Marcin Brosz w meczu z Legią zdecydował się na bardzo odważne posunięcie. Na ławkę rezerwowych powędrowali Paweł Oleksy i Łukasz Krzycki, czyli dwójka obrońców, która zagrała przeciwko Widzewowi. Z powodu klauzuli i kontuzji pauzował też Damian Zbozień. W tej sytuacji na murawie od pierwszej minuty pojawiło się trzech defensorów, którzy nie wystąpili w spotkaniu z łódzką drużyną. Tak głębokie zmiany miały pewnie sprawić, że Piast wreszcie nie straci w tym spotkaniu bramek.
Do 44 minuty wydawało się, że przyniesie to pożądany efekt, ale wtedy to Danijel Ljuboja zdołał uwolnić się spod opieki obrońców i strzelić kontaktowego gola. W drugiej połowie Legia przycisnęła, a największe zagrożenie gospodarze stwarzali atakując prawą stroną, której pilnował El Mehdi Sidqy. Marokańczyk, aby sprawozdawcy meczowi nie musieli sobie łamać języka przybrał pseudonim Mido. Sidqy tym razem nie tylko nie zachwycił, ale był najsłabszym ogniwem w obronie. Zobaczył żółtą kartkę i pewnie by nie dotrwał do końca meczu, gdyby nie został zmieniony przez Pawła Oleksego w 63 minucie tego meczu. To niestety nie pomogło. Legioniści pomiędzy 81 a 81 minutą dwukrotnie znaleźli sposób na pokonanie Dariusza Treli i w konsekwencji zainkasowali komplet punktów. Niepokjaće jest też to, że to już trzeci mecz z rzędu, Kidy gliwiczanie tracą bramki w ostatnim kwadransie gry.
Foto: Miłosz Nasierowski (Legia.net)





















