Piast nie jechał do Poznania na ścięcie, ale wręcz przeciwnie. Nie brakowało głosów, żę gliwiczanie mogą na Bułgarskie zdobyć nawet komplet punktów. Lech ostatnio nie grał tak jak na początku tego sezonu. Remisy u siebie, porażka w Gdańsku. Pierwsza połowa zdawała się potwierdzać, że ci co typowali na zwycięstwo gliwiczan mogli mieć rację.
– Do przerwy remisowaliśmy 0:0 i różnie mógł ten mecz wyglądać. Lech miał swoje okazje, my również stwarzaliśmy sytuacje – potwierdza Adrian Klepczyński. W tym okresie gry najpierw Kędziora trafił w słupek, a potem Podgórski zaliczył poprzeczkę. Druga polowa to już jednak dominacja gospodarzy, a cały plan taktyczny runął w gruzach. Klepczyński wskazuje dwie, główne przyczyny tak wysokiej porażki – W drugiej połowie po stracie bramki ruszyliśmy do przodu. Błędy, błędy i jeszcze raz nasze błędy sprawiły, że straciliśmy aż cztery gole – ocenia obrońca z Gliwic.
Dwie pierwsze bramki padły po strzałach z okolicy linii pola karnego, , dlaczego zawodnicy Lecha mieli tyle swobody w tej części boiska? – Nie wiem, ciężko mi teraz powiedzieć. Trzeba to obejrzeć, przeanalizować, na razie nie chcę się na ten temat wypowiadać – mówi „Klepa”.
Najbardziej bolesny dla tych, co kibicowali Piastowi był ostatni kwadrans. Gliwiczanie próbowali atakować, ale nie wracali na własną połowę przy szybkich kontrach poznaniaków. Gdyby nie olejny, bardzo dobry mecz Treli to goście wracaliby do domu z jeszcze większym bagażem goli. – Ruszyliśmy bardzo zdecydowanie do przodu, chcieliśmy nadrabiać punktową stratę, a Lech nas wypunktował i to dosyć mocno – wyjaśnia Adrian Klepczyński
Opracowanie: Grzegorz Muzia
Cyt. za Ekstraklasa.net
Foto: PAP/Jakub Kaczmarczyk





















