko – Z początku myślałem, że czerwona kartka została niesłusznie mi pokazana, ale na powtórkach było widać, że racja była po stronie sędziego – przyznaje z pokorą dla Gazety Sport stoper Piasta.
Kartki, nawet w kolorze czerwonym to stały element piłkarskiego widowiska. Krzycki nieprzepisowo zatrzymał zawodnika gospodarzy, gdy ten wychodził na czystą pozycję. Ten kartonik uniemożliwi mu jednak występ w inauguracyjnym otwarcie nowego stadionu meczu – Tak strasznie chciałem zagrać w tym meczu i robiłem wszystko, by się wyleczyć. Do zdrowia zdążyłem wrócić, ale los spłatał mi figla. Absencja w takim meczu to dla mnie najsurowsza kara za to , co się wydarzyło w Bydgoszczy. Jest mi bardzo przykro – nie kryje żalu „Krzyniu”





















