Tuż po meczu piłkarze i trener Piasta jednoznacznie wskazywali, że przyczyną wysokiej przegranej była zbyt otwarta gra w drugiej połowie oraz fakt, że boisko z powodu kontuzji musiał opuścić Damian Zbozień. Gliwiczanie w opinii szkoleniowca i zawodników otworzyli się, bo chcieli doprowadzić do wyrównania. Czy tylko w tym należy upatrywać przyczyn porażki?
Kluczowym momentem wydaje się być 74 min. Wtedy to plac gry z powodu kontuzji opuścił Damian Zbozień. Za niego wszedł Fernando Cuerda, ale Hiszpan nie powędrował na boczny sektor obrony, tylko do jej środka. Na prawą stronę został przesunięty Klepczyński. Obie te decyzje okazały się nietrafione. Po pierwsze została rozbita doskonale rozumiejąca się i stanowiąca monolit w poprzednich meczach para stoperów Klepczyński-Polak. Wprowadzony Cuerda prezentował się tak, jakby nie wiedział o co w tym wszystkim chodzi. Polak, też stracił po tym pomysł na swoją obecność na boisku. Klepczyński na boku obrony chyba nigdy nie grał, co bezlitośnie wykorzystali Lechici. To po tej stronie zostały przeprowadzone dwie akcje zakończone bramkami.
Piast, gdy Zbozień schodził do szatni przegrywał 0:1. Gliwiczanie, oprócz kolejnych bramek nie mieli nic do stracenia, dlaczego więc szkoleniowcy wprowadzili obrońcę, który przecież przewagi w ataku nie stworzy, a nie np. Bzdęgi, który mógłby to zrobić? Jeśli natomiast trenerzy chcieli wzmocnić obronę, aby przegrać jak najniżej, to dużo rozsądniejsze byłoby chyba wprowadzenie za Zbozienia, chwalonego po pucharowym meczu z Legią, Marokańczyka – El Mehdi Sidry?
Porażka z Lechem nie była pierwszą i pewnie też nie będzie ostatnią przegraną w tym sezonie. Nie mniej jednak jest to jedna z najwyższych porażek Piasta w historii występów w Ekstraklasie. Wcześniej taki sam wynik gliwiczanie zanotowali tylko raz, w meczu z Polonią Bytom. 11 września 2009 r. na Olimpijskiej ulegli Polonii też 0:4. Z ciekawostek, w drużynie z Bytomia zagrał wtedy na środku obrony Adrian Klepczyński. Oprócz tych dwóch meczy, tylko raz jeszcze bramkarza Piasta wyciągał w meczu ekstraklasowym piłkę z siatki cztery razy. Było to w przegrany 1:4 meczu z Wisłą Kraków.
Grzegorz Muzia





















